Z jakim nastawieniem szukać pracy, kiedy jest o nią trudno
Moja praca to, Samo życie, Za granicą

Z jakim nastawieniem szukać pracy, kiedy jest o nią trudno


Mamy jesień. U mnie w życiu wielki przełom. Synek poszedł do przedszkola. Dzięki temu odzyskałam więcej czasu. Kobiety w takiej sytuacji zwykle „wracają do pracy”. Jestem jak najbardziej za tą decyzja ale jak wiesz, bardzo nie lubię tego wyrażenia.

Do pracy możesz WRÓCIĆ tylko wtedy gdy jesteś po urlopie macierzyńskim – wychowawczym w miejsce Twojej poprzedniej pracy jeśli ona czeka na Ciebie. Nie możesz wrócić gdy pracodawca już znalazł kogoś na Twoje miejsce.

Wraca się tylko do czegoś CO JUŻ SIĘ MA po okresie tymczasowego odejścia.

Gorzej jak pracy zagwarantowanej nie masz. Ja nie mam i nie miałam zanim zostałam mamą. Wtedy absolutnie nie da się do niej wrócić. Musisz jej sobie poszukać.

Kiedy nie ma realnego powrotu do pracy, to możesz też sobie przypinać samowolnie określenie, że do niej wracasz. Tak się dzieje, gdy po czasie spędzonym z dzieckiem wracasz do jakichkolwiek produktywnych aktywności. Jak wiesz – nie musisz być zatrudnionym aby móc pracować, tylko Rynek nie wszystkie prace Ci wynagrodzi. Aktywności te mogą się podpinać pod zawodowe lub do zdobycia prawdziwej pracy dążyć.

Może to być otwieranie własnego biznesu. Dziecko w przedszkolu a Ty podejmujesz się czynności jego rozkręcenia jeszcze przed zarejestrowaniem.

Szukanie pracy też może tym być. Jest to bardzo wymagające zajęcie na pełen etat. Na dodatek jedno z najbardziej upokarzających czynności. Tym bardziej gdy nie masz już kasy i marzy Ci się niezależność.

Postanowiłam już co zrobię w tym odzyskanym czasie. Będę po prostu szukać pracy. Można by powiedzieć, że WRÓCĘ do tych poszukiwań, bo będę miała większą swobodę czasową na działania i jak szczęście dopisze – zaczęcie od zaraz.

Nie wstydzę się tego określić: jakiejkolwiek pracy. Zarówno w obrębie moich kwalifikacji jak i poniżej, choć marzeniem byłoby znalezienie nawet powyżej.

Po długotrwałym okresie bezrobocia docenia się cokolwiek z trudem zdobytego bez względu czy będzie to pracownik administracyjny, projektantka, sprzątaczka czy osoba co wykłada towar w markecie. Przyjmę wszystko pod warunkiem, że wynagrodzenie NIE będzie prowizyjne. Płacone musi być za czas pracy albo za wykonanie zadania. Najważniejsze by było na umowie o pracę. To liczy się nawet bardziej niż wysokość pensji.

Często ludzie, którzy chcą mi pomóc pytają się jakiej pracy szukam. To czego szukam (ale też to czego NIE) opisałam to w dziale Współpraca.

W skrócie przypomnę, że docelowo szukam pracy stacjonarnej tzw. od – do w Andaluzji, moim miejscu zamieszkania, gdzie mam rodzinę. Przyjmuę też pracę na odległość na Polskę, którą będzie wykonywanie zleceń dla konkretnej firmy lub pracowanie od – do z tą różnicą, że w domu a nie w biurze.

Skoro to trudne zadanie jest przede mną to przydałoby podejść do tego z pewnym nastawieniem.

Podobno od nastawienia wiele zależy – mówią doradcy.

Sama długo szukałam pracy. Niestety zwykle bezskutecznie. Więc mogę na ten temat dużo powiedzieć. Przerobiłam już każdy rodzaj nastawienia. Sprawdziłam na sobie, które najlepiej działa a które nie.

Niestety nie w sensie dostania pracy. Bo dostać ją lub nie dostać możesz bez względu na nastawienie. Ponieważ pracę częściej zdobywa się przez przypadek niż aktywne poszukiwania.

