Międzyzdroje. Śladami Młodych Wilków
Podróże nie duże, W Polsce

Międzyzdroje. Śladami Młodych Wilków


Na pewno kojarzycie kultowy film w reżyserii Jarosława Żamojdy „Młode Wilki”, który powstał w szalonych latach 90-tych. Wraz z cudowną muzyką Varius Manx w tle doskonale oddawał klimat tamtych czasów. Zagrali w nim aktorzy tacy jak Jarosław Jakimowicz, Piotr Szwedes i Paweł Deląg, którzy mieli wtedy po 20 lat (w filmie wyglądali na starszych) i za którymi szalały nastolatki. Któż nie pamięta kiczowatych czasopism młodzieżowych z okładkami i plakatami uśmiechniętego lowelasa Cichego? Wielu z nas przyznaje, że się na „Młodych Wilkach” wychowało.  

Film opowiadał o młodych gangsterach ze Szczecina szukających sposobu na szybki zarobek. Trudnili się przemytem. Prawdę mówiąc byli takimi napalonymi chłopaczkami, wykorzystywanymi jako mięso armatnie przez mafijnych bossów, wpływowych biznesmenów i polityków (choć uważam, że szef Czarny bardzo dobrze i po partnersku ich traktował, hojnie wynagradzał a nawet wraz ze swymi podopiecznymi poszedł na śmierć). Ale dzięki temu mieli dużo kasy, szybkie samochody, powodzenie u lasek i fajne życie, które upływało im na wiecznej zabawie, podczas której nabierali sił do kolejnych nielegalnych akcji lub nagradzali się nią kiedy akcja się udała. Każdy ich rówieśnik marzył, żeby „choć przez jeden dzień żyć tak jak oni”. Jednak, życie gangsterskie ma swoją cenę. Zbyt szybko się kończy. Główny bohater Prymus, zdolny lecz biedny, wciągnięty w ten światek trochę wbrew w swej woli cudem się ratuje.

„Młode Wilki” mimo uznania przez krytyków za film klasy B zdobyły bardzo pozytywne opinie wśród widzów. Ja również jestem ich wielką fanką.

Czasem oglądam do dziś na You Tube. Bez przerwy wciskając PLAY od nowa. Gdy byłam nastolatką nie podkochiwałam się w żadnym z aktorów ani nie obwieszałam pokoju ich plakatami. Po prostu podobała mi się ciekawa historia, trzymająca w napięciu akcja, wykreowane postacie i scenografia oraz to, że kręcono w obecnym województwie z jakiego pochodzę.

Co ciekawe, obejrzałam film dopiero parę lat po premierze. Jako nastolatka po prostu nie miałam z kim wybrać się do kina. Nie wiem czemu nie wpadłam na to aby iść po prostu sama. Wstydziłam się wypożyczyć sobie kasetę, bo nawet jak film jest popularny to ktoś z rodziny może wyśmiać mój gust. Nie wiem czemu wtedy tak bardzo się tym przejmowałam. Dziwna byłam.

Na fali popularności powstała druga część „Młode Wilki ½” tzw. prquel, którego akcja dzieje się przed wydarzeniami z pierwszej części. Zrobiono tak po to aby mogli w nim zagrać ci sami aktorzy, „których postacie pożegnały się z tym światem nie dożywając nawet 20-stki” – cytowało jedno z młodzieżowych pism.

Druga część zebrała o wiele gorsze opinie zarówno krytyków jak i widzów. Twierdzono, że reżyser tak spieprzył ten kultowy film, że aż wstyd.

Faktycznie, tutaj historia niezbyt trzymała się kupy. Często nie rozumiałam co jest grane. Wiele scen akcji i zachowań bohaterów było wręcz naciąganych, przerysowanych, po prostu nierealnych.  Było tam więcej pozerstwa (np. dziwny taniec godowy gangsterskiej pary po każdym numerze), niż działań prawdziwej rzeczywistości mafijnej. Ale może o to w filmie chodziło. Mi w każdym razie druga część też się podobała. Niedomówienia i błędy mi nie przeszkadzały. Dobrze mi się oglądało.

„Młode Wilki ½” były o wiele bardziej dynamiczne, żywsze i kolorowsze. Zapewniały większą rozrywkę, podczas gdy pierwsza część była bardziej dramatyczna i refleksyjna.

Za strzał w dziesiątkę uważam wprowadzenie młodziutkiej Anny Muchy. Wiem, że niektórym widzom jej rola nie bardzo się podobała. Moim zdaniem ten film potrzebował wyrazistej kobiecej postaci, która nie byłaby tylko „ozdobnikiem”, co często ma miejsce w filmach sensacyjnych i trochę wkurza. Któraż nastolatka, początkowo zakompleksiona, naiwna, niewinna i spychana przez wielki świat w cień nie marzy aby choć raz wkręcić się w towarzystwo twardych gości by potem sama przejąć pałeczkę. Owinąć wszystkich wokół palca, sprawić, że czarne charaktery polegną a ona sprytnie wyjdzie z tego cało dopinając swego. Na dodatek grana przez nią postać pochodziła z Koszalina.

U mnie tak było, że najpierw obejrzałam tę drugą część a dopiero potem pierwszą (czyli jeśli chodzi o czas akcji to w porządku chronologicznym). Na seans DVD zaprosiła mnie do siebie koleżanka. Podkochiwałam się skrycie w jej bracie. Będziecie się, śmiać ale wtedy marzyłam, że brat koleżanki niczym Krzysztof Antkowiak w filmie wpada w tarapaty a ja jestem taką Anią Muchą, która bohatersko go ratuje. Nie promocja w czasopismach a właśnie to sprawiło, że zostałam wielką fanką obu części „Wilków”.

