Myślisz, że jesteś wyjątkowa, bo wreszcie ktoś Cię zauważył
Samo życie, Za granicą

Myślisz, że jesteś wyjątkowa, bo wreszcie ktoś Cię zauważył


Przyznaj się, że tak właśnie myślisz, kiedy przychodzi do Ciebie jakaś fajna propozycja. Nareszcie ktoś  Cię zauważył i docenił! Tyle czekałam i ciężko pracowałam na to, aby mnie doceniono. Może wreszcie nadeszła wielka szansa, która odmieni moje życie.

Kilka dni temu dostałam zaproszenie na… casting do telewizji. Kręcą jakiś program o Polakach mieszkających za granicą. Poszukują ciekawych osób, które chciałyby w nim wystąpić, opowiedzieć o swoim życiu, o miejscu zamieszkania, o swoich pasjach z nim związanych. W planach jest wizyta dziennikarza, którego będziesz oprowadzać podczas gdy on Ciebie nakręci.

Kontakt do Ciebie wyciągnęli z Twojego bloga. To jeszcze bardziej napawa dumą, że na pewno dzięki temu co na nim piszesz Cię zauważyli i docenili. Jesteś dla nich fajną wartościową osobą.

Trzeba tylko nagrać wideo o sobie i swoim miejscu na emigracji, czyli pokazać swoje zaangażowanie i chęci. Spośród nich wybiorą najlepsze osoby do programu.

Wydaje się super, no bo to przecież…WOW! Telewizja! Będę mogła pokazać szerszej publiczności siebie, swojego bloga, swój biznes i pasję. Zainteresowanie moją osobą i tym co robię wzrośnie. A potem mam już pewną trampolinę do wielkiej kariery. Spełni się moje marzenie i będę gwiazdą. Zatem biorę się do roboty i kręcę to wideo.

Jeśli dostajesz coś takiego po raz pierwszy to na pewno rozpiera Cię entuzjazm. Ja niestety mając już trochę o tym pojęcie, będąc tzw. optymistką z życiowym doświadczeniem muszę niestety wylać Ci kubeł zimnej wody na głowę.

Kiedyś czułam przyjemny stan uniesienia po takich propozycjach. Teraz już nie? Dlaczego.

Pozwól, że pokarzę Ci prawdę.

Dla tych, którzy Ci te propozycje składają niestety…nie jesteś wyjątkowa. Jesteś jedną z tysięcy podobnych osób zasilających szary tłum.

Myślisz, że przeczytali Twojego bloga od deski do deski i na jego podstawie chcą Cię u siebie? Oczywiście że nie. Nie licz na to. Jedyne co zobaczyli to zakładkę kontakt aby wyciągnąć email. Na przeczytanie więcej po prostu nie mają czasu.

Wyszukali Cię w sieci na podstawie konkretnych haseł typu. „Polacy na emigracji”. Przeskanowali masę grup tematycznych na Facebooku czy klubów zrzeszających blogerów piszących o tym o czy ma być program. Studiowali powiązania kontaktów między sobą aby wyselekcjonować te co ich interesują.

Nie jesteś przez to wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, bo… nie ty jedna dostałaś to zaproszenie.

Zostało ono wysłane masowo w tym samym czasie do skrzynek tysięcy innych przypisanych do hasła kluczowego, wyciągniętych z tych grup zrzeszających potencjalnych uczestników. Praca tych „łowców głów” polega na wyciąganiu kontaktu i kopiuj-wklej.

Teraz już widzisz, czy mieliby czas czytać każdego bloga z osobna.

Ja zawsze gdy taką propozycję dostaję zadaję pytanie na któryś z grup, przez które podejrzewam, że do mnie dotarło.

„Czy któraś z Was też to dostała?”

Po czym wklejam treść wiadomości.

Co się dzieje? Przynajmniej połowa osób odpowie z grupy, że dostała dokładnie to samo. Taka jest prawda. Wiele osób przyznaje, że nie do końca tym propozycją ufa. Niektórzy mieli już z nimi do czynienia. Nie polecają.