Możesz podejmować inicjatywę, chodzić po firmach, pisać do nich, odpowiadać na ogłoszenia, złożyć setki CV i nie dostać żadnej odpowiedzi. Aż pewnego dnia niespodziewanie dostajesz telefon od znajomego (telefon życia!), który informuje że jest jakaś robota dla Ciebie. Albo odezwie się do Ciebie firma, której nawet o to nie podejrzewałaś

I co? Potrzebny był jakiś wysiłek czy jakieś nastawienie do samego znalezienia pracy? Żaden.

Mimo to jakieś nastawienie musi być, ponieważ czas poszukiwań oddziałuje na Twoją psychikę. Służy ono przede wszystkim do psychicznego przetrwania tego wyzwania. Odpowiednie nastawienie może Ci albo zaszkodzić albo pomóc.

Jednak nie przepadam za tym kiedy bezrobotnym lekko rzuca się prostą, naiwną radą typu „Zmień nastawienie”. Przecież wiadomo że magiczne zaklęcia nie istnieją i nie sprawią, że jak tylko się odpowiednio nastawisz to pracodawcy będą się bić o Ciebie. Problem jest o wiele bardziej złożony. Na to czy w poszukiwaniu pracy jedni znajdują ją od razu, a drudzy szukają kilka lat składa się wiele czynników.

Bardzo popularne stało się tłumaczenie trudności znalezienia pracy nieodpowiednim nastawieniem. Dzieje się to tam, gdzie jest niewiele szans na rozwiązanie jakiegoś problemu np. bezrobocia. Gdzie wszystko zależy np. od koniunktury, oczekiwań pracodawców (każdy chce pracownika – ideału) czy wielu innych czynników. Wiadomo też, że doradca zawodowy nie namówi pracodawców aby cię przyjęli. Może jedynie Cię jakoś poprowadzić i pokazać co sama możesz zrobić. Potem tylko się stanie albo i nie. Ten co Ci radzi w rzeczywistości jest bezradny w obliczu Twojego problemu, więc mówi coś by cokolwiek doradzić.

Przejdźmy zatem do trzech nastawień (albo postaw) tego co o nich myślę i jak się sprawdziły.

Postawa optymistyczna

Wszyscy jednym chórem zawołają: optymizm górą! To jest właściwa postawa. Najlepsza ze wszystkich. Prowadząca do sukcesu. Tak samo mi radzono po czym zachłysnęłam się nią. Dlatego mogę powiedzieć, że to …najgorsze co może być. Strzeż się tego myślenia gdy szukasz pracy tam gdzie o nią trudno, gdy czekasz na telefon z zaproszeniem na rozmowę.

Co mi ta postawa ona dała?

Życie złudzeniami a potem zgliszcza w mej psychice.

Zamiast skupić się na tym co jest dookoła, na realnej rzeczywistości ja żyłam w świecie marzeń. Po złożeniu CV a nawet przed zbyt wiele wizualizowałam siebie na tym stanowisku tak jakbym już za kilka dni miałam być tam zatrudniona. Zamiast myśleć o sprawach bieżących moja głowa tworzyła scenariusze o karierze jaka mnie tam czeka, o zarobkach, o tym na co je wydam, ile ich zaoszczędzę, jak zmieni się mój plan dnia i będę do tej pracy dojeżdżać i po zakończeniu wracać do domu. Nawet wyobrażałam sobie jakie będzie nasze nowe, lepsze mieszkanie, które uda nam się wynająć lub kupić, bo dochód rodziny wzrośnie oraz to jak je urządzam.

Z niecierpliwością czekałam na moment kiedy to nastąpi. Zacznę pracować i moje życie się zmieni.

Tymczasem co dostawałam? W 90% zero odpowiedzi a pozostałe były odmowne. Wybrali kogoś innego, awansowali kogoś z wewnątrz (w sumie do tego mają pierwszeństwo), całkowicie zrezygnowali z rekrutacji albo coś o czym i tak nie powiedzą.

Jedyna konstruktywna odpowiedź zwrotna to, że mam brak doświadczenia (niestety ZAWSZE trzeba je bezwzględnie mieć nawet jak bardzo wierzysz w siebie i chcesz udowodnić, że dopiero w pracy się nauczysz na miejscu). Albo taka reakcja, o jakiej pisałam w tym poście.

