Kiedy naprawdę wierzysz w swoją wartość ale świat udowadnia ci, że tak nie jest
Lepsze jutro, Samo życie, Za granicą

Kiedy naprawdę wierzysz w swoją wartość ale świat udowadnia ci, że tak nie jest


Dobrze wiemy jak ważne jest mieć poczucie własnej wartości. Dzięki niemu czujemy się pewniej. Tym samym możemy osiągnąć więcej i żyć lepiej. Nikt nie jest w stanie nas złamać, kiedy znamy swoją wartość. Jesteśmy bardziej odporni na krytykę. Jeśli mamy przed sobą jakieś wyzwanie to podejmujemy je będąc pewnie, że damy radę. Nie bierzemy tak bardzo do siebie porażek. Nie załamujemy się nimi. Tym samym stajemy się coraz lepsi niż gdybyśmy sobie powtarzali „jestem do kitu”, „jestem do dupy”, „jestem nikim”, „nic nie umiem”, „do niczego się nie nadaję”.

Czym zatem jest poczucie własnej wartości?

Jest to stan psychiczny powstały na skutek uogólnionej samooceny dokonanej na własny temat. Ta samoocena wywiera silny wpływ na nasz nastrój oraz pewien zakres zachowań osobistych i społecznych. Wiadomo, że osoby, które oceniają się pozytywnie mają lepszy nastój i nie uzależniają go od gorszego nastroju innych. Także lepiej radzą sobie w życiu osobistym i w społeczeństwie.

Oczywiście aby zachować zdrowy rozsądek jest też mierzenie siły na zamiary. Można bardzo chcieć zrobić coś czego naprawdę się nie umie lub nie ma do tego predyspozycji, będąc napędzanym jedynie entuzjazmem i nadmierną wiarą w siebie nie widząc zagrożeń. Z tego rodzą się wypadki i ogólnie wielkie porażki. Wszystkie działania trzeba bardzo dobrze przemyśleć, dobrze ocenić i się do nich przygotować. Jednak spora szczypta pewności siebie zawsze się przyda, której w miarę powodzenia też będziemy nabierać coraz więcej.

Niektórzy mają tę pewność siebie i wiarę w swoją wartość od urodzenia.

Albo urodzili się z takim charakterem albo wzrastali w takich warunkach, które od początku to w nich tę pewność wzmacniały. Tacy ludzie to wielcy szczęściarze.

Przykładem jest piosenkarka Doda, której jestem fanką. Z jej wypowiedzi wynika, że ona wiarę we własne siły i brak kompleksów ma w genach. Równolegle pracowali nad tym jej rodzice, którzy cały czas utwierdzali niej poczucie własnej wartości, nigdy jej nie krytykowali, zawsze chwalili i inwestowali w jej rozwój. Dzięki temu dziewczyna jest tu gdzie jest.

Niektórzy zarzucają jej zbyt wysokie mniemanie o sobie. Kiedyś na jakiejś gali przyznania nagród palnęła zdanie: „Przypatrzcie się, bo nic piękniejszego nie zobaczycie.” Dużo w tym jest też celowego kreowania wizerunku, do czego Doda się wprost przyznała – odgrywała pewną siebie, trochę głupiutką laskę pozującą na inteligentną. Jednak jej inteligencja była prawdziwa i pewność siebie też, dzięki czemu doszła tak daleko od zera. Ja przeczuwałam to już na początku jej kariery. Dobrze wsłuchując się w wywiady z nią wyczuwało się, że mimo tej otoczki ona dobrze gada. Tymczasem inni dawali się złapać na tę otoczkę hejtując ją mianem wulgarnej ździry. Wystarczyło było poczekać kilka lat aby moje przeczucia się sprawdziły.

Faktycznie już lepiej jest już być narcyzem niż kimś o niskiej samoocenie.

Mnie z Dodą łączy tylko imię. Może dlatego ją podziwiam, bo zawsze chciałam być dokładnie taka jak ona. Niestety zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę Dodą. Nie było mi dane urodzić się z charakterem osoby o dużym poczuciu wartości i pewności siebie. Jestem z natury melancholiczką. Moje otoczenie też niespecjalnie sprzyjało wysokiemu poczuciu własnej wartości. Owszem, otaczałam się osobami co mnie wspierały ale były też takie co boleśnie krytykowały. Mam za sobą m.in. bycie ofiarą mobbingu w szkole co ostro wryło mi się w podświadomość.

