Oni pisali te pamiętniki bezrobotnych, żeby pokazać, że nie są bierni – wywiad z prof. Piotrem Błędowskim – kierownikiem badania
Samo życie, W Polsce, Wywiady

Oni pisali te pamiętniki, żeby pokazać, że nie są bierni – wywiad z prof. Piotrem Błędowskim – kierownikiem badania Pamiętniki bezrobotnych


Jak to jest kiedy dotyka Cię bezrobocie? Jak wpływa to na Twoje życie, rodzinę, finanse, samoocenę i szanse na powrót na rynek pracy? Co jest tego przyczyną? Czy niskie wyksztalcenie i słaba zaradność czy po prostu wady systemu? Przede wszystkim czy ktoś jest w stanie wczuć  się w Twoją sytuację? Pewnego razu trafiłam na informację o konkursie na „Pamiętniki bezrobotnych” organizowany przez Instytut Gospodarstwa Społecznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie pod kierownictwem prof. Piotra Błędowskiego.

Instytut ten od 1920 r. jako pierwszy w Polsce zajmuje się badaniem problemów społecznych i warunków bytu. Do swoich badań poszukuje rzetelnej wiedzy o tym jak naprawdę żyją osoby pozbawione pracy z ich subiektywnego punktu widzenia czyli to, czego nie oddadzą żadne statystyki. Wiedzę tę zdobywano w nowatorski sposób – za pomocą pamiętników. Polegało to na tym, że każdy kto doświadczył bezrobocia mógł nadesłać swój pamiętnik. Dla najciekawszych czekały atrakcyjne nagrody pieniężne oraz publikacja w formie książkowej.

Postanowiłam wysłać na konkurs swój pamiętnik. Było już po terminie, gdyż dowiedziałam się o nim za późno. Jednak sprawa mnie tak bardzo interesowała, że weszłam w korespondencję mailową z organizatorami, podczas której przedstawiłam się jako blogerka, która podchodzi do tematu nie tylko dla nagrody ale szczerze dla sprawy. Dostałam propozycję, że kiedy będę w Warszawie to mogę odwiedzić Instytut, zapoznać się z jego publikacjami i porozmawiać z badaczami.

Z zaproszenia skorzystałam. W oczekiwaniu na prof. Błędowskiego dostałam aż 10 książek wydanych przez IGS. Było to kilka tomów „Pamiętników bezrobotnych” z kilku edycji konkursu a także „Pamiętniki emigrantów” m.in. dzieci i młodzieży, kombatantów czy Polaków na wschodzie. Nie było jednak dostępne wydanie z pierwszej edycji, która odbyła się w latach 30-tych XX w. Planuję do niego później dotrzeć. Powiedziano mi bowiem, że opisane tam pamiętniki są przygnębiające, wręcz tragiczne. Pokazują skrajną biedę okresu międzywojennego. Wtedy większość ludzi biednych było analfabetami co stanowiło barierę do napisania takiego pamiętnika. Dlatego nadesłano ich o wiele mniej niż w późniejszych konkursach. Ciekawostką jest np. to, że jeden z ówczesnych pamiętnikarzy dyktował tekst swojemu piśmiennemu synowi, który wszystko spisywał.

W 2003 r. kiedy to stopa bezrobocia w powojennej Polsce była najwyższa, konkurs postanowiono powtórzyć. Sytuacja bezrobotnego uległa zmianie na lepsze i nie ma porównania do okresu międzywojennego. W tej drugiej edycji przeważały osoby z wykształceniem średnim. Natomiast w tej aktualnej 2018 większość pamiętnikarzy posiada już wykształcenie wyższe. Czytam te wszystkie tomy po kolei. Jestem pod ogromnym wrażeniem, gdyż dobrze rozumiem jak to jest być bezrobotnym. Myślę, że niektórym pamiętnikarzom ta nagroda się po prostu należała, gdyż w takiej sytuacji każdy zastrzyk gotówki oznacza chociaż tymczasowe odzyskanie godności. Takie jest przeważnie życie opisane w pamiętnikach. Totalna sinusoida: zdobycie jakiś pieniędzy które natychmiast idą tylko na bieżące wydatki, brak pieniędzy, a potem upokarzające starania aby ponownie coś zarobić, dostać z pomocy a przede wszystkim znaleźć upragnioną pracę.