Twój wcześniejszy entuzjazm od razu opada! Twoja nadzieja została zgaszona przez rzeczywistość.

Ty dla nich nie jesteś wyjątkowa. Jesteś taka jak inne. Koniec i kropka.

Swoją wyjątkowość musisz im ewentualnie dalej udowodnić, czyli…odwalić robotę za tych, którym nie chciało się czytać Twojego bloga. Musisz poświęcić swój czas aby im ułatwić pracę. Nagrać to wideo najlepiej jak umiesz.

A oni i tak mają prawo Cię wybrać albo nie i więcej się do Ciebie nie odezwać. Bo do takich programów szukają tylko konkretnych osób. Nie wiesz czy spełniasz ich kryteria. Decyzja należy tylko do nich.

Co zazwyczaj się dzieje to, nie odzywają się więcej lub dochodzi do sytuacji nudnej jak flaki z olejem.

Może komuś się uda, kogoś wybiorą. Wystąpi on w telewizji. Ale to nie znaczy, że stanie się po tym rozpoznawalny i zostanie gwiazdą. Może być tylko jednym krótkim epizodem, który do niczego nie doprowadzi.

Na moim blogu Kropla Arganu często robię wywiady z ciekawymi ludźmi. Są to osoby, które rzeczywiście wypatrzyłam. Odkryłam w nich wyjątkowość. Tak, w jakiś sposób musiały mieć profil zgodny z koncepcją wywiadów. Ale wcześniej przygotowuję się do tego. Przeglądam dokładnie strony internetowe tych osób aby móc dobrać pytania. Na tym blogu również planuję taki cykl a osoby do wywiadów zaproszę w podobny sposób. Na podstawie odkrycia w nich wyjątkowości.

Telewizja raczej tak robić nie będzie. Wybierze masowe wysyłanie zaproszeń do przypadkowych ludzi dając im złudzenie, że są wybrańcami. Poza tym traktuje ludzi, którzy nie są znani jak trochę jak naiwnych. Dobrze wie, że jesteś zmotywowany i że masz marzenia (teraz wszyscy są i wszyscy mają). Jesteś ambitna i zrobisz wszystko, łącznie z podlizaniem się i marnowaniem swojego czasu, by się tylko wybić.

Dlatego do takich propozycji nauczyłam podchodzić się bez emocji i robienia nadziei. O dziwo…jestem teraz bardziej spokojna i nie dołuję się niespełnionymi marzeniami.

Podam przykład z mojego życia, który mnie do tego skłonił.

Pewnego razu w grudniu odezwała się do mnie pewna firma, do której kandydowałam na stanowisko pracy. Przeszłam u nich już parę stopni procesu rekrutacji i czekałam na ostateczny wynik. Dostałam wspaniałą (jak wtedy myślałam) wiadomość. Powiedzieli mi, że spośród wszystkich kandydatów wybrali właśnie mnie. Po święcie Trzech Króli mam się u nich stawić bo…rozpoczynam pracę.

Po tym jak to usłyszałam poczułam się wyróżniona i szczęśliwa. Po tylu porażkach wreszcie mnie gdzieś zatrudniają.

Przez cały okres od otrzymania wiadomości do wyjazdu chodziłam z uśmiechem na ustach. Z głową w chmurach. Z motylami w brzuchu. Mój stan można było porównać chyba do upojenia lub…zakochania się. Po raz pierwszy z odwzajemnioną miłością. Jakbym wchodziła w długo oczekiwany poważny związek, w którym wreszcie ktoś mnie kocha bezwarunkowo i wiernie.

Nawet na spotkaniach ze znajomymi czułam się lepszą osoba, która wreszcie osiągnęła to czego pragnie. Wzrosła moja pewność siebie wzmagana w tym, że noszę w sobie wielki kawałek szczęścia i wkrótce zacznie się moje nowe życie. Czułam w sobie błogi spokój o to że wreszcie wszystko się ułoży.

Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać ta praca. Tworzyłam najlepsze scenariusze.

