Wróć do mnie! Tego pragnął mój szef.
Moja praca to, Samo życie, Za granicą

Wróć do mnie! Tego pragnął mój szef.


Zawsze myślałam, że przedsiębiorców nie interesują błahostki takie jak złamane serca i zabieganie o czyjąś miłość. To wszystko kojarzy się z byciem małolatem, niedojrzałym czy kimś kto kompletnie nie panuje nad swoimi emocjami. Jeśli już mają jakieś problemy miłosne to kompletnie spływają po nich. Zapominają i idą dalej, bo trzeba robić biznes.

Biznesmenowi, który jest szefem i zarządza ludźmi nie przystoi okazywać uczuć. On przecież twardo stąpa po ziemi. Zajmuje się tylko konkretnymi sprawami i nie zaprząta sobie głowy pierdołami. Jest tak pochłonięty swoim biznesem i zarabianiem pieniędzy, że nie ma czasu na jakieś gówniarskie amory. Skrupulatnie oddziela życie prywatne od pracy. Zdawać by się mogło, że to drugie u niego jest priorytetem a pierwsze raczej nie istnieje.

Pewnego razu przez przypadek odkryłam, jak bardzo się myliłam. Okazało się, że twardzi i przedsiębiorczy ludzie też mogą być bardzo uczuciowi. Tylko to ukrywają. Jednak czasem gdy, czegoś nie dopilnują mogą niechcący za dużo ujawnić a potem mieć obciach w zależności w czyje ręce trafią te osobiste informacje.

Czegoś takiego byłam świadkiem w jednej z moich prac w Hiszpanii. Aby opowiedzieć o tym muszę się cofnąć kilka lat wstecz od momentu kiedy tę pracę miałam i gdy się przekonałam czego najbardziej pragnął mój ówczesny szef.

Szukając pierwszej pracy w Hiszpanii najpierw zrobiłam kurs organizowany przez urząd pracy, po którym mieli mnie skierować na (płatne na szczęście) praktyki do jakiejś firmy.

W sprawie praktyk odesłano mnie do lokalnego Stowarzyszenia Młodych Biznesmenów. Zrzeszone w nim firmy chętnie przyjmują praktykantów. Jeśli masz szczęście to po ukończeniu praktyk mogą cię zatrudnić. Wiadomo, że lepiej na to nie liczyć ale mi w pośredni sposób i ze sporym opóźnieniem się to udało.

Marisa – młoda, ładna i sympatyczna sekretarka Stowarzyszenia została taką mentorką moich praktyk. Ze wszystkimi formalnościami zwracałam się do niej. Na podstawie analizy mojego CV wybrała dla mnie najlepiej pasującą firmę, której szefem był Alvaro. Jak się potem okazało jego firma ledwo się trzymała. Nie miała dużych dochodów więc do pracy brała praktykantów, za których zapłaci miasto i UE. Nie posiadała też wielu klientów z zewnątrz.

Alvaro świadczył raczej usługi swoim kolegom, czyli prezesom innych firm ze Stowarzyszenia. Zatem zrzeszone firmy prowadziły między sobą wymianę aby każdy pomagał sobie nawzajem w przetrwaniu. Jeden rynek wewnętrzny i jedna wielka rodzina. Ci młodzi biznesmeni i osoby związane ze Stowarzyszeniem nie tylko ze sobą pracowali ale też utrzymywali relacje osobiste.

Głównym klientem firmy Alvara był jego kolega Julian  – też przedsiębiorca i członek Stowarzyszenia. W czasie mojej praktyki bardzo często go obsługiwałam,. Wykonywałam mu zlecenia i w związku z tą pracą musiałam też odwiedzać siedzibę jego firmy. Wówczas wszyscy tamtejsi pracownicy dobrze mnie znali.

Podczas moich wizyt u Juliana w ostatniej godzinie przed zamknięciem biura zawsze wpadałam na Marisę. Przychodziła po niego i czekała aż skończy pracę. Potem szli gdzieś razem. Na randkę.

Marisa i Julian byli parą.

Rzeczywiście całe to Stowarzyszenie to jedna wielka rodzina – pomyślałam sobie. Ale super jeśli są razem i im się układa. To ich sprawa. Ja się nie mieszam, bo tu tylko pracuję.