Teraz zostawię głos prof. Piotrowi Błędowskiemu z IGS, który kieruje pracami badawczymi, z którym miałam okazję o tych Pamiętnikach porozmawiać.

Pamiętniki bezrobotnych. prof. Piotr Błędowski z IGS. Wywiad

Panie profesorze, zainteresowałam się tym konkursem”Pamiętniki bezrobotnych”, ponieważ mam wrażenie, że problem bezrobocia jest marginalizowany. Natomiast osoby, których ono dotknęło nie mają wystarczającego wsparcia aby choćby poczuć się wartościowymi ludźmi. Co pan profesor o tym myśli?

Ja nie zgadam się z tym, że bezrobotni i bezrobocie jest tematem marginalizowanym w ostatnich miesiącach czy latach. Może problem bezrobocia stracił trochę na znaczeniu ze względu na zmniejszenie jego skali. Ale generalnie jest to ważny problem.

Dlaczego Instytut Gospodarstwa Społecznego? Otóż w 2020 r. IGS będzie obchodził 100-lecie swojego istnienia. Powstał w 1920 r. Gdyby popatrzeć na historię Szkoły Głównej Handlowej, która ma trochę więcej niż 110 lat można by powiedzieć, że IGS jest najstarszą jednostką organizacyjną SGH. W okresie międzywojennym IGS nie był formalnie włączony w strukturę SGH, ale od samego początku istniała bardzo ścisła unia personalna. Profesorowie, którzy kierowali Instytutem i nadawali ton kierunkom badawczym, to byli ci profesorowie, którzy mieli swoje stanowiska w SGH. Kiedy w 1957 r. w okresie odwilży IGS był reaktywowany jako taka placówka, która miała zajmować się badaniem zagadnień związanych z polityką społeczną, to naturalnie została wcielona w struktury SGH.

W okresie międzywojennym możliwości prowadzenia różnych badań były zupełnie inne niż dzisiaj. Nie było Internetu. Istniał tylko sposób ankietowy. W tym czasie bardzo istotną metodą stosowaną przez badaczy IGS-u  była metoda autobiograficzna czyli pamiętnikarska.

Jeżeli popatrzymy na dorobek IGS z tamtego okresu to okaże się, że nie tylko mieliśmy bezrobotnych jako przedmiot badań ale były także pamiętniki chłopów i pamiętniki emigrantów (do Francji i do Ameryki Płd). Były badania dotyczące sytuacji tych, którzy z takiej emigracji wrócili. Dzisiaj naukowcy też się tym zajmują.

W okresie międzywojennym właśnie takim projektem badawczym, który rozszedł się największym echem po całym kraju to były „Pamiętniki bezrobotnych”. Było kilka tego przyczyn. Należało do nich i to, że bezrobocie było czymś co towarzyszyło gospodarce kapitalistycznej od samego początku i nadal towarzyszy. Nie zdawano sobie sprawy z tego, jak bardzo to bezrobocie jest niebezpieczne dla społeczeństwa. Te pamiętniki były właściwie pierwszym badaniem, które pozwoliło na to, żeby pokazać, jak dramatyczne są losy tych, którzy bezrobociem zostali dotknięci.

Proszę pamiętać, że wtedy społeczeństwo miało zupełnie inną strukturę. Wśród osób bezrobotnych przeważali przede wszystkim robotnicy niewykwalifikowani i niskowykwalifikowani. Większość z nich była analfabetami. Stopa analfabetyzmu w Polsce międzywojennej była bardzo wysoka. W związku z tym jeżeli zostały zebrane pamiętniki bezrobotnych to od tych ludzi, którzy byli bezwzględnie w najlepszej sytuacji. Potrafili czytać, pisać, mogli się czegoś więcej nauczyć. Można sobie wyobrazić, jeżeli ich sytuacja była naprawdę dramatyczna i bezrobocie stanowiło bezpośrednie zagrożenie dla ich bezpieczeństwa, życia, egzystencji to proszę sobie wyobrazić, że losy tych nisko kwalifikowanych, niepiśmiennych bezrobotnych musiały być jeszcze trudniejsze i ryzyko dla nich o wiele większe.