W pamięci widzów pozostały kultowe cytaty. Dla przypomnienia:

„Dziecko masz? Nie. A żonę masz? Nie. To może masz akwarium? Mam. To masz dla kogo żyć.”

„Nigdy do niczego się nie przyznawaj, złapią cię pijanego w samochodzie, to mów, że nie piłeś, znajdą ci dolary w kieszeni, to mów, że to pożyczone spodnie, a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj.” – w dzisiejszym konkurencyjnym świecie tej porady naprawdę warto posłuchać

„Jak oni pięknie wyglądają. Fakt. Jak reklama prezerwatyw.”

„W co ty żeś się, kurwa, przebrał? Co? Przecież to promieniuje. Ale nie na tyle, żeby ci zaszkodzić. O jajka trzeba dbać.”

„Jeśli sięgasz po broń, to bądź gotowy, żeby zabić.”

„Nie jestem takim lokalnym patriotą jak ty.”

„Życie jest jak zapałka – najpierw wybucha i płonie, a potem gaśnie.”

„Nie było żadnego wczoraj, nie ma żadnego jutro, jest tylko dziś.”

„Bo gaigery, kurwa, założyli!”

„Uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić.”

„Jeżeli chcesz się wycofać z tego biznesu, to zrób to tak, aby wszyscy myśleli, że nie żyjesz.”

Ten ostatni cytat, który Cichy wypowiada na końcu drugiej części zostawia otwartą furtkę do nakręcenia… trzeciej. Rzeczywiście co jakiś czas słyszy się o planach wyprodukowania „Młode Wilki 1… 2…2/3…3/4” itd. Tyle, że jeśli chcemy oglądać tych samych aktorów to zamiast 20-latków muszą pojawić się w nim „stare wilczyska” grubo po 50-tce. Chciałabym aby tak się stało. Wręcz uważam to za potrzebne w polskim kinie. Nowymi postaciami też nie pogardzę. Nieważne czy ten film wyjdzie dobrze czy okaże się klapą. Od razu, bez wstydu poszłabym go obejrzeć.

Niestety producenci, reżyser i aktorzy podobno nie mogą się dogadać. Raz wszyscy mają wielkie ambicje. Potem wszystko diabli bierze, bo ktoś kto byłby w tym przedsięwzięciu ważny z czymś się nie zgadza i się wykrusza. Naprawdę wielka szkoda. Musimy się z tym liczyć, że być może nigdy nie dojdzie do tego projektu.

Ostatnio Jarek Jakimowicz bardzo się uaktywnił. Niekoniecznie filmowo, gdyż teraz mało gra. Jego aktywność to raczej udzielanie się w mediach społecznościowych, śmiałe wyrażanie swoich poglądów, komentowanie wydarzeń politycznych czy afer dzielących Polaków. Od czasu do czasu wystąpi w telewizji gdzie spotka się z jakimś kontrowersyjnym politykiem. Można by powiedzieć się, że stał się maskotką prawicy. Podobno Facebook już parę razy blokował mu konto.

Z wieloma jego dość niewygodnymi poglądami sporo Polaków się nie zgodzi. Sam się przyznał, że przez te poglądy z dnia na dzień przepadły mu kontrakty na nowe role. Można jego poglądów nie popierać. Ale z drugiej strony warto doceniać, że pozostaje sobą i nie jest jak chorągiewka, która dostosowuje się tylko po to aby mieć byle jaką robotę.

Z drugiej strony może być inaczej i ktoś go opłaca za takie a nie inne wypowiedzi. Wtedy nie ma mowy o byciu sobą jeśli robisz to wbrew woli. Ale tak na chłopski rozum, jeśli chcesz zapłacić komuś aby cię reprezentował, był twarzą twojej idei i wpływał na twoją publikę to szukasz osoby, która już sama w sobie ma konkretne, bliższe tobie poglądy.

Ogólnie facet jest w komfortowej sytuacji, że nie musi łapać się pierwszego lepszego gównianego kontraktu. Jest biznesmenem, cały czas wpływają mu tantiemy za tę jedyną życiową rolę i ma za co się utrzymać.

Jeśli Jakimowicz był playboyem, kobieciarzem i luzakiem myślącym tylko o sobie to raczej tego nie popieram, bo jestem zdeklarowaną przeciwniczką playbojstwa i manipulacji kobiecymi uczuciami. Jeśli tak jak jego filmowy bohater – był łobuzem i otarł się o gangsterkę to nie jest to godne pochwały. Nie wiadomo jakie tak naprawdę motywy nim kierowały i czy były identyczne z tymi, do których sam się przyznaje. Z drugiej strony Jarek mówi o sobie, że pogodne i wesołe usposobienie oraz zamiłowanie do ryzyka pomogło mu ciekawie przejść przez życie.

Niektóre wypowiedzi Jakimowicza są warte uwagi a przy niektórych mogę stwierdzić, że (śmiało – odlubcie mnie!) nawet… dobrze gada. Możliwe, że mówi tak aby się komuś przypodobać ale mi np. podoba się to, że potrafi docenić takich zwykłych Polaków, którzy pielęgnują typowo polskie tradycje, chodzą do kościoła, głosują na PIS, słuchają disco polo, cenią sobie wygodę, bezpieczeństwo, normalną pracę i życie rodzinne, których niesłusznie i nie kumam dlaczego nazywa się zaściankiem.

Na pewno dobrze zrobił oddając szpik dla swego chorego syna, który wcześniej był owocem romansu z kelnerką. Dopiero choroba potrafi zweryfikować to co dla nas ważne i zmienić nasze zachowanie.

