Nieschematyczne czy schematyczne myślenie? To nie ma żadnego znaczenia
Moja praca to, Tworzę, W Polsce

Nieschematyczne czy schematyczne myślenie? To nie ma żadnego znaczenia


Jakie powinno być myślenie w kreatywności? Nieschematyczne czy schematyczne? Które z nich jest lepsze? Zazwyczaj uczą nas, że nieschematyczne myślenie jest tym, które trzeba rozwijać, ponieważ o wiele więcej osiągniesz gdy wyjdziesz poza schemat. Trudno się z tym nie zgodzić skoro przykłady nieschematycznego myślenia tak bardzo nas inspirują.

Podziwiamy znanych ludzi sukcesu, którym udało się dzięki temu, że mieli wyobraźnię i łamali schematy wcielając w życie swoje nowatorskie pomysły. Zwłaszcza w sztuce i designie inspirujemy się oryginalnymi pracami np. rysunkami, projektami logo tak prostymi, oczywistymi i niestandardowymi żałując, że też wcześniej się nie wpadło na ten sam pomysł. Podczas wielu szkoleń od najmłodszych lat wykonuje się ciekawe, rozwijające ćwiczenia, które uczą nas myśleć znacznie szerzej.

Ale czy myślenie nieschematyczne naprawdę jest jedynym słusznym myśleniem? Też tak sądziłam do czasu, aż różne sytuacje życiowe to zweryfikowały. Jedną z nich był pewien konkurs ilustratorski, w którym raz wzięłam udział.

Chodzi o konkurs Piórko organizowany przez sieć supermarketów Biedronka. Jego celem jest popularyzowanie czytelnictwa wśród najmłodszych. Kierowany jest do debiutujących pisarzy i ilustratorów, których zadaniem jest stworzenie książeczki dla dzieci w wieku 4 – 9 lat. Zostanie ona wprowadzona do sprzedaży w sklepach Biedronka. Konkurs odbywa się co roku. Dotychczas wydano już 4 książeczki, które trafiły do 130 tys. polskich domów. W ramach konkursu nadesłano ponad 18 tys. prac. Nagroda osobno dla pisarza i ilustratora to bagatela – 100.000 zł. Czemu więc nie spróbować swoich sił choćby dla samej nagrody?

Na pewno będzie trzeba uruchomić niestandardowe myślenie aby stworzyć coś fajnego dla dzieci, coś co pobudza wyobraźnię, uczy i bawi oraz przekona jury konkursowe – tak zdawać by się mogło. Nie byłam pewna czy temu podołam.

Odkąd sięgam pamięcią zawsze przychodziło mi to z trudem. Jestem osobą dosłowną i schematyczną. Gdy trzeba było to nigdy nie umiałam wymyślić nic oryginalnego, nieschematycznego co powala na kolana. Miałam z tym ogromny problem na studiach artystycznych czy na różnych szkoleniach kiedy to kazano nam tworzyć niestandardowe rzeczy. Ubolewałam nad tym.

Nieustraszony strach na wróble

Jednak mój problem dotyczył tylko sytuacji gdy trzeba było coś wymyślać na zawołanie wręcz na siłę. Kiedy mam więcej czasu i swobody tworzenia to moje pomysły są nieco lepsze, gdyż mogę się z nimi przespać i przemyśleć. Jednak wciąż nie miałam na koncie żadnej przełomowej, takiej naprawdę nieschematycznej pracy.

Na szczęście konkurs Piórko był taki, że dawał co nieco czasu aby pomysł dojrzał. Aczkolwiek też był ostateczny czas oddania prac. Podzielony był on na dwa etapy.

Pierwszy etap to zgłaszanie prac w kategorii Tekst. Następnie jury złożone z ekspertów od literatury na Obradach Kapituły wybiera ten najlepszy. Zostaje on udostępniony poufnie uczestnikom drugiego etapu, czyli konkursu w kategorii Ilustracje. Otwarty zostaje etap zgłaszania prac. Debiutanccy ilustratorzy muszą dokładnie przeczytać tekst aby móc stworzyć do niego obrazki. Trwa więc etap zgłaszania prac w kategorii Ilustracje.

Trzeba było zaprojektować okładkę do książki oraz wykonać 5 rysunków, które się w niej znajdą. Tylko tyle będzie poddawane ocenie jury. Ponownie odbywają się Obrady Kapituły tym razem złożone z ekspertów od ilustracji. Zwycięzca będzie musiał dorobić resztę ilustracji przed wydaniem.