To był taki pierwszy projekt badawczy, który odbił się szerokim echem, bo ludzie sobie uświadomili, że to bezrobocie to nie jest tylko kwestia tego że ktoś stracił pracę. To jest zagrożenie dla całej rodziny. To jest zagrożenie dla życia, dla bezpieczeństwa, dla przyszłości itd. Zresztą w tych pamiętnikach jest mnóstwo opisów takich wydarzeń, które właśnie ściskają za gardło. To są naprawdę przedstawione ludzkie dramaty.

W 2003 r. – czyli 70 lat po zakończeniu tego pierwszego badania – temat bezrobocia w Polsce był znowu bardzo nabrzmiały. Okres 2000 – 2001 r. to były te dwa lata kiedy w Polsce stopa bezrobocia była na najwyższym poziomie w całej Europie, porównywalna tylko ze Słowacją. Wtedy postanowiliśmy powtórzyć badanie, zdając sobie sprawę z zupełnie innych uwarunkowań, realiów społecznych, innej struktury społecznej. Ale temat jest ciągle taki sam.

Powtórzyliśmy to badanie i zebraliśmy wtedy bardzo dużo pamiętników, znacznie więcej niż z tego pierwszego konkursu. Ale też możliwości dotarcia do bezrobotnych były zupełnie inne. Prasa, radio, telewizja, telegazeta, która informowała nie tylko o konkursie, ale i o nagrodach, które mogą z tego tytułu uzyskać. W powtórce badania okazało się, że naturalnie różnice są ogromne, a tak naprawdę problem jest ciągle ten sam. Z jednej strony brak źródeł utrzymania a z drugiej strony – tego, o czym pani pisze na swoim blogu – utraty tego poczucia wartości i niezależności.

Mam na myśli marginalizowanie i myślenie ze strony bezrobotnego, że „Pewnie ze mną jest coś nie tak?”

To wszystko nie zmieniło się, nawet jeśli świat jest trochę inny, nawet jeśli dzięki rozwojowi systemów zabezpieczenia społecznego utrata pracy nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla ludzkiego życia i egzystencji. Te wszystkie pozostałe aspekty bezrobocia pozostały niezmienione.

Teraz minęło znów kilkanaście lat i bezrobocie znowu ma inny charakter, inny wymiar i dotyka już trochę innych środowisk. My postanowiliśmy wrócić tego konkursu, głównie dlatego, że jak wspomniałem na początku, za dwa lata będziemy obchodzić 100-lecie Instytutu. To badanie bezrobotnych, mimo tego że badań pamiętnikarskich było znacznie więcej, jest takim naszym „znakiem firmowym”. Jak „Pamiętniki bezrobotnych”, to IGS. Postanowiliśmy uczynić właśnie z tego badania taką klamrę, która pozwoli nam spiąć to co się działo w latach 20-tych i 30-tych w IGS-ie z tym co dzieje się dzisiaj po upływie tych prawie 100 lat. To po pierwsze.