Nie uważam go wcale za rasistę, ksenofoba i homofoba, ponieważ bardzo dużo podróżował, mieszkał na emigracji w różnych krajach, spotykał ludzi o różnej mentalności i z rożnych kultur. Jak to mówi – z każdym potrafił się dogadać i zaprzyjaźnić. Ciekawie to ujął relacjonując swą podroż do Izraela. Pytał się miejscowych: „Czy macie w Tel-Awiwie kluby gejowskie? Nie. U nas wszyscy bawią się razem.” Nic dodać nic ująć.

Jego autobiografię „Życie jak film” też zamierzam przeczytać. A jak?

Z całą pewnością Jakimowicz pasuje do postaci Cichego. Bardzo dobrze zagrał go jak na aktora z przypadku. Mówią, że wcale nie musiał grać, gdyż po prostu zagrał samego siebie. Jarosław Żamojda już od pierwszego wejrzenia dostrzegł w nim bohatera swego przyszłego filmu.

Jakimowicz nie jest już tak przystojny jak za czasów „Młodych Wilków” (choć w moim typie raczej nie był). Powiem z grubej rury…. już nie jest. Wiadomo, wiek robi swoje. Każdego z nas to czeka dokładnie to samo nawet jak myślisz, że teraz w młodości jesteś bardzo atrakcyjny. Ważne aby się z tym pogodzić i mimo wszystko dalej się uśmiechać a uśmiech optycznie odejmie lat. Zdecydowanie widać, że Jarosław jest zadowolony ze swego życia i zawsze znajdzie pomysł na siebie.

Warto wiedzieć, że Jakimowicz jest zodiakalnym Rakiem. Jeśli wierzyć horoskopom Raki to wrażliwe osoby. Potwierdzam, bo też jestem Rak. Może w głębi duszy to wrażliwy facet. O jego wrażliwej stronie było wyraźnie wspomniane w „Młodych Wilkach”.

Film kręcono głównie w Szczecinie zwanym „miastem przemytników”. Tu można zobaczyć miejscówki z planu filmowego. Muszę kiedyś zrobić sobie po nich rundkę w tym pójść na balety do klubów Royal Pub czy Imperium, o ile jeszcze istnieją. W paru lokalizacjach gdzie kręcono sceny uliczne nawet już byłam. Po prostu trudno je ominąć będąc w Szczecinie nawet przejazdem.

Tym razem podczas mojego zimowego pobytu w Polsce postanowiłam odwiedzić Międzyzdroje na Wyspie Wolin. Tam również powstało wiele niezapomnianych scen z obu części „Młodych Wilków”.

To w Międzyzdrojach bohaterowie filmu wypoczywali, balowali i celebrowali swój styl życia. Czuło się ten klimat lat 90-tych kiedy zabawa przenosiła się na plażę. Zależało mi aby na kolejną lokalną podróż pojechać do miejscowości wypoczynkowej, do której z Koszalina nie będzie zbyt daleko. Pochodzę znad morza ale jego nigdy za wiele.

Odwiedziłam już raz Międzyzdroje. To było dawno temu na wycieczce szkolnej do Wolińskiego Parku Narodowego (jeszcze zanim „Młode Wilki” powstały). Pojechaliśmy tam dlatego, ponieważ w szkole dużo uczono nas o tym jak morskie fale Bałtyku podmywają piaszczyste klify i w ten sposób terytorium Rzeczypospolitej się kurczy. Bardzo niewiele z tej wycieczki pamiętam. Dlatego postanowiłam sobie to wszystko przypomnieć a nawet zobaczyć więcej.

Wpadłam na pomysł, że moja wycieczka będzie podążać właśnie śladami „Młodych Wilków”. Zresztą z czym innym jak nie ze światem kina kojarzą się Międzyzdroje? Latem co roku odbywa się tutaj Festiwal Gwiazd , na którym obecny jest czasem Jarek Jakimowicz. Znajduje się tu słynna aleja z odciskami dłoni polskich sław. Nie bez powodu Międzyzdroje nazywane jest „polskim Cannes”.

Miejscowość kojarzy się głównie z latem, słońcem i plażą. Ja wybrałam tam się zimą. Zatem nie mogłam liczyć na tłumy turystów. Może nawet lepiej. Nie będzie wielkiego tłoku. Za to będzie spokojniej i taniej – tego oczekiwałam.

Tymczasem nawet zimowa pogoda niezbyt dopisywała. Temperatury były dodatnie ale te pomiędzy 0 a 5 czyli najmniej przyjemne. Było pochmurno i deszczowo. Oczywiście śniegu brak. Na szczęście pogoda, o ile nie utrudnia poruszania się nie jest w stanie zniechęcić mnie do lokalnego podróżowania i odkrywania nowych miejsc. Co z tego, że jest brzydko. Ja chcę tam pojechać bez względu na pogodę. Koniec i kropka. Postanowiłam zostawić synka pod opieką dziadków i wybyć tam na dwa dni.

Morze też jest atrakcyjne zimą a zimowa plaża w Międzyzdrojach do takiej należy. Ciekawa jest też tam bliskość natury czyli Wolińskiego Parku Narodowego stykającego się z kurortem i wychodzącym wysokimi klifami prosto do morza.

Myślałam, że zimą mogę liczyć na tańszy nocleg. Jak się okazało, miałam ogromne trudności ze znalezieniem jakiegokolwiek noclegu poszukując go przez Internet. Przeczesałam Google Maps, Booking.com itp. Wyszło mi, że w Międzyzdrojach praktycznie nie ma hosteli, takich jak w dużych miastach. Jeśli się mylę i źle szukałam a ktoś z Was wie, że tam jakiś hostel jest to proszę niech mnie sprostuje.