Osoby bez odpowiedniego charakteru i sprzyjającego otoczenia mają w sobie o wiele mniej wiary we własną wartość. Na szczęście nie są oni w sytuacji bez wyjścia.

Charakteru nie da się zmienić ale można go kształtować. Tak samo nie zmienisz doświadczeń z przeszłości, ale cały czas można tworzyć swoją przyszłość. Jedyne co mogą zrobić ludzie, którzy od początku nie mieli wysokiego poczucia własnej wartości to… samemu ją nabywać. Może nie dorównają tym, którzy od dziecka ją mają (choć kto wie) ale jeśli głęboko uwierzą, że są czegoś warci to z pewnością wiele nadrobią.

Samodzielne wyrobienie w sobie poczucia własnej wartości jest z pewnością wielkim osiągnięciem.

Mi udało się tego w miarę dokonać. Wierzę dość mocno w swoją wartość ale nigdy nie zapominam o przeszłości aby mieć porównanie kim byłam kiedyś a kim jestem teraz.

Tymczasem utrzymanie tego wyrobionego poczucia własnej wartości nie jest łatwe, ponieważ wiele sytuacji życiowych będzie cię niestety weryfikować dążąc do udowodnienia, że wcale tak nie jest. Nie raz będą ci niestety pokazywać, że nawet jak wierzysz w siebie to jesteś nic nie warta i nie należy ci się to czego pragniesz. Będą dawać ci na to namacalne dowody aż zaczniesz przyznawać, że może rzeczywiście mają rację.

Samo przekonanie o sobie: myślcie sobie co chcecie ja i tak jestem wiele warta nie wystarczy. Potrzebujesz jeszcze potwierdzenia.

Tym potwierdzeniem jest szczere docenienie ze strony innych a przede wszystkim wynagrodzenie zapewniające ci życie na przyzwoitym poziomie. Robi się problem, kiedy mimo wzbudzonej wiary w siebie tego potwierdzenia nie dostajesz. Co wtedy?

Wyobraź sobie, że szukasz pracy. Jak nic potrzebna ci jest do tego wiara w siebie, więc ją w sobie rozbudzasz. W końcu udaje się.

Znajdujesz pracę taką pracę jakiej chcesz i zostajesz do niej przyjęta, bez żadnych znajomości. Po prostu poszłaś na rozmowę i pozytywnie ją przeszłaś.

Na rozmowie zastosowałam radę z książki dla poszukiwacy pracy pt. „Jakiego koloru jest Twój spadochron”. Pytasz się pod koniec prostym zdaniem „Czy mogę liczyć na tą pracę?” – udowadniając, że bardzo ci na niej zależy i jesteś gotowa jej podjąć. Podziałało. Rekruter na tych samych falach, z uśmiechem na ustach odpowiada – „Oczywiście”.

Zrobili ci próbę na znajomość języka obcego – musiałaś coś w nim powiedzieć aż dali znać, że wystarczy. Znasz go na wymaganym poziomie. Potem zaproponowali ci kilka dni płatnej próby. Zaliczyłaś ją. Stwierdzili, że jesteś kandydatką, w którą warto zainwestować. Poznałaś wtedy na czym polega ta praca i spodobała ci się. Chcesz tutaj być.

Już sam ten fakt przyjęcia do pracy powiększa Twoją wiarę w siebie. Skoro cię przyjęli to znaczy, że jesteś jednak czegoś warta. Nowa praca to nowe wyzwania. Zgłaszając się do niej wiedziałaś, że być może nie spełniasz wszystkich kryteriów w 100% ale tyle co umiesz teraz powinno wystarczyć.

Nie masz wielkiego doświadczenia. Jednak wierzysz, że szybko się nauczysz i nadrobisz.

Powiedzieli ci, że zespół składa się, że świetnych pracowników, którzy… codziennie walczą o swoje miejsca pracy. To trochę cię zastanawia, że skoro walczą to znaczy, że trudno jest je utrzymać? To dla ciebie oczywisty komunikat, że wymagania będą spore. Na szczęście znasz swoją wartość więc musisz dać radę.