Po drugie dlatego, że temat jest wciąż bardzo ważny. A po trzecie dlatego, że w naszym kraju w badaniach o wiele więcej uwagi poświęca się albo wymiarowi makroekonomicznemu bezrobocia, czyli jakie to ma konsekwencje dla gospodarki i ile gospodarkę to kosztuje, albo wymiarowi makrospołecznemu. Podaje się rozmaite dane o bezrobotnych i o ich strukturze, ale dokonując tego połączenia, tej agregacji tracimy jednak z pola widzenia pojedynczego człowieka. Tego nie chcielibyśmy.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że „Pamiętniki bezrobotnych” ani w 1933 r., ani dzisiaj nie są badaniem, które dostarcza nam wiedzy o całej problematyce bezrobocia. To nie są badania reprezentatywne. Są to badania bardzo subiektywne. Przez ten subiektywizm mają jednak wielką wartość, bo dostarczają nam wiedzę o indywidualnych ludzkich losach, przeżyciach, sytuacjach, z którymi musieli się zmagać. To jest bardzo ważne dla polityki społecznej, żebyśmy mogli wiedzieć nie tylko o tym, jaka jest struktura bezrobotnych, ale żebyśmy lepiej rozumieli, wiedzieli, co ci ludzie przeżywają, z jakimi sytuacjami się spotykają, kiedy idą do urzędu pracy i ośrodków pomocy społecznej, kiedy ich dzieci chodzą do szkoły i nie mogą sobie pozwolić na rozmaite wydatki, które są dostępne dla dzieci tych, którzy pracują i mają stałe źródło utrzymania.

O tym wszystkim trzeba wiedzieć, aby kształtować odpowiednia politykę zabezpieczenia społecznego, czyli taką politykę, która ma doprowadzić do tego, że wszyscy będziemy się czuli bezpieczni pod względem socjalnym. To jest cel tego badania.

Dlaczego pana profesora temat bezrobocia tak bardzo interesuje?

Ja jestem w pierwszej kolejności ekonomistą, w drugiej kolejności politykiem społecznym. Widzę tych, którzy na styku gospodarki i życia społecznego niejako są albo spychani albo sami się wycofują. To są właśnie ci, którzy przez wiele lat pozostają bez pracy. Jeżeli nie mają jakiegoś specjalnego powodu, bodźca, jeżeli nie ma jakiegoś wsparcia, to się wycofują albo są po prostu spychani na ten margines życia społecznego.  Ja staram się z tym jakoś walczyć.

Drugi istotny dla mnie obszar badawczy to jest starość. Staram się popatrzeć na tę starość poprzez przebieg kariery zawodowej, mówiąc o karierze zawodowej i „karierze bezrobotnego” – i nie odwołuję się do żadnej złośliwości. Jest jakaś kariera, nawet jak wygląda ona zupełnie inaczej niż tak, jak byśmy sobie życzyli. Ale ta kariera, ten okres bezrobocia wpływa także na sytuację człowieka w starości. Z tego punktu widzenia to jest to też ważne dla moich badań.

Istotną różnicą pomiędzy badaniem „Pamietniki bezrobotnych” z lat 30-tych a tymi po 2000 r. jest przede wszystkim wykształcenie pamiętnikarzy. Okazuje się, że jego poziom ma coraz mniejsze znaczenie w znalezieniu zatrudnienia. Czy przyczyną tych problemów jest jednak to, że pracy nie ma dla wszystkich? Trzeba być w ogóle najlepszym w swoim fachu? Najlepszym z najlepszych? Czy jest teraz zbyt dużo osób wykształconych?

To nie jest tak, że na podstawie tych pamiętników można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ale jest to bardzo ważne pytanie. Jest wiele przyczyn, które składają się właśnie na tę sytuację, że wśród bezrobotnych znacznie większy odsetek niż dawniej stanowią osoby z wyższym wykształceniem. Gdyby szukać tych przyczyn, to ja bym nie szukał ich raczej po stronie bezrobotnych, ale po stronie systemu edukacji.

Proszę popatrzeć na okres lat 90-tych XX w., kiedy zaczęło powstawać bardzo wiele prywatnych wyższych uczelni. Nęciły one studentów niskim czesnym, oferując dyplom licencjata albo także i magisterium. Ale tak naprawdę, mimo tego że na rynku edukacyjnym pojawiały się coraz to nowe uczelnie, to rynek pracy był aż do niedawna rynkiem pracodawcy. To pracodawca decydował, kogo potrzebuje. Pracodawca zdawał też sobie sprawę z tego, że może spowalniać wzrost płac, bo na miejsce kogoś kto może z tej pracy odejść znajdzie natychmiast kogoś innego z podobnym wykształceniem, kto ma mniejsze aspiracje finansowe i przyjmie pracę za mniejsze wynagrodzenie.