Były tam same hotele. Jednak ceny we wszystkich bardzo wysokie. Zimą! Internet pokazywał, że nie ma żadnej miejscówki z noclegiem dla jednej osoby poniżej 100 zł za dobę. Jeśli miałabym w pełni odbyć szlak „Młodych Wilków” to wypadałoby zatrzymać się w Hotelu Amber Baltic. W nim filmowa paczka przyjaciół spędzała wakacje aby naładować baterie przed największą życiową akcją, po której mieliby zgarnąć 5 mln dolarów. W hotelu tym odbywał się też zjazd filmowych rekinów biznesu obracających wielką kasą. Jako, że nie trudnię się tym co dawałoby takie zarobki to i tak musiałam szukać gdzie indziej. Cóż, hotel ten obejrzę sobie z zewnątrz.

Młode Wilki. Hotel Amber Baltic

Jeśli nie hotele to drugą opcją były prywatne kwatery i pensjonaty. Rzeczywiście zdawały się być tańsze niż hotele. Trafiłam nawet na jakiś dom turysty czy kwatery pracownicze, gdzie cena była śmiesznie niska. Jednak wyglądało to bardzo podejrzanie. Przeczytałam parę opinii o fatalnych warunkach np. to że pokoje są brudne i wyglądają jak cele więzienne.

Odwiedziłam strony internetowe paru rzetelnie wyglądających pensjonatów i były tam podane ceny poniżej 100 zł. Zależało mi na tych położonych blisko dworca kolejowego. Obdzwoniłam je i natknęłam się na kolejny problem.

Większość pensjonatów w Międzyzdrojach nie wynajmuje pokoi poza sezonem.

Jednak zadałam im pytanie, czy mogą mi polecić kogoś kto wynajmuje. Bardzo dobrze zrobiłam pytając o to, bo dzięki temu, w końcu znalazłam tani i przyzwoity nocleg. Polecam to Wam również kiedy szukacie noclegu zimą w nadmorskim miasteczku.

Początkowo polecali mi jeden pensjonat, który działa poza sezonem. Jednak jego ceny były identyczne co w hotelach. W końcu ktoś polecił mi pewną panią, która wynajmuje. Jej domek nie figurował w ogłoszeniach internetowych przez co nie mogłam nigdzie zobaczyć zdjęć pokoi. Dostałam nr telefonu. Postanowiłam zaryzykować, zadzwoniłam i zarezerwowałam.

Miejscówka okazała się super. Dosłownie minutę od dworca kolejowego. Skromny ale ładny i przytulny pokoik z własną łazienką. Cena 60 zł za dobę jest do przyjęcia. Taniej czyli poniżej 50 zł pewnie nie znajdę a nawet jak gdzieś jest to zmarnuję sporo czasu na szukanie.

Właścicielka bardzo uprzejma, pomocna i robiąca wszystko abym czuła się jak w domu. Miała dla mnie nocleg, ponieważ poza sezonem wynajmowała pokoje pracownikom. Przy okazji znajdą się u niej miejsca dla turystów. Rano pracowników tych nie było, gdyż byli w pracy. Zdawało mi się, że jestem w tym domu sama więc poczułam się swobodnie.

Do dyspozycji była w pełni wyposażona kuchnia na poddaszu dla wszystkich lokatorów. Mogłam zrobić zakupy i upichcić sobie obiad zamiast stołować się drogo na mieście.

Zabawna sytuacja zaszła kiedy to po południu wróciłam ze zwiedzania, wskoczyłam w pidżamę i poszłam do kuchni aby przygotować kolację. Zaskoczył mnie wielki gwar i grający telewizor. Trafiłam tam na kilku facetów w dresach a nawet półnagich w samych kalesonach. Też gotowali sobie posiłek, który jedli na łóżkach przed telewizorem w swych pokojach położonych obok kuchni. Drzwi ich pokoi były otwarte na oścież. To byli właśnie ci pracownicy.

Stereotypowo zdawało mi się, że to Ukraińcy lecz byli to Polacy. Ponownie w różnym wieku. Zarówno starsi jak i moi rówieśnicy. Wyglądali na budowlańców lub elektryków. Byli identycznie zaskoczeni moim pojawieniem się a nawet bardziej. Chyba poczuli się trochę niezręcznie. Z jednej strony oni – prości faceci w samych gaciach a z drugiej samotna kobieta w pidżamie, która wzięła się znikąd.

Grzecznie się przywitałam i oni odpowiedzieli mi tym samym. Gotowałam sobie kolację jakby nigdy nic. Lody się trochę przełamały i ci panowie okazali się bardzo uprzejmi, choć dużo ze sobą nie rozmawialiśmy. Pokazali mi co gdzie znajduje się w kuchni. Odstąpili mi jedyny pojemnik bym przechowała sobie jedzenie w lodówce. Życzyli smacznego. Kulturalnie posprzątali i pozmywali po sobie. Podczas jakiejś ich rozmowy, gdy padło parę wulgarnych słów jeden z nich upominał resztę kolegów, żeby uważali co mówią, bo tutaj jest „kobieta w kuchni” i nie wypada. Tak więc trafiłam tu na ciekawe i zabawne towarzystwo.

Nocleg w prywatnej kwaterze poza sezonem miał swój wielki plus. Nie musiałam się wymeldowywać o konkretnej godzinie. Mogłam siedzieć tutaj aż do wyjścia na swój pociąg, który miałam po południu.