Przyczyną zwykle okazuje się konkurencja. Pracodawca ma do wyboru sporo takich jak ty i na pewno znajdzie się ktoś lepszy.

Po prostu nie powinnam się zbyt emocjonalnie przywiązywać do oferty pracy na którą kandyduję. Mogą mnie albo przyjąć albo nie. Nie warto męczyć się huśtawką nastroju o totalnej euforii po wielkie rozczarowanie.

Optymizm to coś z czym się rodzimy. Powinien być naturalny. Jest czymś dobrym i budującym. Niestety rzeczywistość sprowadza na ziemię. Dlatego z wiekiem stajemy się tzw. „optymistami z życiowym doświadczeniem”.

Przywiązanie emocjonalne niesie w sobie taki ogromny, czysty, dziecięcy optymizm.

Po całej serii rozczarowań postanowiłam, że nigdy więcej takiej postawy! Ale to nie znaczy, że wyzbywam się optymizmu całkowicie. Wszędzie musi być równowaga. Są sytuacje, kiedy jest on naprawdę przydatny. Zgadzam się z doradcami zawodowymi, którzy mówią by zademonstrować postawę optymistyczną właśnie wtedy. Czyli kiedy?

Tylko w momencie kiedy o daną pracę się ubiegasz, przygotowujesz podanie, poddają Cię jakiejś próbie, stajesz twarzą w twarz z potencjalnym pracodawcą np. na rozmowie kwalifikacyjnej. Masz mu przekazać dlaczego Ty i to, że bardzo chcesz u niego pracować. Ludzie jednak lubią przebywać a tym bardziej pracować z optymistami. Wtedy optymizm będzie działał na plus. Wtedy pokaż swoje umiejętności, chęci i zaangażowanie. Optymizm jest Twoim narzędziem. Pozwól aby to oni w swej wyobraźni zobaczyli Cię u siebie jako pracownika idealnego. Tak właśnie staram się robić.

Postawa pesymistyczna

Zakładając, że będzie źle i tej pracy nie dostaniesz w rzeczywistości chroni Cię od bolesnego rozczarowania. Nie udało się. Trudno, takie jest życie. Byłaś na to przygotowana i porażka Cię tak nie zaskoczyła, bo stało się… jak zwykle.

Podobno pesymizm poważnie utrudnia znalezienie pracy. Na przykład, kiedy nic w tym celu nie robisz, bo twierdzisz, że nie warto.

Ale nie wtedy kiedy zostaje on z Tobą i nie zarażasz nim innych ludzi a tym bardziej potencjalnego pracodawcy.

Znam osobiście ludzi, którzy byli wcześniej wielkimi pesymistami, którzy mimo tej postawy… znaleźli pracę. Byli odpowiednimi ludźmi w odpowiednim czasie i miejscu na tyle, że ich postawa nie miała znaczenia. Wreszcie szczęście im dopisało.

Znalezienie pracy, jakiejkolwiek, nawet za niewielką pensję spowodowało, że diametralnie zmieniło się ich życie i oni sami. Z bycia marudą, narzekaczem, osobą nerwową, konfliktową, nie widzącą sensu życia, zaniedbującą siebie, popadającą w problemy psychiczne, winiącą cały świat za swoje niepowodzenia, czyli ogólnie rozumianym pesymistą ktoś nagle staje się optymistą, człowiekiem zadowolonym, wesołym, zorganizowanym, zdrowym i budującym zdrowe relacje z ludźmi. Wreszcie poczuli się docenieni i zostali z pesymizmu „wyleczeni”.

To dowód, że danie szansy komuś tak bardzo pogrążonemu może natychmiast zdziałać cuda. Te osoby zupełnie odwróciły przekonanie, że najpierw musisz pracować nad odpowiednim nastawieniem a potem osiągniesz sukces. Jest zupełnie odwrotnie. Najpierw przyjdzie sukces a wtedy dobre nastawienie samo przyjdzie.

Jestem przekonana, że jeśli mi to się kiedyś przydarzy to na pewno stanę się lepszą osobą.

To tak samo jak puszcza się niesłuszne stereotypy o ludziach biednych. Są biedni, bo mają tzw. mentalność biedaka, skrajny pesymizm, piją alkohol, są leniwi i stają się patologią. Tymczasem te patologie wywołuje właśnie bieda, która nie jest stanem umysłu tylko po prostu brakiem pieniędzy – o tym pisał autor książki, którą polecam.