Dla wielu ludzi pierwsze dni w nowej pracy to powód do stresu i obawy, czy na pewno sobie poradzisz. To normalne, bo nagle twój plan dnia się zmienia. Trzeba uczęszczać do pracy na konkretne godziny. Najlepiej przychodzić wcześniej i wychodzić później. Trzeba zamówić dziecku stołówkę w przedszkolu, bo praca twoja kończy się później niż jego zajęcia a jeszcze trzeba dojechać.

Będziesz musiała wykonywać wiele czynności, których dotychczas nie robiłaś. Ale masz wielka wiarę w siebie i sądzisz, że to wszystko ogarniesz, zostaniesz bardzo dobrą pracownicą i awansujesz. W końcu uwierzyli w Ciebie i docenili twoją wartość. Zachwycasz się historiami osób, którym się udało a skoro im się udało to ty też możesz.

W pracy tej dostajesz coraz więcej zadań do wykonania. W ogarnianiu ich musisz być jednocześnie dokładna i szybka. Nigdy albo jedno albo drugie! Oba! Równowaga pomiędzy nimi! Koniec i kropka!

To jak sobie z tym radzisz natychmiast zostanie zweryfikowane. Nawet gdybyś przyznała, że dla ciebie to niemożliwe to od razu wskażą ci ludzi, którzy to potrafią i udowodnią, że da się być idealną. I co wtedy zrobisz? Nie masz wyjścia. Chcesz utrzymać tę pracę? Musisz dążyć do ideału.

Różnie ci to idzie zwłaszcza w pierwsze dni. Ale z wielką wiarą w siebie z pewnością sobie poradzisz i pracodawca cię dalej doceni tak jak na rozmowie. Dlatego nie przeżywasz jakiegoś wielkiego stresu. W końcu praca ci odpowiada. Otrzymujesz pomoc od innych pracowników, którzy jak się okazuje także cię nadzorują. Pokazują ci co jak się robi, czego potrzebujesz, co gdzie jest, jakie są hasła dostępu itp. Najpierw pracują z tobą i uczysz się od nich. Jesteś pokorna, słuchasz się ich, przyglądasz się im, notujesz, robisz dokładnie to co oni i tak jak oni. Dobrze też się czujesz w ich towarzystwie i chcesz z nimi pracować.

Potem czeka cię prawdziwy sprawdzian, czyli pierwszy dzień kiedy nie ma ich przy tobie i musisz wiele zadań ogarnąć sama. Początkowo rzeczywiście się gubisz i zaliczasz poślizgi. Potrzebujesz czasu na wygrzebanie z pamięci tego co ci pokazali i zorganizowania się z tym: co jak się robi, czego potrzebujesz, gdzie co jest, jakie są hasła dostępu no i czas na przemieszczanie się pomiędzy obiekatami. Masz przy tym trochę zamieszania. Dzwonisz do innego pracownika po podpowiedź lub pomoc. Dajesz radę – tak przynajmniej sądzisz ze spokojem i wielką wiarą w siebie.

Właściwie już następnego dnia wszystko wiesz. Umiesz się zorganizować i znajdujesz swój rytm pracy aby wszystko wykonywać sprawnie a wręcz automatycznie. Nie przepadasz za zakłóceniami, kiedy coś idzie nie tak niezależnie od ciebie. Kiedy telefony od innych pracowników wytrącają cię z rytmu i opóźniają. Ale to też po pewnym czasie ogarniasz. Z nagłymi sytuacjami odbiegającymi od rutyny też trzeba sobie umieć radzić. Innym pracownikom też się trafiają i jakoś sobie radzą. Masz w sobie wiarę, więc czemu nie mogłabyś i ty.

Do pewnego zadania, bez którego ani rusz musisz wykonać czynności, które z twojego punktu widzenia budzą strach i wydają się niebezpieczne. Chodzi o tzw. fobie uznawane za absurdalne. Jedni je mają drudzy nie. Ty akurat masz na takim a nie innym punkcie. Na dodatek zdarzył się kiedyś w tym kraju zupełnie przypadkowo śmiertelny wypadek w takich okolicznościach, więc wszystko może się stać. Twoja fatalistyczna wyobraźnia świruje.

Chcesz czy nie, musisz te zadanie wykonać absolutnie nie przyznając się do swoich fobii. Okazywanie niepewności może być bardzo źle odebrane a nawet wyśmiane.