Kiedy wyjeżdżałam i dziękowałam właścicielce za gościnę ona przeprosiła mnie za to, że… dała mi najbrzydszy pokój. Słucham? Jaki najbrzydszy? Mi on bardzo się podobał. Nie był może luksusowy, nie był idealny, wprawdzie drzwi od łazienki musiałam zostawiać otwarte by nie gromadziła się wilgoć ale miał wszystko czego potrzebowałam. Jeśli wybiorę się tutaj ponownie to chętnie skorzystam z tego noclegu. Mam już sprawdzone miejsce.

To NIE jest miejsce mojego noclegu tylko inny dom z oryginalnym wystrojem posesji.

Zwiedzanie małej miejscowości zimą w Polsce ma też wielki minus. Dzień jest krótszy. Lada chwila, bo już o 16:00 robi się ciemno.

Masz o wiele mniej czasu i swobody aby wszystko zobaczyć. Są takie miejsca, do których po ciemku samotnie po prostu nie pójdziesz jak np. do lasu czy dziką plażę pod klifem. Trzeba to brać pod uwagę w określaniu o której godzinie przyjechać i ile potrzebujesz noclegów. Zimą kiedy jedziesz w takie miejsce najlepiej jest wyjechać w nocy aby dotrzeć na wczesną godzinę rano.

Zaczęłam od zwiedzania miejsc, w które mogę pójść tylko w dzień, czyli terenów leśnych. Na początku chciałam zaliczyć Woliński Park Narodowy i pokazową zagrodę żubrów. Aby tam dojść trzeba było iść półtorej kilometra przez las. Wahałam się, ponieważ pani w informacji turystycznej powiedziała mi, że można się tam natknąć na dziki. Podobno wchodzą na teren miasta i docierają nawet na nadmorską promenadę. Po tym ostrzeżeniu chciałam sobie odpuścić. Ale postanowiłam, że podejdę pod bramę parku, wejdę na początek szlaku i rozeznam teren. Potem zadecyduję czy iść czy nie.

Obecność paru spacerowiczów i turystów na szlaku w stronę zagrody dodała mi odwagi. Postanowiłam, że idę. Szłam tak aby mieć na widoku innych ludzi i nie zostawać w lesie sama.

Tak, spotkałam dwa dziki ale zamknięte w zagrodzie. Miały dziwne ubarwienie. Jeden był drugi łaciaty. Wstęp do zagrody kosztuje 7 zł. Możliwe, że byłam tu już wcześniej na wycieczce szkolnej. Chyba tak, bo przypomniałam sobie jak oglądaliśmy orła bielika a taki orzeł też tutaj był. Szkoda tylko, że zwierzęta niezbyt chętnie podchodziły do płotów aby dać się sfotografować. Jeleń z wielkim porożem był gdzieś daleko, że ledwo go było widać. Żubry wolały wylegiwać się na drugim końcu  wybiegu lub jeść z koryta zamiast przechadzać się blisko zwiedzających. Na tyle przebiegał mój kontakt z naturą i dzikimi zwierzętami. A sam las też był w miarę spokojny. Drzewa tłumiły wiatr od morza.

Później udałam się na punkt widokowy Kawcza Góra położony na klifie na wysokości 61 m. To obowiązkowy punkt wycieczki do Międzyzdrojów.

Wyczytałam w przewodniku, że można tam wejść z plaży po wysokich drewnianych schodach. Byłam też poinformowana, że schody są zamknięte gdyż grozi im zawalenie. To prawda.

Dlatego wejście jest tylko od góry po leśnej ścieżce. Znowu masz kilometr do przejścia lasem. Z Kawczej Góry rozciąga się widok na Zatokę Pomorską a w oddali widać Świnoujście i wyspę Uznam po niemieckiej stronie. Niestety było pochmurno i nic nie było widać. Na dodatek zaczynał pokropywać deszcz a raczej gęsta mrzawka.

 
 
 
 
 
Ver esta publicación en Instagram
🇵🇱 Kiedyś strasznie bałam się tego #CoInniOMniePomyślą że skrytykują mnie za to jakiej muzyki słucham, jakie filmy oglądam, kogo jestem fanką, bo to obciach. Chyba udało mi się z tym zerwać i wreszcie przyznaję się do tego co naprawdę lubię, do tego że pojechałam sobie do tej „pipiduwy” i „komerchy” #Międzyzdroje głównie przez sentyment do „Młodych Wilków”. Ich pierwsza część uznana była ogólnie za dobrą ale nie przez wszystkich. 😜 Były opinie, że to film klasy B dla małolat podniecających się plakatami lovelasa Cichego. Obciach!!! – Nie obchodzi mnie to. Film mi się podobał! 😜 „Młode Wilki 1/2” uznano za totalną klapę i spieprzenie części pierwszej. Obciach!!! – Nie obchodzi mnie to. Ten film też mi się podobał! 😜 #JarosławJakimowicz to teraz maskotka prawicy. Obciach!!! – Nie obchodzi mnie to czyją jest dziś maskotką. Nie muszę się zgadzać że wszystkim co robił w swym życiu ale w „Młodych Wilkach” dobrze zagrał swoją rolę jak na aktora z przypadku. Wiele jego wypowiedzi jest godnych uwagi. Nawet jego autobiografię #ŻycieJakFilm sobie przeczytam. A co tam! 🤩 Owszem, jak szczerze czegoś nie lubisz to masz prawo nie lubić. Daj tylko lubić innym 💓 Nie obchodzi mnie to, że to obciach! Mnie się podoba i pewnie… podoba się Wam tylko wstydzicie się przyznać. Odwagi moi drodzy 🤣 👏 Dowodem na to jest sylwestrowy występ Zenka Martynuka. Zasłużył na to aby dla Was zagrać tej nocy. To dzięki Wam, którzy wszystkiemu publicznie nadajecie hasło #Obciach a sami słuchacie i oglądacie sobie na boku. 😂 Co zatem obciachem nie jest i dlaczego? Możecie mi wyjaśnić? 😎 #DiscoPolo to ponoć obciach. Tylko, że wszyscy znają teksty piosenek 👏 #młodewilki #cichy #kawczagóra #morze #klif #polskatakapiękna #widokzkawczejgóry #zimawmiędzyzdrojach #ulubionyfilm #jarosławżamojda #kultowefilmy #zenekmartyniuk #klifmiędzyzdroje #bałtyk #morzebałtyckie #bałtykzimą #naklifie #jarekjakimowicz #chwilotrwaj #DorkaWPolsce #poland #balticsea #polishwoman #wyspawolin