Jednak z nadmiernym pesymizmem też nie należy przesadzać, bo prowadzi to do zaniżania swojej wartości. Myślisz sobie „Muszę być beznadziejna skoro nikt nie chce mnie zatrudnić.” Porażka za porażką tylko utwierdza w takim myśleniu, na ktore szkoda czasu. Przez to myślenie rzeczywiście żyje się o wiele trudniej.

Zamiast skupiać się na myśleniu że jestem beznadziejna, zdecydowanie lepiej szukać w sobie rzeczy, w których jest się naprawdę dobra i rozwijać je. Nawet jeśli nie dotyczą one życia zawodowego. One przynajmniej dodadzą Ci pewnej pogody ducha oraz siły do przetrwania trudnego okresu bez pracy. Choć to i tak nie zastąpi pracowania i przede wszystkim zarabiania.

Dla pocieszenia pomyśl sobie o większości ludu zatrudnionego nienawidzi swojej pracy z różnych powodów. Tobie przynajmniej nie przytrafiają się cierpienia co ich dotykają. A jeśli znajdziesz w końcu pracę, to będziesz ją bardziej doceniać stając się lepszym pracownikiem.

Postawa neutralna

Wyobraź sobie, że poznałaś faceta. Byłaś z nim na kilku randkach. Facet zaczyna ci się coraz bardziej podobać. Zakochujesz się i bardzo chcesz z nim być.

Jednak w miarę jak rośnie twoje uczuciowe zaangażowanie coraz bardziej się niepokoisz. Czekasz z niecierpliwością na kolejny telefon, na kolejne spotkanie. Dostosowujesz cały swój plan tygodnia do potencjalnych randek z nim. Rezygnujesz ze swoich ulubionych zajęć z jogi dlatego, że jemu pasuje tylko ten termin.

Niby spotykacie się nieregularnie ale wciąż nie masz pewności czy już jesteś w związku z nim czy nie. Starasz się sobie wmówić że jesteś i snujesz optymistyczne wizje wspólnego życia, jak to weźmiecie ślub i będziecie mieć dzieci. Kiedy wiesz, że zaraz się z nim spotkasz czujesz motyle w brzuchu.

Jednocześnie odrzucasz innych, całkiem wartościowych i szanujących Cię adoratorów, bo chcesz być wierna tylko jemu. Stopniowo rezygnujesz ze swojego życia sprzed zakochania. Tracisz siebie. Żyjesz w tzw. zawieszeniu na każde jego skienienie.

Tymczasem dowiadujesz się, że ten Twój książę na białym koniu flirtował jeszcze z innymi laskami. Nie dzwonił, nie umawiał się bo w tym czasie był z inną. Wciąż nie mógł się zdecydować na stały związek. W swoim mniemaniu w żadnym związku nie był. Ty byłaś dla niego tylko opcją i przestał cię szanować.

I jak? Złamane serce boli?

Nadmierny optymizm jest fajny tylko na początku.

Teraz wyobraź sobie co by było gdybyś to Ty potraktowała go jako jedną z opcji. Umawiała się na randki z kilkoma facetami naraz i dobrze bawiła. Puki nie ma pewności i deklaracji z obu stron, że to związek masz do tego prawo.

Co by było gdybyś miała do niego nastawienie neutralne? Gdybyś prowadziła swoje życie tak jakby nigdy nic? Myślała w pierwszej kolejności o swoim samopoczuciu. Kiedy on proponuje Ci randkę w momencie gdy masz coś zaplanowane spokojnie odmówiła i zaproponowała inny dzień. Gdybyś przestała wisieć na telefonie i oddała się swojej codzienności?

Jeśli chcesz wiedzieć o co chodzi koniecznie przeczytaj książkę „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” Sherry Agrov. Ona wyjaśnia to w samo sedno i podpowiada jak sobie z tym poradzić.

Podaję ten przykład dlatego, że z mojego doświadczenia w szukaniu pracy jest podobnie.

Kiedy pojawi się jakaś pasująca do Ciebie oferta pracy to tak, koniecznie trzeba na nią aplikować. Trzeba łapać każdą szansę. Na tym polega szukanie zatrudnienia.