Jednocześnie ten sam pracodawca zdawał sobie sprawę, że jeśli jest dwóch poszukujących pracy, w tym jeden po jakiejś szkole prywatnej, to absolwent szkoły publicznej jest potencjalnie lepszy. Nie chcę przez to powiedzieć, że każda szkoła prywatna była czy jest zła. Broń Boże! Ale było wiele takich szkół, które powstawały trochę przypadkiem.

W związku z tym te szkoły prywatne trochę same także przyczyniły się do tego, że zwiększyła się liczba bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Wielu tych absolwentów prywatnych uczelni nie mogło znaleźć pracy, bo rynek mało wiedział o nich i o tych uczelniach, które ich kształciły. To jest pierwsza przyczyna.

Druga przyczyna tego, że wśród naszych pamiętnikarzy jest wielu bezrobotnych z wyższym wykształceniem, to kwestia dotarcia do nich. Akurat nam się udało dotrzeć do tej grupy. Ta grupa rzeczywiście obiektywnie rzecz biorąc jest coraz bardziej liczna. Ona najszybciej zareagowała. Myśmy zamieścili ogłoszenie (pomijając wszystkie ośrodki pomocy społecznej i urzędy pracy) w „Polityce” i w „Gościu Niedzielnym”. „Gość Niedzielny” jest czasopismem w Polsce o największym nakładzie ale wiadomo, że nie wszyscy go czytają. „Polityka” jest druga pod względem wielkości nakładu. Ale „Politykę” czytuje też pewna określona grupa osób i są to osoby głównie z wyższym wykształceniem, interesujące się problematyką polityczną, społeczną, historyczną itd. W związku z tym niejako z tej racji informacja o tym konkursie dotarła bardziej do tych, którzy mają wykształcenie ponad licealne niż do pozostałych. Myślę, że to też trzeba jakoś uwzględnić.

W konkursie „Pamiętniki bezrobotnych”była nagroda, żeby zmotywować ludzi do udziału. Czym charakteryzują się pamiętniki, które zostały najlepiej ocenione w konkursie. Dlaczego akurat te?

Ja nie byłem członkiem jury. Jestem kierownikiem projektu i z tej racji specjalnie wyłączyłem się z prac jury. Było ono 7-osobowe złożone ze specjalistów naprawdę najwyższej klasy. Ustaliło sobie pewne kryteria.

Z tego co wiem i pamiętam wśród tych kryteriów bardzo istotną rolę pełniło kryterium pewnego subiektywnego opisu. Pamiętnik – podejrzewam, że każda dziewczyna kiedyś w przeszłości prowadziła takie notatki – to jest takie miejsce, w którym wpisuje się swoje odczucia. To ma być coś skrytego, nie pokazywane innym, a jeżeli już, to tylko osobom bardzo zaprzyjaźnionym.

Nam zależało tak samo jak w latach 30-tych i na początku XXI w. żeby uzyskać jak najwięcej opisów tych subiektywnych przeżyć i odczuć osób bezrobotnych. Poza tym zwracano w tych ocenach uwagę na to, czy są opisane relacje w rodzinie i w gospodarstwie domowym. Czy są opisane jakieś aspekty społeczne. Czy zmienia się pozycja tej osoby bezrobotnej w jej otoczeniu. Pewnie jeszcze więcej było tych kryterium.

Ja wiem, że prace były prowadzone długo i dyskusje były naprawdę bardzo poważne. Jurorzy mieli swoje przemyślane zdanie na ten temat. Ale mam wrażenie, że jedną z najważniejszych cech jakie miały być spełnione to właśnie był ten subiektywizm pamiętnika.

Mogę powiedzieć, że jak czytałem te pamiętniki to uderzało mnie coś innego, to że większość pamiętników stanowi bardzo dobry, bardzo precyzyjny zapis starań pamiętnikarza o to, żeby zdobyć pracę. Tam przez to brakowało tych innych elementów subiektywnych, rodzinnych, środowiskowych. To był taki dziennik, z którego można było wyczytać co i kiedy pamiętnikarz wykonał w poszukiwaniu pracy.