Zdecydowałam się wziąć udział w drugim etapie. Lubię pisać, ale nie wpadłam wtedy na żaden pomysł na tekst. Poza tym jako plastykowi będzie lepiej zgłosić się w kategorii Ilustracje. Dostajesz tekst i tworzysz do niego obrazki.

Wygrał tekst o nieustraszonym strachu na wróble, który zaprzyjaźnił się z wróblem i jaskółką. Wspólnie wyruszyli w świat i wędrowali poprzez cztery pory roku bardzo szczegółowo opisane w tekście a po drodze przeżywali liczne przygody. Po przeczytaniu stwierdziłam, że faktycznie tekst bardzo pobudza wyobraźnię. Wszystko w nim jest dokładnie opisane. Wygląd bohaterów, ich emocje, miejsca, pory roku. Tekst był doskonałym przewodnikiem jak ilustrować.

Wydrukowałam go sobie. Cały czas nosiłam przy sobie, czytałam wielokrotnie, podkreślałam kluczowe fragmenty. Oswajałam się z nim aby wyzwolić w sobie kreatywność.

Kiedy myślisz „strach na wróble” to jakiego stracha sobie wyobrażasz? Oczywiście, że stojącego w polu sztywno na kiju z rozpostartymi drewnianymi ramionami. Taki jest jego schemat.

Nieustraszony strach na wróble

Pierwsze co cisnęło się na okładkę książki był właśnie strach w takiej pozycji. Takiego miałam początkowo zilustrować. Ale podczas robienia szkiców, niespodziewanie, w jednej sekundzie doznałam olśnienia!

A może by tak uwolnić tego stracha z kija? Czyli uwolnić ze schematu. Niech swobodnie i radośnie biegnie sobie przez pola.

Przecież to jest to!

Na dodatek sam tekst o tym wyraźnie mówi. Strach stał w polu na kiju krótko i tylko na początku. Następnie został z kija zdjęty i samodzielnie na swoich patykowatych nogach ruszył w drogę.

Pomysł, który świeżo co strzelił mi do głowy byłby nie tylko nieschematyczny ale i zgodny z tekstem. Byłam szczęśliwa, że wreszcie wymyśliłam coś co wychodzi poza ogólnie przyjęte schematy.

Nie liczyłam, że na pewno wygram konkurs, choć kto wie. Traktowałam to raczej jako przygodę. Aczkolwiek nagroda kusiła.

Czułam, że to może być docenione, podczas gdy znudzona Kapituła jury prawdopodobnie zostanie zasypana tysiącami podobnych strachów na wróble stojących w polu sztywno na kiju. Wreszcie trafią na coś świeżego, pozytywnego i niestandardowego, po prostu coś innego.

Nieustraszony strach na wróble

Dumna w swoim geniuszu narysowałam na projekcie okładki swojego uwolnionego stracha na wróble. Zrobiłam resztę ilustracji, pośród których wrzuciłam nawet klasycznego stracha na kiju, gdyż była to ilustracja do początku tekstu.

Wysłałam i czekałam na wyniki.

Oczywiście konkursu nie wygrałam. 

Podano nazwiska autorów najlepszego tekstu i najlepszych ilustracji oraz opublikowano fragmenty jednego i drugiego.

W przypadku ilustracji pokazano jak będzie wyglądać okładka książeczki.

Nie ukrywam, trochę mi szkoda, że moje ilustracje nie wygrały. Ale tu nie chodzi o moją rzekomą zazdrość i gówniarskie marudzenie, że „to nie fair”, bo moje rysunki są ładniejsze i to one powinny były wygrać…bla bla bla.

Uważam, że każdy artysta co poważnie podchodzi do swoje twórczości ciężko pracuje wyrażając swój talent. Każdy ma swój unikatowy styl. Zwycięskie ilustracje są bardzo ładne, adekwatne do książeczki i na pewno coś wyjątkowego w sobie mają skoro jury je nagrodziło.

Tutaj chodzi wyłącznie o moje zdziwienie i wcześniejsze myślenie, że jestem taka genialna.

Na zwycięskim projekcie okładki znalazł się… klasyczny strach na wróble stojący w polu sztywno na kiju z rozpostartymi drewnianymi ramionami. Totalny schemat od jakiego chciałam odejść!

Często jest tak, że produkujesz się, wymyślasz coś nowego, myślisz i działasz nieschematycznie, ponieważ zachęca się nas do wychodzenia poza schematy. Zatem wpadasz na niestandardowe pomysły. Skaczesz z radości, że Ci się udało takie wymyślić. Wcielasz je w życie. A tu co? Jury wybiera klasyczny schemat! Ciekawe czym się kierowało?