Wraz z mężem opracowywaliśmy plan przeprowadzki, ponieważ firma ta była w innym mieście.

Nadszedł ten dzień. Ruszyliśmy w drogę i stawiłam się punktualnie w siedzibie firmy.

Dostałam swoje pierwsze zadanie – projekt do wykonania. Podczas sprawdzania go stwierdzano, że ciągle coś w nim nie gra. Kwestionowano moje pomysły. Robiono liczne poprawki. Trzeba było co chwila zmieniać koncepcję. Ja potulnie im przytakiwałam, bo zależało mi na tej pracy. Bałam się obstawać przy swoim. Aż w końcu projekt został zatwierdzony i przekazany do wdrożenia.

Spędziłam w tej firmie tylko dwa dni. Na koniec mi powiedziano, że… to wcale nie była obietnica zatrudnienia tylko próba. Chcieli mnie sprawdzić jak sobie radzę. Planują zaprosić jeszcze inne osoby i potem dokonać ostatecznego wyboru. Więc na obecną chwilę podziękowali mi.

Pozytywne było chociaż to, że zapłacili mi za poświęcony czas co wystarczyło tylko na zwrot kosztów benzyny i noclegu.

Ja nie oczekiwałam u nich  jednorazowego zlecenia tylko zatrudnienia. Ponownie nie ułożyło się tak jak to sobie wyobrażałam.

Wróciłam z powrotem do domu. Do punktu wyjścia. Zrobiłam krok, przez chwilę miałam nadzieję, że się uda bo jestem wyróżniona. Ciężko na to pracowałam. W ostateczności nic się nie zmieniło.

Po kilku dniach zadzwoniłam do nich z pytaniem czy już dokonali wyboru. Dokonali. Wybrali inną osobę.

I po co był mi ten cały entuzjazm, nadzieja i poczucie, że wkrótce nastąpi pozytywna zmiana?

Po co czułam się wyjątkowa? Przecież na pewno mi podziękowali, bo jestem beznadziejna. Tylko wydawało im się że spełniam ich oczekiwania na podstawie CV, rozmowy i wykonanego wcześniej ćwiczenia rekrutacyjnego. Gdy tylko poznali jak kiepsko pracuję to się rozczarowali.

Przecież to było od nich czuć. Wciąż coś nie podobało im się w moim projekcie, kwestionowali moje pomysły i kazali zmieniać. Nie ma wątpliwości. To na pewno dlatego.

Jednak pamiętałam datę, w której mój projekt miał być wdrożony i każdy mógł zobaczyć efekty. Tak też się stało. Tylko co zobaczyłam?

Projekt był w takiej koncepcji jaką ja sama na początku wymyśliłam. Według mojego pierwszego pomysłu. Bez żadnych poprawek jakie potem mi narzucano.

Nie byłam beznadziejna. Byłam dobra. Niestety ten fakt niektórzy potrafią wykorzystać.

We wszystkich tego typu propozycjach są dwa podejścia.

  1. Po pierwsze dadzą Ci złudzenie, że jesteś wyjątkowa tylko po to by wyegzekwować Twoje zaangażowanie i poświęcenie jednocześnie uważając Ciebie za przeciętną, taką samą jak tysiące marzycieli, których mają do wyboru.
  2. Po drugie, jeśli naprawdę jesteś wyjątkowa i jednak ten fakt dostrzegają, to tylko kombinują jak najwięcej z Ciebie wyciągnąć dając w zamian jak najmniej. Oczywiście sukces przypisać sobie.

Mówienie tej prawdy z grubej rury nie jest optymistycznym podejściem. Jest to burzenie nadziei i entuzjazmu każdego, kto taką propozycję życia otrzymuje i widzi w niej jakieś możliwości. Tak wiem.

Ale im wcześniej sobie ta prawdę uświadomisz, tym lepiej. Pomoże Ci to uniknąć wyobrażania sobie za dużo a potem rozczarowania.