Zapierasz się w sobie i je wykonujesz mimo strachu. Na początku, w dniu kiedy nie ma innego pracownika przy tobie kombinujesz aby wykonać je w inny sposób. Jakoś naokoło aby jak najmniej skonfrontować się z tym czego się boisz. Wychodzi ci. Ale nie możesz tak robić zawsze. Wcześniej czy później, ktoś z pracy cię zobaczy, spyta się o to czemu tak kombinujesz i puknie się w głowę uznając cię za nienormalną.

Dlatego nie mając wyboru robisz to tak jak trzeba choć się boisz. Na szczęście dość szybko oswajasz się z tym i potem wykonujesz już to zadanie bez strachu. Nawet sama się sobie dziwisz jak mogłaś się kiedyś tego bać. Tak więc ta praca dała ci dużo gdyż pomogła ci wygrać z fobią, którą miałaś od zawsze. W dokonaniu tego pomogła ci oczywiście wielka, nabyta wiara w siebie. Niby nic, bo nikt inny w pracy nie miał tej fobii ale ty jesteś z siebie naprawdę dumna.

Im dłużej pracujesz tym bardziej ci się podoba. Wreszcie znajdujesz właściwy rytm twojej pracy. Starasz się rzetelnie wykonywać swoje obowiązki. Przychodzisz do pracy punktualnie. Doprowadzasz zlecone ci zadania do końca. Tylko współpracownicy od czasu do czasu wspominają ci o tym co powinnaś ulepszyć, nad czym popracować. Trochę porównują cię do siebie, bo przecież oni są w tym lepsi od ciebie. Nic dziwnego, w końcu mają więcej doświadczenia i dłużej tu pracują. Też kiedyś byli na twoim miejscu.

Dobrze znasz swoje słabe strony. Nie przyznajesz się do nich wprost gdyż świadczyłoby to o przekreślaniu ciebie z góry i od razu stawianiu na straconej pozycji. Zdaje się, że współpracownicy jednak je wyczuwają. Ale ty nie obrażasz się gdy ci o nich mówią.

Słuchasz przyjmujesz ich sugestie jako lekcje i feedback. Starasz się przekuć słabości w atuty i codziennie pracujesz nad poprawą. Mocno wierząc w siebie nie załamujesz się trudnościami wynikającymi ze słabych stron, nie wpadasz w panikę tylko dalej wykonujesz swoją pracę jakby nigdy nic.

Czujesz, że jesteś coraz bliżej znalezienia harmonii pomiędzy byciem dokładną i szybką. Popracuję kolejny miesiąc dłużej i będę bliższa ideału. Jeszcze kolejny – stanę się nim tak jak tego chcą.

Pewnego dnia podchodzi do ciebie kolega z pracy i informuje, że jak tylko skończysz masz się natychmiast stawić w biurze szefostwa. Wzywają cię. Zastanawiasz się w jakiej sprawie. Może aby zrobić porządek w twojej umowie, gdyż od czasu rozmowy kwalifikacyjnej w sprawach formalności komunikowaliście się tylko przez WhatsApp i tam wszystko ci przesyłano? Albo… Intuicja zaczyna ci podpowiadać coś innego. Cokolwiek będzie, przyjmiesz to ze spokojem – obiecujesz sobie. Przecież wierzysz w siebie a wiara ta daje wewnętrzną siłę i dowody, że jesteś wartościową pracownicą.

Twoja intuicja się nie myli.

Stawiasz się w biurze. Uprzejmie informują cię, że jeśli mieliby być z tobą szczerzy to jednak… nie jesteś taką osobą jaką potrzebują na ten gorący okres, który się właśnie zaczyna. Sprawdzili się dokładnie i niestety, dość szybko wykryli twoje słabe strony. Te, których byłaś świadoma i cały czas pracowałaś nad tym aby je zniwelować.

„Jesteś za wolna. Teraz potrzebujemy kogoś szybszego i bardziej doświadczonego” – mówią ci.

Decyzją firmy podjęto decyzję o zerwaniu z tobą umowy. Wręczają ci wypowiedzenie do podpisania.

Cóż, nie ukrywasz że jest to dla ciebie rozczarowanie. Jednak hamujesz swoje emocje. Nie obrażasz się i nie protestujesz. Pokazujesz, że mimo wszystko bardzo zależało ci na tej pracy. Dobrze się w niej czułaś. Przeorganizowałaś swój plan dnia pod nią. Robiłaś co w twojej mocy aby sprostać wymaganiom. Kiedy powiedziano ci o pewnych sytuacjach, podczas których oceniono, że wypłynęły twoje wady na spokojnie przedstawiasz jak to było z twojego punktu widzenia.