Pamiętam opinię, która była mniej więcej taka, że zwycięskie ilustracje są wyrazem szacunku do młodego czytelnika. Byłam ciekawa co to uzasadnienie „szacunek” za sobą kryje. To, że rysunki są ładne, estetyczne i w takim stylu i takiej technice, bo gdyby były w innym stylu to nie byłoby szacunku? Czy brane było pod uwagę nieschematyczne czy schematyczne myślenie? Oczekiwałabym szerszego określenia. Wiadomo, że ilustrując trzeba myśleć o czytelniku.

Nie miałam okazji zobaczyć książeczki w formie fizycznej i zajrzeć do środka. Gdy została wydana nie było mnie w Polsce. Kiedy przyjechałam zabrałam się za szukanie. Zrobiłam rundkę po Biedronkach w moim mieście, to już jej nie było. Pewnie została wyprzedana.

Na stronie konkursu pojawiły się tylko fragmenty ilustracji z środka. Mogłam oceniać jedynie po okładce. Ale może okładka to tylko pozory? Na pewno te ilustracje w takiej właśnie formie zostały stworzone w jakimś celu. Ten cel założyło i doceniło jury. Po fragmentach ilustracji z środka było widać, że znajdował się dopiero tam uwolniony strach.

Nieustraszony strach na wróble

Niby uczymy się odchodzić od schematów, niby uczymy tego dzieci. Ale może chodzi o to, że edukacja maluchów ma swoją chronologię. Może dziecko zanim nauczy się myśleć nieschematycznie powinno najpierw poznać schematy?

Bardzo prawdopodobne wydaje mi się następujące założenie. Na okładce książeczki jest schemat, ponieważ ma być ona dla dziecka niespodzianką, czyli to o czym naprawdę będzie tekst ma ukazać się dopiero w środku. Dlatego, zbyt wczesne ujawnianie czegoś nieschematycznego mogłoby to wszystko zepsuć?

Po co okładka ma zdradzać wszystko?

Dziecko biorąc do ręki tę książkę ma się kompletnie nie spodziewać, że strach uwolni się z kija i wyruszy w podróż. Ma napotkać schemat, który później zostanie obalony. Pokazywanie uwolnionego stracha już na okładce byłoby tak jak spoilerowanie fabuły filmu.

Mój wniosek jest taki. Nie zawsze nieschematyczne myślenie jest jedynym słusznym myśleniem a schematyczne jest zawsze niesłuszne.

Które jest lepsze? Żadne.

To nie ma żadnego znaczenia.

Ostatecznie, zależy od sytuacji i celu.

Wszystko jest kwestią niekoniecznie gustu ale przede wszystkim strategii jaka ma być zastosowana w danej pracy artystycznej, by spełniła swoją funkcję. W niektórych przypadkach wprowadzenie klasycznych schematów znajduje swoje pełne uzasadnienie.

Życie i twórczość nie są jednoznaczne. To wzajemna gra schematów i nie schematów.

Nieustraszony strach na wróble

Jest więc nadzieja dla osób takich jak ja, który przeważnie mają problemy z wpadaniem na nieschematyczne pomysły. Nie muszą się tak bardzo silić aby wymyślać coś czego jeszcze nie było. Zbyt entuzjastyczne produkowanie niestandardowych pomysłów też nie jest zbyt zdrowe, bo nie każdy z nich będzie rozważny.

Czasami dobrze przemyślany, opracowany i estetyczny schemat wystarczy aby praca mogła się przyjąć.

Wracając do zwycięskiej okładki (możesz ją sobie wygoglować lub znaleźć na stronie konkursu w poprzednich edycjach) jeśli dokładnie się jej przyjrzysz to nie określa ona czy strach ten stoi na kiju czy swobodnie na własnych drewnianych nogach. Połowę jego dołu zasłania zboże. Może wydawać się, że jest schematyczny, bo stoi sztywno z rozpostartymi dłońmi ale tak naprawdę idzie uwolniony przez to to pole.

Ilustratorka inteligentnie połączyła schemat z nie-schematem, który lada moment napotkasz. Musisz tylko otworzyć książkę. Dlatego nic dziwnego, że wygrała 100.000 zł. Jej tajemnicza koncepcja bardziej pasowała do tej książki niż moje nieświadome odkrywanie tajemnicy tekstu.