Ale w momencie kiedy formalności aplikacyjne są zakończone, lub określone etapy całej rekrutacji, zadanie rekrutacyjne wykonane, jestem po rozmowach kwalifikacyjnych i nie mam już nic do roboty oprócz czekania na rezultat wtedy… natychmiast o tej ofercie zapominam.

Owszem, jestem dobrej myśli ale jednocześnie zrywam z nią emocjonalnie i wracam do swego bieżącego życia takiego jakie jest tu i teraz.

Podstawa postawy neutralnej to nie czekać na telefon z zaproszeniem na kolejny etap czy z dobrymi wieściami, że mnie przyjmują.

Nie dostosowuję swoich planów na kolejne miesiące do ewentualnego zatrudnienia. Nie odwołuję zaplanowanych wyjazdów tylko dlatego, że w tym czasie mogą do mnie zadzwonić i kazać przyjść do pracy. Większe prawdopodobieństwo, że nie zadzwonią. A jeśli zadzwonią to dopiero wtedy będę się o to martwić. Jeśli pracodawca naprawdę będzie chciał mieć mnie w swoim zespole to cierpliwie poczeka, niczym facet, któremu na mnie naprawdę zależy.

Równolegle zgłaszam się na inne oferty i wchodzę w ich proces rekrutacyjny. Staram się nie liczyć na sytuację, że kilka pracodawców się odezwie i będę musiała wybierać ani nie rozważać, że zrobię coś nie tak i stracę obie szanse. Wybory są zwykle trudne ale gdy szukasz pracy dobrze tą możliwość wyboru mieć i brać ten najkorzystniejszy.

Po prostu jeśli nie mam żadnego potwierdzenia, że jestem w związku z facetem, to w  żadnym związku nie jestem. Nie musi od razu chodzić o ślub. Wystarczy facet czynem pokazuje, że mnie kocha i odwzajemnia moje uczucia.

Jeżeli nie mam żadnego potwierdzenia że będę tutaj pracować to tutaj nie pracuję. Potwierdzeniem powinno być wyłącznie podpisanie umowy. Jeśli już weszłam do firmy i zaczęłam pracę a z umową wciąż zwlekają a ja tylko ganiam za szefem by mu o tym przypomnieć to nadal nie mogę powiedzieć, że tu pracuję.

Każda postawa w szukaniu pracy niesie za sobą stawianie pewnych celów i podejmowanie pewnych działań.

W postawie optymistycznej zakładasz np., że do końca miesiąca znajdziesz pracę w firmie X, Y lub Z. Składasz do wszystkich swoje papiery licząc na akceptację. Telefon milczy, leci drugi, trzeci, czwarty miesiąc a ty popadasz w coraz większą depresję i cały ten wspaniały optymizm o kant rozwalić.

W postawie pesymistycznej zakładasz, że i tak żadna firma Cię nie przyjmie więc lepiej wcale nie składać CV. Po co się wysilać? Szkoda czasu. Ostatecznie nic nie robisz, więc szanse na znalezienie pracy masz jeszcze mniejsze.

Za to w postawie neutralnej wyrażam chęć zdobycia pracy, składam CV wszędzie gdzie chcę pracować. Ale nie stawiam sobie ram czasowych od kiedy muszę zacząć swoja karierę w danej firmie. Dobrze wiem, że na to nie mam wpływu.

Stawiam sobie cele, na które mam wpływ. Planuję sobie nie że do danej daty znajdę pracę lecz, że w takim czasie zaniosę tyle CV i do jakich firm. Robię zadania jakie dał mi doradca zawodowy. Badam rynek, czytam oferty, sprawdzam wymagania firm i dostosowuję do nich swój profil. Szukam informacji na temat szkoleń, które mogłyby podnieść moje kwalifikacje. Dużo się uczę samodzielnie, ćwiczę obsługę programów komputerowych, czytam książki, tworzę portfolio, rozwijam pasje. Jednocześnie prowadzę swoje normalne życie i realizuję wcześniej potwierdzone plany i wyzwania nie zważając na to, że kiedyś być może przyjdzie coś co mi życie wywróci do góry nogami,.

Telefon cały czas leży gdzieś z boku. Jeśli nie usłyszę jak dzwoni to oddzwonię później.