Nigdzie nie nabroiłaś, nie zrobiłaś nic złego, nie przyniosłaś strat. Pracowałaś rzetelnie i na ile mogłaś. Po prostu nie byłaś tak dobra i tak idealna jak osoby, które tutaj już pracują.

Uczyłaś się jak być idealna, dokładna i szybka jednocześnie zamiast być tym ideałem od razu, już od pierwszego dnia pracy.

Trzeba powiedzieć prawdzie w oczy, że pracodawcy przeważnie takich osób chcą, zwłaszcza na okresy kiedy roboty jest dużo. Takie osoby istnieją naprawdę skoro są przyjmowane więc trudno będzie im dorównać.

Teraz nie mogą sobie pozwolić na osobę taką jak ty ale może odezwą się do ciebie w okresie mniej napiętym, który będzie bardziej adekwatny do twojego doświadczenia. Oczywiście mówisz, że jesteś na to otwarta i chętnie przyjdziesz wtedy do pracy. Informują cię też, że posiadają jeszcze inne firmy, z innymi stanowiskami, na których być może byś się sprawdziła. Obiecują przekazać twoje dane do tamtejszych HR.

Zgadzasz się aby tak zrobiono. Dobrze by było. Ale nauczona prozą życia nie będziesz robić sobie nadziei ani zniecierpliwiona czekać na telefon. Zakładasz, że może to też być przyjazny sposób pożegnania się z tobą ostatecznie.

Mówisz „do widzenia”. Podajesz dłoń na pożegnanie z takim samym zdecydowaniem jak na pierwszej rozmowie. Pokazujesz swoją otwartość na inne propozycje. Rozchodzicie się w zgodzie. To nie było porozumienie obu stron lecz decyzja podjęta za ciebie. Jesteś bardzo ugodowa. Chcesz pozostawić po sobie dobre wrażenie. Nie chcesz palić za sobą mostów.

Będzie co będzie. Ty nie masz oczekiwań tylko prowadzisz swoje życie dalej jakby nigdy nic i dalej szukasz nowej pracy lub rozwijasz swoją działalność.

Ale w głębi duszy nachodzą cię czarne myśli.

Tak bardzo wierzyłaś w siebie – wiarą, z którą się nie urodziłaś lecz ciężko wypracowałaś. Tymczasem twoja wartość, twoja pozytywna samoocena została podważona. Może jednak nie jestem nic warta? Może nadal nie jestem dość dobra? Może jestem jednak do dupy, nic nie umiem i do żadnej pracy się nie nadaję?

Co z tego, że wierzysz w siebie i jesteś wiele warta skoro świat kolejny raz udowadnia ci, że tak nie jest?

Taka prawda, że aby zatriumfować, wygrać, osiągnąć sukces, zdobyć pracę marzeń i zarobić pieniądze nie wystarczy, że doceniasz się sam, bo wtedy nie jesteś dostrzegalny jako ktoś wiele wart. Dostrzegalne jest to tylko wtedy, kiedy docenią cię inni. Dopiero w momencie docenienia przez innych zaczynasz odnosić sukces, osiągać cele, spełniać marzenia i zarabiać.

Tak łatwo jest wtedy wrócić do niskiej samooceny, do nadmiernej pokory i utraty poczucia własnej wartości. Łatwo zrazić się tą porażką, zwłaszcza że przytrafiła ci się ona nie pierwszy raz. Byłam temu bliska, gdyż wyżej opisana historia przytrafiła się właśnie mi.

Wierzyłam, że osiągnę to do czego dążyłam od zawsze. Zakończę stary rok jako osoba zatrudniona i z takim statusem wkroczę w nowy. Kolejny raz tak się nie stało.

Były osoby co mnie w tej sytuacji wsparły i powiedziały: nie przejmuj się, dasz sobie radę, jak nie ta praca to następna, jesteś wiele warta, jesteś warta lepszej, zyskałaś nowe doświadczenie z którego wyciągniesz wnioski na przyszłość. Ale też znalazła się jedna „życzliwa” osoba, która sama akurat miała zły dzień i pewne sprawy nie poszły według jej oczekiwań.