Mówi się, że porażki i przegrane w konkursach są tak naprawdę lekcjami. Postanowiłam więc zastanowić się dlaczego moje prace nie wygrały. Co było w nich nie tak?

Po pierwsze, stawiając entuzjastycznie na nieschematycznego stracha na wróble zbyt szybko ujawniam co będzie w książce. To na pewno.

Po drugie. Powiem szczerze, że dziś wykonałabym te ilustracje o wiele lepiej.

Może za bardzo kierowałam się trendami? To na pewno był mój błąd. W tamtym czasie modne było robienie ręcznych szkiców i wypełnianie ich akwarelkami. Wielu ilustratorów uprawiało ten styl a ich prace się przyjmowały. Zamiast postawić na własny styl i technikę poszłam w tym modnym kierunku.

Zakładałam, że skoro coś się ogólnie przyjmuje to na pewno i jury konkursowe to doceni. Myliłam się. Próbowałam wykonać ilustracje w stylu, który nie jest do końca mój i teraz widzę, że nie do końca wyszły tak jak chciałam. Być może nie mam w nim tak wielkiej wprawy? Może go jednak nie czuję?

Mogłam przecież kompletnie nie oglądać się na trendy ani nie sugerować pracami znanych artystów. Mogłam wykonać je w programie graficznym lub przerobić rysunek odręczny na grafikę wektorową. To byłby mój sprawdzony styl, jakim zawsze się posługuję, jaki czuję i w jakim prace wychodzą mi w miarę dobrze.

Moja lekcja jest taka, że jeśli coś jest modne i ogólnie doceniane ale ty tego nie czujesz lub nie radzisz sobie z tym – odpuść sobie i zrób po swojemu.

Właśnie na bazie tej lekcji tworzę swój blog i obecne grafiki oraz ilustracje, które kompletnie nie podchodzą pod to co jest modne i cool tylko w 100% pod moją autentyczność i to w czym czuję się swobodnie. Rzadko podglądam prace innych i unikam nadmiernej inspiracji.

Nieustraszony strach na wróble

Jednak aby wygrać jakiś konkurs to owszem, musimy raczej podchodzić nie pod to jak chcemy ale pod to czego chce jury.

Ale skąd masz wiedzieć czego ono chce?

Nawet jak są jakieś domysły, jakieś sondaże czy nawiązywania do tego co wygrywało w poprzednich edycjach to nie ma co się tym sugerować. Projekty na bazie takich sugestii często można rozwalić o kant dupy, choć kto wie… konkursy są pełne niespodzianek i może nawet takie przejdą. Ale zawsze w momencie gdy tą opcję odrzucasz i tworzysz pracę jako przeciwieństwo.

Nie da się przewidzieć co wybierze jury.

W konkursie może zostać tak samo nagrodzone lub odrzucone dosłownie wszystko, zarówno: 

  • nieschematyczne jak i schematyczne, 
  • w technice ręcznej jak i komputerowej, 
  • przemyślane, dojrzałe jak i banalne, dziecinne
  • naturalne, prawdziwe jak i udawane, wystylizowane
  • modne jak i niemodne
  • bijące kolorami po oczach jak i stonowane, wyblakłe, 
  • perfekcyjne z wieloma detalami, z każdym dopracowanym szczegółem jak i minimalistyczne z zaledwie kilkoma kreskami, 
  • cała kartka zamalowana jak i 2/3 pustej kartki
  • idealny porządek jak i artystyczny nieład, 
  • wierne tradycjom jak i buntownicze co je burzy
  • własny styl jak i skopiowany od kogoś innego 

Wszystko może być tak samo na TAK jak i tak samo na NIE.

Co jakie jest nie ma żadnego znaczenia, kiedy nie wiesz na co patrzy jury.

Zawsze wygra lub przegra coś czego się nie spodziewasz, choć coś czego się spodziewasz też może.

Czy warto więc brać udział w takich konkursach? Na pewno warto.

Z jakim podejściem? Na pewno nie zważając na to co mogą chcieć jury, bo konkursy to konkurencja w której większość uczestników jest tak samo dobra i każda praca się czymś wyróżnia. Bardziej prawdopodobne jest to, że nie wygrasz, ale kto wie może jednak się uda.

Ponieważ nie ma idealnej recepty na wygranie konkursu, rada jest tylko jedna.

Ryzykuj i rób tak jak przemawia do Ciebie konkursowe zadanie. Rób tak jak uważasz: schematycznie czy nieschematycznie. W stylu jaki uznasz za właściwy, w swojej wizji, w swojej ulubionej technice. Tak jak ocenisz ty, bo możesz zarówno trafić jak i nie trafić w ocenę jury. Tylko takie działanie Ci pozostaje.