Una publicación compartida de DorotaStrzelecka*KroplaArganu (@dorotadorkita) el

Przed wojną teren ten należał do Niemców i podobno znajdowała się tutaj kawiarnia. Obecnie stoją tutaj głazy upamiętniające Zjazd Leśników Niemieckich z 1892 r. oraz Zjazd Polskiego Związku Leśnego z 1992 r. Ujrzałam też parę patriotycznych pomników upamiętniające walkę Wojska Polskiego podczas II wojny światowej.

Mogłam pójść dalej leśną ścieżką, która za Kawczą Górą stawała się coraz bardziej dzika. Po drodze są bunkry z czasów wojny i fragmenty lasu gdzie przyroda rządziła się swoimi prawami. Doszłabym 4 km dalej na Gosańnajwyższe wzniesienie klifowe na całym polskim wybrzeżu o wysokości ponad 90 m. Jednak postanowiłam sobie odpuścić, gdyż nie widziałam tutaj ani żywej duszy. Dowiedziałam się, że na Gosań najlepiej podjechać samochodem.

Zawróciłam i zeszłam z klifu na plażę.

Tutaj wreszcie trafiłam na miejscówkę z „Młodych Wilków”, którą koniecznie chciałam zobaczyć. Była to przystań kutrów rybackich.

Tutaj zakończyła się pierwsza część filmu kiedy to Prymus żegnał się z Cleo przed jej odlotem do USA.

Kadr z filmu „Młode Wilki”

Jednak dla mnie niezapomniane są sceny nocy świętojańskiej z części drugiej. Tutaj pomiędzy kutrami młodzież baluje, pali zioło i rozpala ognisko. Motocyklista Krzysztof Antokowiak zrywa Anną Muchą aby pojeździć po świecie i zarobić trochę kasy. Przy okazji natrafia na porzucone auto, pistolet i parę dolarowych banknotów. Następnie trzech policjantów znajduje trupa i walizkę z milionem dolców z której banknoty rozsypały się po plaży. Dochodzi do konfrontacji gdyż tej nocy dosłownie spełniły się marzenia bohaterów filmu, nawet te niosące poważne konsekwencje.

Kadr z filmu „Młode Wilki 1/2”

Przespacerowałam się pomiędzy kutrami.  Na plaży stały tylko trzy. Nadeszła pora posiłku. Zachciało mi się jeść jednak wracając do pensjonatu na obiad straciłabym sporo czasu. Wpadłam zatem do jednego z barów na pyszną smażoną rybę prosto z kutra przy gorącej herbacie. Była to okazja aby się posilić, zagrzać i trochę wysuszyć, ponieważ pogoda coraz mniej dopisywała.

Następnym celem mojego spaceru było zobaczenie klifu od dołu.

Po posiłku ruszyłam pieszo brzegiem morza. Po drodze mijałam paru spacerowiczów. Prosiłam ich o zrobienie mi zdjęcia. Co ciekawe – za każdym razem trafiałam wyłącznie na cudzoziemców, głównie Niemców. Tak było wszędzie, także w mieście. Pytam się ludzi po polsku a oni nie rozumieją. Przechodziłam więc na angielski lub niemiecki. Turystów spoza naszych granic również nie odstraszyła pogoda. Przyjeżdżają o każdej porze roku. To pewnie dlatego noclegi są takie drogie.

Minęłam nadmorską granicę Wolińskiego Parku Narodowego oraz zamknięte schody na Kawczą Górę. Poszłam dość daleko od miasta i być może zbliżyłam się do Gosania od strony plaży. Z jednej strony miałam morze a z drugiej klify. Dopiero teraz u ich podnóża zobaczyłam jakie są ogromne. Czuło się potęgę przyrody nawet grozę na widok śladów osuwającego piachu, oderwanych kawałków ziemi, połamanych drzew i porozrzucanych kamieni. Plaża w tym miejscu była dość wąska. O wiele większy klimat grozy byłby gdyby na morzu panował sztorm. Wtedy to nawet nie warto byłoby tu przychodzić. Jednak morze było tego dnia spokojne. Ale już sama pogoda wprawiała w mroczny klimat.

Podeszłam pod same osuwisko wzmocnione kilkoma palami. Spojrzałam na nie, zamyśliłam się i po chwili zorientowałam się, że… jestem zupełnie sama. Wszyscy spacerowicze już sobie poszli. Było po 14:00 – zimą po późna pora. Trzeba wracać.