Pewnie było opisane to, jak jedno działanie w celu zdobycia pracy się nie udało więc pora na następne?

Niektórym się udało. Wśród pamiętnikarzy są i tacy, którzy pracę zdobyli i których pamiętnik kończy się pozytywnie właśnie w ten sposób, że „jutro idę do pracy.”

To super, bo mi się to kojarzyło z trochę przygnębiającą lekturą. A jednak był w niektórych historiach happy end?

Ja sam momentami łapałem się na takiej myśli, że niektórzy z pamiętnikarzy, może pod presją środowiska, a może sami w sobie tę presję jakoś narzucali,  pisali te pamiętniki, żeby pokazać sobie i całemu światu, że nie są bierni. Że oni szukają pracy. Że robią naprawdę wszystko, a nawet jeszcze więcej, żeby tę pracę zdobyć.

Ale brakowało tego całego backgroundu, który w pamiętniku jest ważny. Natomiast o do tych happy endów, otóż myśmy na samym początku założyli, że wśród pamiętnikarzy będą przynajmniej trzy takie grupy i określiliśmy to jako trajektorię czyli przebieg bezrobocia.

Pierwsza miała być trajektoria awansu. Człowiek został bez pracy ale na skutek różnych przyczyn, własnej inicjatywy, pomocy otoczenia, nieraz przez przypadek, zwykły łut szczęścia ale w każdym razie znajdował pracę i wychodził z tego dołka dosyć szybko.

Druga trajektoria jest trajektorią stagnacji. Człowiek jest bez pracy, ale utrzymuje się na jakimś poziomie. Przede wszystkim dzięki pewnemu wsparciu otoczenia i rodziny. Może nie raz udaje mu się zdobyć jakieś dorywcze prace.

Wreszcie trzeci trajektoria – trajektoria upadku, klęski, porażki. Chodziło o te osoby, które tracą pracę i których potem los właściwie się pogarsza. Wie pani doskonale, że nieszczęścia chodzą parami, a w przypadku tych bezrobotnych jest tak, że one chodzą nie parami, a wręcz całymi stadami. Wtedy pojawiają się rozmaite problemy: rodzinne i zdrowotne, jakieś kwestie związane z rozmaitymi zachowaniami patologicznymi itd. Jest ich coraz więcej i coraz trudniej je pokonać. Okazało się, że tych trajektorii porażki jest na szczęście wśród tych pamiętników bardzo niewiele. Co nie znaczy, że ich w ogóle nie ma.

Jest sporo takich przypadków, kiedy ludziom udało się jednak wrócić na rynek pracy. Najczęstszą jednak trajektorią jest ta trajektoria trwania. Stabilnego, ale jednak bez pracy. Tutaj pozostaje otwarte pytanie: Co za jakiś czas? Czy uda się pracę zdobyć i wydostać na powierzchnię? Czy może na skutek jakiegoś kolejnego zdarzenia ta sytuacja zacznie się pogarszać?

Załóżmy, że taka sytuacja stagnacji jest najczęstsza i bezrobotny ma to wsparcie ze strony rodziny czy systemów zabezpieczeń społecznych. Ale pracy nadal nie ma. Co według pana mógłby on zrobić? Jak powinien się nastawić aby jakoś ten okres przetrwać, gdy nie wiadomo kiedy on się skończy?

Na to pytanie jest stosunkowo łatwo odpowiedzieć, bo jeśli porównać dzisiejszą sytuację na rynku pracy z rokiem 2003, już nie mówiąc o 1930 r. to obecnie sytuacja jest o wiele lepsza. Tak naprawdę – i całe szczęście – dziś pracodawcy szukają pracowników, a nie odwrotnie. Oczywiście są takie zawody oraz takie miejscowości i regiony, gdzie o tą pracę wciąż jest trudno. Ale sytuacja generalna jest bez porównani znacznie lepsza. Tymi, którzy mają teraz największe problemy z powrotem na rynek pracy  są ci, którzy bez pracy pozostają przez długi czas.