To jeszcze nie koniec tego co mnie w tym konkursie zaskoczyło. To co odkryłam potem jeszcze bardziej zaorało mój entuzjazm, kreatywność i pomysłowość. Ponownie skłoniło do twardego stąpania po ziemi i sceptycyzmu zamiast ekscytowania się swoją genialnością.

Przejrzałam w sieci portfolia innych artystów – ilustratorów, którzy też brali udział w konkursie Piórko i pokazywali swoje nadesłane prace.

Co tam zobaczyłam? Całe mnóstwo strachów na wróble uwolnionych z kija i biegnących wesoło przez pole.

Bez komentarza….

My, artyści, plastycy, graficy, ilustratorzy, blogerzy. Jacy jesteśmy?

Wszyscy jesteśmy tak samo kreatywni. Wszyscy staramy się myśleć i działać nieschematycznie wierząc, że jest to jedyne słuszne myślenie. Nie brakuje nam ideałów, fajnych pomysłów i zaangażowania ale czasem brakuje nam dobrze opracowanej strategii. Jedyne słuszne myślenie jest tylko jedno – strategiczne a gdy nie mamy żadnych wskazówek jak w przypadku gustów jury to – na chybił trafił.

Ostatecznie wszyscy po prostu…. myślimy tak samo, mimo, że działamy niezależnie i nie mamy ze sobą żadnego kontaktu. Większość z nas jest przeciętna. Taka jest prawda.

Potem to właśnie prace nieschematyczne stają się pospolite natomiast te nawiązujące do schematów – perełkami przyciągającymi uwagę.

Tak bardzo starałam się nie zanudzić tej Kapituły jury. Być może sama dołożyłam się do ich zanudzenia. Dobre!

Trafnie to wszystko odzwierciedla ten mocny tekst napisany przez topowego blogera.

Moim zdaniem to odnosi się nie tylko do nieschematycznego myślenia ale i nieschematycznego działania.

Kiedy myślimy czy działamy nieschematycznie to zdaje się nam, że nasze pomysły są wyjątkowe. Kiedy uda się co fajnego wymyślić lub dokonać zdaje się nam, że nikt inny na to nie wpadł. 

Okazuje się, że jak na coś wpadłeś to nie jest to ani oryginalne, ani trudne do wymyślenia. Ponieważ tak naprawdę inni myślą tak samo jak ty i będą mieć identyczne pomysły i podejmować się identycznych działań by coś z nich wyszło. Warto o tym trudnym do przyjęcia fakcie wiedzieć.

Jeśli zbyt łatwo wpadasz na „genialny” pomysł to warto go jeszcze bardziej przemyśleć i przepracować odrzucając przekonanie, że „tego jeszcze nie było”. Ponieważ w tym samym momencie miliony artystów na świecie wpada na dokładnie to samo i to samo robi.

Coś naprawdę wyjątkowego wymyśli i stworzy tylko setny ułamek procenta. Potem spośród tych najlepszych z najlepszych tylko rzeczywistość inni, ludzie, jakieś jury czy zwykły przypadek zadecydują kto przejdzie dalej, wyróżni się i zdobędzie nagrodę.

W tym roku ruszyła kolejna edycja konkursu jako Piórko 2019. Więcej informacji i jego harmonogram znajdziesz na jego stronie: http://piorko.biedronka.pl .

Właśnie dobiega końca etap zgłaszania prac w kategorii Tekst. Dla tych literatów, którzy chcieliby się jeszcze załapać polecam poradnik tego blogera.

Natomiast 23 maja startuje etap zgłaszania prac w kategorii Ilustracje i potrwa do 1 lipca.

Myślę, że teraz kiedy na poważnie wracam do grafiki i ilustratorstwa ponownie wezmę w nim udział. Moje doświadczenia z poprzedniej edycji oraz spisane wnioski postaram się przekształcić w o wiele lepsze prace niż te, które Wam pokazuję. Mam nadzieję.

A jeśli ponownie nie wygram (rachunek prawdopodobieństwa zakłada, że jest bliższe pewności) to co zrobię? Może napiszę podobny poradnik o tym na co zwrócić uwagę dla etapu ilustratorskiego i tak samo zaproszę innych artystów co wzięli udział do podzielenia się opinią.

„Nieustraszony strach na wróble” – moje ilustracje nadesłane na konkurs Piórko 2017.

Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...