Pracę i tak znajduje się zwykle przez szczęście. Niekoniecznie przez własne starania. Z tego co opowiedziało mi większość znajomych co pracę znalazły wynika jedno. Ona przychodzi sama. Choć niestety czasem i nie przychodzi.

Dlatego zrób to co możliwe a to co niemożliwe oddaj losowi. Bądź jednocześnie aktywna ale nie rób sobie nadziei i do niczego, do nikogo nie przywiązuj się emocjonalnie. Na tym polega postawa neutralna.

Jeśli jesteś wierząca i twierdzisz, że to Ci pomoże, to warto choćby zaufać Bogu, który jakoś Twoje życie poprowadzi. Może okazać się, że dana praca, do której aspirujesz tak naprawdę nie była dla Ciebie? Może, to że długo jej nie znajdujesz dzieje się dla twojego dobra i w przyszłości czeka Cię coś lepszego.

Jeszcze nie doświadczyłam tego w życiu zawodowym ale jestem dobrym przykładem w dziedzinie związków. Wszystko co tutaj piszę nie pochodzi z żadnych książek i poradników tylko w 100% z mojej autopsji. Może u Ciebie jest inaczej?

Żadna postawa nie gwarantuje znalezienia zatrudnienia ale przy każdej może ci się je udać znaleźć lub i nie. Wyjątek jest tylko gdy stoisz twarzą w twarz z pracodawcą. Wtedy pokazuj się ze strony optymistycznej i odrzuć pesymizm. Twoje szanse rosną.

Jedynie postawa neutralna jest tą, która pozwoli Ci najlepiej i najkorzystniej dla Twojej psychiki przetrwać trudny okres bezrobocia.

Sam brak pracy jest już dużym problemem. Wiec po co mam sobie dodatkowe  dokładać przez popadanie w zbyt emocjonalne podejście? Chcę przynajmniej zachować zdrowie, święty spokój i mieć poukładane pozazawodowe obszary.

Miałam w życiu fajny przykład o tym jak całkowicie oddałam się temu aby sprawy same się potoczyły. Czyli konkretnie – nie myślałam wcale o wymarzonej pracy tak samo jak lepiej nie myśleć o facecie, który Ci się podoba. Choć pierwszy kontakt sama zainicjowałam.

Pewnego razu znalazłam w sieci ofertę, która bardzo mi pasowała. Tego dnia mój chłopak miał drugie podejście do praktycznego egzaminu na prawo jazdy. Wymyśliłam sobie, że jeśli zda to pojadę złożyć tam CV.

No i zdał! Tylko, gdy po egzaminie wrócił do domu by mi to ogłosić było już popołudnie.

Firma znajdowała się w na drugim końcu miasta. Chciałam zanieść CV osobiście, ale muszę liczyć się z tym, że  dotrę na miejsce wieczorem i mogę nie zdążyć (w Hiszpanii firmy pracują do 20:30!). Mimo to postanowiłam zaryzykować. Wsiadłam na rower i pojechałam.

Było już późno, mimo to zastałam szefa firmy, który miał już zamykać. Jednak skoro już jestem to postanowił poświęcić mi chwilę czasu i przeprowadził ze mną rozmowę, która chyba przebiegła pozytywnie. Tradycyjnie powiedział, że się odezwie.

Na mnie też firma zrobiła dobre wrażenie i stwierdziłam, że chcę tam pracować. Jednak dużo rzeczy sprawiło, że o tym wszystkim zapomniałam. Zresztą i tak nie liczyłam, że się uda. Nie robiłam żadnej nadziei. Żyłam dalej swoim życiem. Szukałam innych prac.

Aż tu nagle po pół roku ten szef zadzwonił do mnie. Oznajmił, że tworzy nowy zespół i mnie przyjmuje. Wkrótce zaczynam. Bardzo mnie to zaskoczyło i jednocześnie ucieszyło. Dobrze mi się tam pracowało.

Niestety po roku firma upadła i znów pozostałam na zielonej trawce. Szef bardzo mnie przepraszał, że musi to zrobić. Cały team został zwolniony.

Ale przez ten fakt, że chociaż raz mi się to udało, dostałam tę pracę bez żadnych znajomości jako tako daje mi wiarę (choć wielkich nadziei nadal nie robię), że może jeszcze kiedyś to się uda.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...