Co takie osoby mogłyby zrobić?

Są takie różne podziały bezrobocia przede wszystkim ze względu na czas trwania. Jest taki podział, który mówi o tym, że jeżeli bezrobotny pozostaje bez zatrudnienia przez okres co najmniej 24 miesięcy (te okresy są umowne) to już staje się takim chronicznym bezrobotnym. Zaczyna coraz bardziej zapominać o nawykach, które towarzyszą pracy: codzienne wstawanie, pewien rytm dnia, tygodnia, roku jak np. urlop. Te osoby najtrudniej jest znowu aktywizować.

Ale ja myślę, że z jednej strony jest to kwestia odpowiednich służb zatrudnienia, które mają dzisiaj bez porównania mniej pracy niż dawniej, bo stopa bezrobocia jest po prostu niższa. Powinny bardziej zająć się tymi długotrwałymi, chronicznymi bezrobotnymi. Z drugiej strony oni sami muszą zrozumieć, że stoją wobec pewnej wyjątkowej szansy. Dzisiaj o powrót do pracy jest znacznie łatwiej niż 5 lat temu. Aby to wykorzystać trzeba się jednak mentalnie nastawić, że „wracam do pracy”. Być może muszę trochę zmienić moje kwalifikacje, podnieść je, dostosować do tego, czego rynek dziś oczekuje.

Przed wszystkim muszę zmusić się do tego, żeby narzucić sobie pewną dyscyplinę i wejść w pewien kierat. Każdy z nas w takim kieracie pracuje. Ciągle jest w kółko to samo. Wychodzę na 7 czy 8 do pracy. Wracam ok. 16. Mam różnego rodzaju zadania w gospodarstwie domowym. Kładę się i zanim zasnę, to myślę o tym, że o 6 znowu muszę wstać. Człowiek, który wyszedł z tego kieratu, ma teraz do niego dobrowolnie wrócić…

Choć wiele osób teraz nie lubi tego kieratu i kombinuje, żeby jednak wyjść z niego. Świadomie z niego rezygnuje ale chce mieć źródło dochodu. Np. zakłada jakiś biznes.

Tak, ale biznes to często droga cięższa niż praca u kogoś, bo dochodzi do tego jeszcze odpowiedzialność. Wtedy ta praca nie trwa 8 godzin ale więcej. Ci, którzy zakładają biznes, często nie mają wyobrażenia, jakie to jest trudne i jakim on jest wyzwaniem.

Największy problem chyba jest taki, że te osoby wracają często do pracy na stanowiska, gdzie otrzymują wynagrodzenie najniższe, czyli to minimalne. Powstaje pytanie czy warto się w związku z tym tak trudzić za te relatywnie nieduże pieniądze? Jeżeli istnieje możliwość uzyskania jakiegoś zasiłku czy dorobienia czegoś na czarno to uważam, że jednak warto pracować, bo mamy wtedy wyższe ubezpieczenie emerytalne.

Warto. Jest to kolejne doświadczenie i może coś z niego wyniknie. Może się spotka kogoś na swojej drodze. Nawet lepiej pracować za niższe pieniądze aby wyjść ze stagnacji.

Trzeba z każdym indywidualnie rozmawiać, a od tego są publiczne służby zatrudnienia.

Czy w tych nadesłanych pamiętnikach była historia osoby, co znalazła pracę ale po takim kilkoletnim bezrobociu? Wiemy, że w takiej sytuacji jest najtrudniej o pracę. Czy jednak jest to możliwe?

Nie pamiętam, czy wśród tych pamiętnikarzy był taki chroniczny bezrobotny, który znalazł pracę. Nie przypominam sobie takiego przypadku. Ale to nie znaczy, że tak nie ma. My tutaj mamy 400 nadesłanych pamiętników.

Może i zdarzyła się taka historia, tylko nie pojawiła się w konkursie „Pamiętniki bezrobotnych”?