Moja praktyka u Alvaro dobiegła końca. Zaproponował mi abym dalej u niego pracowała ale… mam się sama zatrudnić czyli płacić za siebie Seguridad Social (hiszpański ZUS). To samo polecił pozostałym praktykantom.

Wówczas nie byłam na to gotowa ani nie miałam pewności czy sobie poradzę. Nie wierzyłam też w to, że Alvaro będzie mi dostarczał zlecenia dające pokryć te zobowiązania finansowe.

Dlatego odmówiłam jego propozycji. Nasze drogi się rozeszły. Ja znalazłam potem inną pracę na pół etatu w godzinach rannych.

3 lata później Alvaro niespodziewanie zadzwonił do mnie. Dalej był kumplem Juliana i pracował dla niego jako samozatrudniony. U tego z kolei nic się z pozoru nie zmieniło. Nadal prowadził tę samą firmę. Na dodatek ją rozbudowywał. Otwierał nowe oddziały i zatrudniał nowych pracowników.

Alvaro poinformował mnie, że Julian poszukuje do swojego nowego zespołu kogoś o takim profilu jak ja. Ponieważ już się znaliśmy z moich praktyk to czy nie zechciałabym u niego pracować na pół etatu w godzinach popołudniowych.

To miłe z jego strony, że o mnie pamiętał. Przydała mi się wtedy druga praca na popołudnie aby uzupełnić sobie zarobki z tej pierwszej. Dlatego się zgodziłam. Ale z góry było ustalone że będzie to umowa na czas określony, bo będą mnie potrzebować tylko na okres wykonania pewnych projektów,

Tak więc tym razem Julian został moim szefem. Już nie praktyk tylko normalnej pracy.

Nie był jakimś ostrym typem szefa co lubił przycisnąć i kontrolować. Co do czego wymagania miał, które starałam się spełnić. Chociaż nie płacił dużo i nieporozumienia także miały miejsce. Jednak był on z pewnością tym typem osoby, która odnajduje się w biznesie, dla której konkrety i osiąganie zysku jest najważniejsze. Zatem zgodnie ze stereotypem – nie kieruje się emocjami i nie skupia na pierdołach. Taki jaki jest w pracy musi też być osobiście. Takie przynajmniej robił wrażenie. Nie miałam z nim też tak bliskiego kontaktu jak Alvaro i inne osoby z firmy. Mieliśmy swoje sprawy i nie łączyło nas nic więcej poza relacją zawodową.

W trakcie tej pracy zdziwiła mnie jedna rzecz. Ani razu nie widziałam Marisy. Już nie przychodziła po niego gdy zamykał biuro. Nie pojawiła się też u boku Juliana na żadnym firmowym bankiecie, który np. inaugurował nowy oddział firmy czy projekt. Na takie imprezy szef spraszał pracowników z osobami towarzyszącymi, całą swoją rodzinę, znajomych, a nawet burmistrza miasta. Dziwne, że zabrakło na nich jego dziewczyny.

Przy okazji zauważyłam, że raz próbował ją zapraszać. Miałam dostęp do mediów społecznościowych firmy. Na Facebooku utworzono wydarzenie, którym była inauguracja nowego oddziału. Wśród osób do jakich wysłano zaproszenie była Marisa. Ale zaproszenia nie potwierdziła i jak widać nie przyszła.

Rozpoczynając pracę u Juliana fajne było też ponownie spotkać pracowników firmy, których znałam jeszcze z czasów praktyk u Alvaro. Teraz to ja stałam się częścią tego zespołu. Dla przypomnienia opowiedziałam im jak to się stało, że znałam Juliana wcześniej. Mówiąc o Stowarzyszeniu Młodych Biznesmenów musiałam też coś wspomnieć o Marisie.

On już z nią nie jest – powiedziała mi sama z siebie pracownica z najdłuższym stażem, którą najlepiej znałam sprzed lat.

Zatem wszystko jasne. Ich sprawa. Nie mieszam się do tego i nie komentuję, bo ja tu tylko pracuję. Z przyzwoitości od razu zamknęłam ten temat w rozmowie. Nie dopytywałam się i nie wnikałam dlaczego nie są razem. Było, minęło. Dla Juliana to pewnie żaden problem. Jest przedsiębiorcą więc skupia się na firmie a nie na jakiś amorach. W końcu jak widać biznes mu się kręci.