Nie twierdzę, by na starcie odrzucać takie propozycje (choć niektóre jednak na to zasługują). Sama mimo to zastanawiam się czy jednak nie spróbować. Oceniam za i przeciw.

Jeśli chcesz się do niej zgłosić to droga wolna. Czasami jednak potrafią i pozytywnie Cię zaskoczyć. Zwykle nie w momencie gdy wizualizujesz sobie wspaniałą przyszłość, ale wtedy gdy nie wyobrażasz sobie i nie oczekujesz nic. A nawet gdy myślisz, że na bank skończy się klapą.

Dopiero wtedy jak to się stanie potrafimy być naturalnie szczęśliwymi. Nie ma nic lepszego gdy coś z czym nie wiązaliśmy wielkich szans przerosło nasze oczekiwania.

Ale też nie ma nic gorszego niż pałanie do czegoś mega entuzjazmem z motylami w brzuchu, by ostatecznie marzenie rozsypało się w pył.

Dlatego świadomość tego, że w dobie pogoni za zyskiem i wyścigu szczurów mało kto Cię szczerze doceni i uzna za wyjątkową bardzo mi pomaga.

Wiem, że będą zmuszać mnie abym tą wyjątkowość przed nimi udowodniła. W obecnym świecie niestety wciąż się od nas tego wymaga.

A jak udowodnię, to oni to ocenią po swojemu i wybiorą taką osobę, która im pasuje według ich kryterium.

Wyjątkowym można być na wiele sposobów. Twoja wyjątkowość może być faktem ale mało kto to doceni.

To że ktoś Cię zauważył niekoniecznie musi świadczyć o wstępie do sukcesu. Ponieważ jeśli kogoś dostrzegają to zazwyczaj nie dlatego by spełnić jego marzenia lecz po to aby użyć go do swoich celów.

W obliczu takich propozycji, nawet jak na nie się godzę to chowam w kieszeń emocje, wyobrażenia i oczekiwania. Przygotowuję się do nich najlepiej a po skorzystaniu… zapominam.

Prowadzę swoje życie normalnie. Zamiast marząc jak to się wszystko super ułoży i wyobrażając siebie jako gwiazdy, to cieszę się każdą chwilą spośród tego co mnie otacza w tym realnym momencie.

Wiem, że jak coś wydaje się zbyt piękne by być prawdziwe, to najprawdopodobniej tak jest.

Wiem, że na świecie są miliony ludzi takich samych jak ja i na pewno są ode mnie lepsi.

Nie czekam aż ktoś mnie doceni.

Nie czekam na cud.

Tego nie ma. A jeśli tak to już są bardzo rzadkie przypadki.

Nie czekam na aprobatę innych i udowodnienie z ich strony, że jestem wyjątkowa.

Doceniam się sama w tym co aktualnie robię.

Piszę to, ponieważ celem mojego bloga jest odkrywanie prawdziwej rzeczywistości, którą ubiera się w piękne hasła motywacyjne prowokujące tylko złudzenia.

Natomiast przekazem tego wpisu jest to, byś nie brała wszystkich propozycji i znaków że Cię zauważono zbyt poważnie. Miej do nich dystans i zakładaj że rożnie może z niej wyniknąć.

Przede wszystkie nie uzależniaj od nich swojego samopoczucia tak że jak ją dostajesz to czujesz się super a jak okazuje się picem na wodę to popadasz w depresję tak jakby miała wyznaczać Ci ona nowy sens życia.

Ten sens jest już w Tobie, bez tych pięknych okazji zostanie gwiazdą czy pracownikiem na wymarzonym stanowisku. On jest w Tobie tu i teraz. Jeśli czujesz jego wartość to żadna szansa co okazała się złudzeniem nie jest w stanie popsuć Twojego samopoczucia czy spowodować poczucia porażki.

Na propozycji, która okazała się picem na wodę życie się nie kończy. Bo jeszcze mogą przyjść takie, które okażą się naprawdę wartościowe. Jeśli ta kolejna taką jednak będzie – to super.

A jeśli nie?

Nic się nie stanie. Po prostu żyjmy dalej.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...