Ja jestem przekonany, że takie sytuacje były. Ale po pierwsze trzeba mieć specjalną motywację, żeby wrócić do pracy, wejść w ten kierat i jeszcze pisać pamiętnik. Takich osób jest na pewno mniej. Wiemy w związku z tym o mniejszej liczbie sukcesów niż one tak naprawdę się przydarzyły. A po drugie, tak jak już mówiłem, w pamiętnikach nas interesuje przede wszystkim ta warstwa subiektywna, co ludzie przeżywają, z czym mają największe kłopoty, w czym w przyszłości trzeba im instytucjonalnie pomóc. Natomiast z całą pewnością w danych statystycznych rynku pracy można sprawdzić, że są takie osoby, które były przez długi czas pozbawione pracy, a potem jednak na rynek wróciły.

Taka osoba chyba najbardziej docenia swój sukces? Z drugiej strony słyszałam też, że osoby po kilkuletnim okresie bezrobocia wcale tak długo tej pracy nie utrzymują. Nie wiem jakie są statystyki. Ale na miejscu takiej  osoby to doceniałabym to co zdobyłam z trudem i robiła wszystko aby to zatrudnienie utrzymać.

To jest bardzo trudne właśnie wrócić do tego starego rytmu. W latach 80-tych XX w. w wielu miastach niemieckich były podejmowane takie programy, które były określane mianem „drugiego rynku pracy”. Były one dla tych, którzy pozostawali bez pracy przez co najmniej 2 lata i nie otrzymywały już żadnego świadczenia z ubezpieczenia od bezrobocia. Te osoby były specjalnie motywowane do tego, żeby wrócić na rynek pracy i podejmować pracę w instytucjach komunalnych czyli miejskich. Miasto miało do wyboru: albo płacić im jakieś niskie wynagrodzenie, albo finansować świadczenia pomocy społecznej z własnego budżetu, choć ta pomoc nie obiecuje, że człowiek potem będzie chciał do pracy dobrowolnie wrócić. Okazało się, że jest niezwykle trudno te osoby zmotywować do tego, żeby przez dłuższy czas tę pracę wykonywały.

Moim zdaniem, mimo że tych osób jest stosunkowo niewiele, to warto dla nich tego rodzaju projekty prowadzić, chociażby ze względu na aspekty psychiczne ich sytuacji na poczucie własnej wartości. To jest niezwykle ważne. Jeżeli człowiek zacznie wpadać w tę trajektorię porażki, to wydobyć go z niej jest niezwykle trudno. To jest porażka nie tylko tego człowieka. To jest porażka pewnego systemu, który ma funkcjonować. Moim zdaniem, na to sobie nie można pozwolić.

Ten system chyba niezbyt dobrze działa, skoro nie każdy ma zapewnione bezpieczeństwo?

Tak, dlatego trzeba temu zapobiegać przez możliwie największą aktywizację tych osób.

Dziękuję za rozmowę

Na obecny konkurs „Pamiętniki bezrobotnych” nadesłano ok. 400 pamiętników. Jestem ich bardzo ciekawa i czekam aż IGS je wyda. Obecnie powstaje coraz więcej książek, które bez mydlenia pokazują prawdziwą rzeczywistość. Spotykają się one z ogromnym zainteresowaniem. Jednak warto pamiętać że to „Pamiętniki bezrobotnych” było pierwszą tego typu publikacją. Kiedy skończę czytać wszystkie tomy, to z pewnością napiszę recenzję.

Sama pragnę przeprowadzać na blogu wywiady z ludźmi mającymi trudności na rynku pracy, zarówno takimi którzy wciąż w nich trwają (słynne „dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”) i takich, którzy z nich wyszli. Takimi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia i słusznie chcą udowodnić, że nie są bierni. Jeśli jesteś taką osobą zachęcam do udziału w takich konkursach jak ten lub napisania do mnie, bo jestem w stanie dostrzec w Tobie nie „zasób ludzki” lecz człowieka, który ma swoją wartość i zasługuje na pracę.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...