Latem w dzień na pewno jest tu przyjemniej. Turyści plażują a nowożeńcy robią sobie sesje zdjęciowe. Klif ten zagrał w pierwszej części „Młodych Wilków”. Po klifie wspinał się Piotr Szwedes aby zaimponować Cleo – Amerykance poznanej na balu maturalnym i córce najbogatszego człowieka w Szczecinie, który trudnił się przemytem spirytusu. Jednak chłopak o wiele szybciej się z tego klifu zsunął.

Wspinanie się po klifie jest zabronione. To ze względu na ochronę przyrody oraz niebezpieczeństwo osunięcia. Ale w „Młodych Wilkach” robiono wiele rzeczy szalonych i niedopuszczalnych w realnym świecie. Było to zarówno wchodzenie na klif jak i jazda terenówką po plaży. Co by było gdyby wszyscy przybywający do Międzyzdrojów turyści tędy jeździli. Ale wiadomo – młodym wilkom wszystko było wolno. Mogli łamać wszelkie zakazy. Na potrzeby filmu zyskano pozwolenie aby sceny wyglądały bardziej czadersko.

Teraz pora na centrum miasta i kolejne miejsca z filmu. Doszłam pod Hotel Vienna House Amber Baltic. W „Młodych Wilkach” górował nad całą miejscowością. W latach 90-tych był symbolem luksusu. Teraz pobudowało się wokół niego wiele innych okazałych hoteli i apartamentowców. Nie jest już jedyny. Ale z tego co się dowiedziałam jest tak zbudowany, że wszystkie jego apartamenty są z widokiem na morze. Hotel rzeczywiście wydaje się niewielki ale w „Młodych Wilkach” też nie był jakiś ogromny. Te kwadratowe balkoniki są zarówno w filmie jak i w rzeczywistości są niewielkie.

Myślałam aby wejść na recepcję, by chociaż zwiedzić tę część hotelu. Ale wyglądałam jak zmokła kura. Jeszcze zasiedziałabym się w tych luksusach.

Obok hotelu znajdowała się obowiązkowa do zobaczenia aleja gwiazd. Na niej znajdują się wkomponowane w chodnik pamiątkowe płyty z odciskami dłoni znanych polskich osobistości ze świata kina.

Jest ich naprawdę dużo. Pod tym linkiem jest cały spis a pod tym jak te dłonie wyglądają.

Aż zakręciło mi się w głowie od tego krążenia i wodzenia wzrokiem po chodniku w poszukiwaniu odcisków. Zauważyłam, ze inni turyści robili to samo. Oczywiście można było swoją dłoń przyłożyć. Chciałam przede wszystkim sprawdzić które postacie z „Młodych Wilków” się tutaj odcisnęły. Znalazłam tylko trzech wilczków: Cichego (Jarosława Jakimowicza), Prymusa (Piotra Szwedesa) i Biedronę (Pawła Deląga). Zdziwiłam się, że zabrakło samego reżysera Jarosława Żamojdy – bez niego nie byłoby tego filmu, który tak wypromował Międzyzdroje. Chętnie widziałabym też Annę Muchę. Nie było jej.

Ver esta publicación en Instagram

🐺 Śladami Młodych Wilków po Międzyzdrojach. Obeszłam całą Aleję Gwiazd ze wzrokiem wbitym w dół, że aż mi się w głowie zakręciło od szukania wszystkich odciśniętych dłoni. 🖐️Nie przegapiłam żadnej. Znalazłam tylko tych trzech aktorów z tego kultowego filmu: Cichego, Prymusa i Biedronę. Brakuje jeszcze samego reżysera Jarosława Żamojdy, bo gdyby nie on to tych dłoni by tutaj nie było, Anny Muchy, bo jej postać w drugiej części budziła sympatię i pokazywała, że nawet dziewczynka o słodkiej buzi może być sprytna jak wiewiórka. A najbardziej dziwi mnie, że brakuje Skorpiona, czyli Zbigniewa Suszyńskiego, choć jest mniej znanym aktorem ale to właśnie on był w Młodych Wilkach najbardziej wyrazistą postacią twardego gangstera, o oryginalnym głosie (zajmuje się też dubbingiem) i reżyser pozwolił mu się dość często pojawiać. Dziwi mnie, że nawet przez te wszystkie lata gdy zachwycano się Młodymi Wilkami to jakoś wszędzie go pomijano. 🐺 #międzyzdroje #mlodewilki #młodewilki #promenadagwiazd #promenadagwiazdmiędzyzdroje #odciskdłoni #cichy #prymus #biedrona #gwiazdy #aktorzy #jarekjakimowicz #jarosławjakimowicz #piotrszwedes #pawełdeląg #jarosławżamojda #alejagwiazd #alejagwiazdmiędzyzdroje #zachodniopomorskie #podróżepopolsce

Una publicación compartida de DorotaStrzelecka*KroplaArganu (@dorotadorkita) el

Nie rozumiem też, dlaczego niektórzy bohaterowie „Młodych Wilków” są pomijani mimo dużego wkładu w film. Np. Skorpion (Zbigniew Suszyński) – aktor o bardzo oryginalnym i wyrazistym głosie (zajmuje się też dubbingiem). To właśnie on zagrał typowego twardego gangstera i dobrze do tej roli pasował. W drugiej części reżyser pozwolił mu się sporo wykazać i występować nawet częściej niż trochę rozmemłany Jakimowicz.

Gdy oglądałam w Internecie zdjęcia alei gwiazd to prowadziła do nich charakterystyczna, ozdobna brama. Już jej nie było. Przeniesiono ją do Parku Zdrojowego im. Fryderyka Chopina.

Symbolem Międzyzdrojów jest oczywiście molo. To żelbetowy pomost długi na 395 m.