Z drugiej strony liczyłam, że odnowię tu jakiś kontakt z Marisą, by przynajmniej podziękować jej za to, że po tych praktykach, zostałam jednak zatrudniona choć po czasie.

A ponieważ jest jak jest to też zapominam o temacie Marisy i przestałam się interesować co u niej. Rzucam się w wir pracy.

Kilka miesięcy później Julian oznajmia mi, że jutro cały dzień nie będzie go w biurze. Dlatego dziś wyjaśni mi co mam robić. Pliki, których będę potrzebować do pracy zostawi na swoim pendrive, który przekaże mi sekretarka. Wszystko jasne.

Następnego dnia proszę sekretarkę o ten pendrive.

Jak się potem okazało sekretarka prawdopodobnie się pomyliła. Zamiast firmowego dała mi… prywatny pendrive szefa.

Podłączam go do swojego laptopa, otwieram archiwa i rozpoczynam szukanie potrzebnych mi dokumentów. W plikach panuje kompletny bałagan czego nie spodziewałam się po Julianie. Potrafi świetnie zarządzać swoją firmą ale do organizacji danych na dysku jakoś nie ma ręki.

Nie znam dokładnych nazw tego czego potrzebuję. Szef mi ich nie podał, więc nie mam co wpisać w wyszukiwarkę. Było takie założenie, że jak tylko na nie trafię to rozpoznam, że o te chodzi. Dlatego zaglądam w każdy folder i otwieram każdy plik. Natrafiam na sporo rzeczy kompletnie nie związanych z firmą. Pliki firmowe są pomieszane z nie wiadomo jakimi śmieciami. Bardzo dokładnie przetrzepuję zawartość pendrive ale wciąż nie mogę znaleźć tego czego szukam. Gdzieś to musi być!

Nagle trafiam na jakiś folder pełen zdjęć. Zaglądam do niego, bo może tam znajdują się właściwe pliki. Co ja patrzę? Są w nim same zdjęcia Juliana… z Marisą!

Bardzo dużo zdjęć z randek, podróży po świecie, plaż, koncertów, imprez, romantycznych kolacji, takich na których się przytulają i całują. Normalnie się zarumieniłam. Od patrzenia można się rozmarzyć jaka ta ich miłość była wspaniała.

Przyznam, moja ciekawość się trochę odezwała. To przecież Julian choć nieświadomie podsunął mi swoje prywatne zdjęcia pod sam nos. Powinien dobrze upewnić się co daje swojej sekretarce. Romantyczne fotki trafiły do mnie przez czysty przypadek. Ja tylko chciałam wykonać zleconą mi pracę i znaleźć te pliki. Naprawdę wierzyłam, że one mogą gdzieś być w tym całym bałaganie.

Jeden z folderów ze zdjęciami szczególnie się wyróżniał. Był on zbiorem ich najładniejszych i najbardziej romantycznych fotografii z całej historii związku. Spojrzałam na jego datę utworzenia. Julian utworzył go w… tym tygodniu. Tymczasem myślałam, że to są zdjęcia sprzed lat, które po prostu sobie wiszą na dysku.

Wniosek był jeden. On musi ją nadal kochać. Pewnie gdy Julian siedzi sam w biurze to z sentymentem przegląda te zdjęcia.

Odkrywam coś jeszcze. Dowód na to, że przedsiębiorcy zamiast wymówek szukają sposobu. Znajduję w folderze darmowy fragment e-booka pt. „Jak odzyskać swoją ex”. Obok był już cały e-book – kupiony też tydzień temu na co wskazywała data. Tylko zablokowany hasłem. Wówczas tak blokowano kupione e-booki by dostęp do niego miał tylko ten kto kupił.

Z ciekawości skopiowałam sobie ten darmowy fragment i przeczytałam w domu. Napisał to gość, który kiedyś stracił swoją dziewczynę po czym zapragnął ją odzyskać. To mu się udało dlatego postanowił napisać poradnik o tym jak tego dokonać. Został więc takim coachem od relacji damsko – męskich, który doradza innym jak wejść drugi raz do tej samej rzeki.

Teraz już stało się jasne czego pragnie mój szef. Wróć do mnie – cały czas w myślach powtarza do Marisy.