Ma także status przystani morskiej, z której latem odpływają turystyczne statki do Świnoujścia (które widać z molo) i niemieckich miasteczek. Molo pojawiało się w „Młodych Wilkach”. Po nim Cleo jeździła na rolkach oraz rozmawiała z dziewczyną Cichego, która miała obawy o przyszłość chłopaków i czuła się starą panną mimo że miała dopiero 23 lata. Odwiedziłam molo zarówno wieczorem jak i w dzień.

Molo wygląda zupełnie inaczej niż na filmie. Na jego środku postawiono brzydkie kioski, które zimą były oczywiście pozamykane. Przynajmniej można było się za nie schować przed wiatrem. Dowiedziałam się, że molo wygląda inaczej ponieważ jego budowa ruszyła na początku lat 90-tych jeszcze przed „Młodymi Wilkami”. Właśnie dlatego to filmowe molo było o wiele krótsze. Potem je stopniowo przedłużali.

Wstęp na molo zimą jest bezpłatny. Wyczytałam, że latem też. Aby na nie wejść trzeba przejść kiczowaty pawilon handlowo – gastronomiczny, w którym można się ogrzać. Można też wejść na molo bocznymi schodami z plaży.

Koniecznie musiałam zobaczyć Gabinet Figur Woskowych, który leży nieopodal. Wstęp kosztuje 20 zł. Byłam pierwszy raz w życiu w takim miejscu.

To okazja do „spotkania się” ze znanymi osobami, tymi, które zarówno żyją jak i nie. Są postaci historyczne, politycy, gwiazdy muzyki i kina zarówno polskie jak i zagraniczne. Już na samym wejściu wita nas prezydent USA a naprzeciwko niego jest kącik największych zbrodniarzy XX w. i ostatnich dekad. Są także postacie z bajek jako atrakcja dla dzieci. Niektóre figury są bardzo podobne do oryginału a drugie trochę skrzywione. Moje spotkania z figurami woskowymi wrzuciłam na stories o Międzyzdrojach. Kogo według mnie tam zabrakło? Oczywiście, że… postaci z „Młodych Wilków”.

Podczas mojej wizyty na moment wyszło słońce, rozstąpiły się chmury co nadało uroku nadmorskiemu krajobrazowi. Jako, że niedawno zostałam morsem mogłam iść się nawet wykąpać w morzu. Jednak nie mogłam gdyż byłam sama. Podczas lodowatej kąpieli dla bezpieczeństwa powinno wchodzić się do wody w grupie i koniecznie ktoś musi ci towarzyszyć na brzegu. Na żaden zlot tamtejszych morsów by moc się przyłączyć nie trafiłam.

Na takich samotnych wyjazdach przede wszystkim odpoczywam. Korzystam ze swobody, którą na co dzień z dzieckiem mam ograniczoną.

Nigdzie się nie spieszę. Robię to na co mam ochotę. Nie chodzę jak w zegarku. Jestem wolna od stresu. Kładę się spać wcześnie, gdy jestem zmęczona lub gdy mnie boli głowa od nadmiaru wrażeń czy przebytych pieszo kilometrów (niestety często mi się to zdarza i przez to wiele tracę z wyjazdów). Śpię do oporu. Wstaję gdy się wyśpię o ile rano nie muszę iść gdzieś na konkretną godzinę. Część czasu przeznaczam na spokojną pracę na laptopie czy telefonie. Dzięki temu taki wyjazd jest dla mnie resetem i wracam z niego naładowana pozytywną energią.

Ma to jednak swoją cenę. Nawet w małych miejscowościach zwykle nie zdążam zwiedzić wszystkiego. Aby zobaczyć wszystko musiałabym nie dawać opiekunom dziecka konkretnej daty powroty tylko wrócić nie wiadomo kiedy. Dopiero jak już wszystko zaliczę. Mieliby niezłą jazdę. Dlatego w Międzyzdrojach nie udało mi się zaliczyć wszystkich atrakcji. Ale z pewnością widziałam to co najważniejsze i przede wszystkim to co „zagrało” w „Młodych Wilkach”.

Nie dotarłam na Gosań. Nie poszłam do Oceanarium ale w jego przypadku mogę wrócić z synkiem jak będzie większy, bo to jest coś dla dzieci. Podobnie z Bałtyckim Parkiem Miniatur. Jest on położony na drugim końcu miasta. Mogłam przynajmniej iść rano. Jest czynny cały rok.

Nie wybaczę sobie jedynie tego, że nie poszłam na spacer na kładkę w koronach drzew. Jak wiesz lubię takie miejsca. Przecież była ona tak niedaleko, dosłownie po drugiej stronie molo. Miałam na nią czas. Spacer po niej też dużo by mi nie zajął. To z mojej winy, bo po prostu ją przegapiłam na mapie w przewodniku turystycznym. Kładka ta bardzo ładnie pokazana jest na tym blogu i najważniejsze, że zdjęcia były robione zimą. Oglądam je i tym bardziej żałuję, że nie byłam.

We wpisie tym pada zdanie, że Międzyzdroje są na pewno jedną z ciekawszych destynacji w Polsce o każdej porze roku. Jak widać nadają się doskonale na wyjazdy z dzieckiem. Zobaczyłam je zimą dlatego już wiem, że następnym razem jadę tam latem i na pewno nie będę się nudzić. Wtedy to liściaste korony drzew wokół kładki się zazielenią.

Może nawet wpadnę na Festiwal Gwiazd. Naoglądałam się już naturalnej scenografii filmowej, mosiężnych odcisków dłoni i woskowych sobowtórów. Teraz pora spotkać kogoś prawdziwego na żywo.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...