Może nie aż tak desperacko. Przynajmniej tego nie powinien robić jeśli chce odzyskać dziewczynę. W pierwszym rozdziale tego e-booka była podstawowa rada aby nie latać za tą osobą, nie błagać jej o powrót i nie powtarzać, że wciąż się ją kocha gdyż to da efekt odwrotny. Dalszych rozdziałów nie mogłam poznać, bo to był tylko darmowy fragment.

Ale skoro zdjęcia Juliana z Marisą były w tym samym folderze to musiały mieć one jakiś związek z którąś z porad tego e-booka. Może to jakiś motywator typu pościągaj z sieci zdjęcia tego o czym marzysz: luksusowych domów, samochodów, podróży, miłości? Patrz na nie codziennie jak na cel, do którego dążysz a z pewnością go osiągniesz. No nieźle!

To przypadkowe odkrycie trochę mnie rozbawiło. Dowiedziałam się czegoś więcej o życiu osobistym szefa. Jednoczenie zaimponowało mi to, że facet ma ukrytą duszę romantyka i dzielnie walczy o dziewczynę. Ciekawa jestem czy Marisa była tego warta?

Odłączyłam pendrive. Cóż, plików do pracy na nim nie ma. Oddałam go sekretarce mówiąc jej, że to chyba nie ten. Poprosiłam aby poszukała mi tego właściwego.

Zachowałam milczenie i nikomu z pracy o tym nie powiedziałam.

Nigdy też nie dowiedziałam się czy poradnik pomógł i czy Julian odzyskał Marisę. Nadal nie widywałam jej u boku szefa ani nie miałam żadnych wieści o niej. Nie było dane mi się dowiedzieć gdyż zwyczajnie skończyła mi się umowa.

Dopiero teraz na potrzeby tego wpisu postanowiłam wyszukać ich profile na Facebooku. Zauważyłam, że Marisa wyszła za mąż. Ma wrzucone zdjęcia ze ślubu… z innym facetem.

Chyba Julian robił coś źle postępując za wskazówkami z poradnika. Nie wykonał sumiennie wszystkich ćwiczeń jakie zalecił mu kołcz.

A co słychać u Juliana? Nie ma na jego profilu nic o ewentualnej dziewczynie czy żonie. Cały czas zajęty był pracą. Jego firma raz zmieniła nazwę marki. Wygląda na to, że kilka lat temu porzucił swój profil i nic nowego na nim nie ma.

W ten sposób przekonałam się, że pragmatyczni z pozoru przedsiębiorcy to też ludzie, którzy podążają za głosem serca i zdarza im się w tej dziedzinie ponosić porażki. Za twardą otoczką biznesową kryją swoje uczucia, wchodzą w związki, zrywają je i przeżywają nieszczęśliwe miłości.

Ja akurat lubiłam Juliana. Ale jeśli ty nie cierpisz swojego szefa, bo według ciebie jest zbyt surowy, to wyobraź sobie, że on po godzinach może przeżywać jakiś miłosny zawód niczym nastolatek czy latać za laską, która ciągle daje mu kosza. Wyobraź go sobie rozmemłanego rano przed lustrem przybitego jakimś problemem osobistym. Przynajmniej poczujesz się lepiej.

Może pisząc to strzelam sobie w kolano, bo wychodzi, że zamiast sumiennie pracować, grzebię w prywatnym życiu swoich szefów. Tak naprawdę nie chciałam nic takiego znaleźć. Sam Julian przez nieuwagę sprawił, że trafiło to do mnie. To jest przestroga, żeby uważniej oddzielać życie osobiste od zawodowego? Co by było gdyby te zdjęcia trafiły w niepowołane ręce kogoś, kto chciałby jemu zaszkodzić lub rozsiewać biurowe plotki?

Jako uczciwa pracownica postąpiłam właściwie. To co zobaczyłam zostawiłam dla siebie.

Jednak postanowiłam Cię czymś rozbawić. Żeby nie było tylko, że piszę jedynie o problemach w pracy z punktu widzenia ofiary źle potraktowanej przez srogiego szefa czy współpracowników intrygantów. W moich pracach też miały miejsce zabawne sytuacje dlatego powód, żeby tajęmicę miłości mojego byłego szefa Juliana do Marisy …poznała cała Polska. Ta historia zdarzyła się naprawdę.

Z Hiszpanii nikt tego nie zrozumie. Ale na wszelki wypadek nie podałam żadnych danych a imiona bohaterów zostały zmienione.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...