Szukając kogoś na kim mogłaby się wyżyć przywaliła mi z grubej rury, że słusznie mnie zwolniono, ponieważ… nic nie umiem. Nie dowierzałam, że tak mówi więc spytałam się czy to na serio czy tylko żartuje. Odpowiedziała, że na serio. Zaczęła mi wytykać różne umiejętności, których rzekomo nie posiadam lub jestem w nich kiepska. Ciekawe, bo nawet jak nie jestem w nich wirtuzem to akurat… żadne z nich nie należały do kompetencji i czynności wymaganych w tej pracy. Widocznie sama nie zrozumiała na czym moja praca polegała.

Życie i inni ludzie potrafią być złośliwi, potrafią w momencie twojej porażki nieźle dokopać, zranić i zepsuć twoją ocenę. Sprawić, że poczujesz się beznadziejna lub się popłaczesz. Ale takie właśnie zachowanie wypływa z osób, które za bardzo uzależniają swoją wartość i nastrój od oczekiwań i od innych. Wtedy budują swoją „siłę” na „słabości” innych.

Mimo porażki nieuznania mnie za idealną pracownicę nie zamierzam psioczyć na tę firmę ani wyzywać ich od niesprawiedliwych. Owszem, jestem rozczarowana. Ale dziękuję jej za to, że mi chociaż zaufała i dała szansę pewien czas przepracować i zarobić. Już dzięki temu czasowi zdobyłam pewne nowe umiejętności, których wcześniej nie miałam. Przydadzą mi się z pewnością w przyszłej pracy o ile ją zdobędę i będę je wykonywać nie na czuja ale już sugerując się zdobytym doświadczeniem. Gdy dostanę kolejną szansę to pewnie będę o wiele dokładniejsza i szybsza jednocześnie.

Ogromnym plusem było to, że firma okazała się rzetelna i uczciwa pod tym względem, że podpisała ze mną umowę i zapłaciła ci za odpracowane godziny dokładnie tyle co obiecała. Mam ją dodaną do swego stażu pracy i to już jest coś. Szczególnie za to należą jej się podziękowania mimo, że skończyło się jak skończyło. Miałam już do czynienia z takimi firmami co zmuszały do pracy na czarno i musiałam żebrać o zaległe pieniądze, których nigdy się nie doczekałam.

Czy mimo że świat a szczególnie Rynek Pracy udowadniają ci, że wciąż nie jesteś nic warta to warto wierzyć w siebie?

Myślę, że warto.

Dlaczego?

Po pierwsze ludzie, którzy cię doceniają i ci płacą nie robią tak, bo masz jakąś wielką, ogólną wartość sama w sobie tylko dlatego, że jesteś konkretnym typem osoby jakiej dokładnie potrzebują.

Potrzebują osoby z określoną osobowością, umiejętnościami, kompetencjami. Nie ważne jak wiele jesteś warta, jak Bóg wie wysoka jest twoja samoocena i jak mocno wierzysz w siebie. Nie każdemu będziesz odpowiadać taka jaka jesteś ze swoim charakterem, zestawem umiejętności, zalet i wad w danym momencie. Tak po prostu jest, zwłaszcza gdy chodzi o pracę. Z tym należy się pogodzić. Koniec i kropka!

Mogą cię doceniać i szanować jako osobę ale uważać, że do danej pracy lepszy będzie ktoś inny.

Spójrz na siebie. Co robisz kiedy sama szukasz kogoś kto ma ci w czymś pomóc, coś doradzić lub coś dobrze wykonać dla ciebie. Kogo wybierasz? Swoją koleżankę, która jest fajną wspaniałą osobą, mocno wierzy w siebie, zależy jej na tobie, ma chęci i dobre intencje? Czy może znajomego a nawet obcą osobę, która ma wieloletnie doświadczenie w danym temacie, umiejętności i cechy charakteru niezbędne byś otrzymał od niego to o co ci akurat chodzi?

Spójrz jeszcze raz na Dodę. Przykład emanowania ogromnym wręcz poczuciem własnej wartości. Ona ma zarówno swoich wielkich fanów, którzy ją kochają jak i takich, którzy jej nie cierpią. Ci pierwsi chcą ją takiej jaka jest ze swoją osobowością, wizerunkiem, głosem i piosenkami. Tym drugim ona kompletnie nie pasuje. Dla nich jest beznadziejna, sztuczna, pusta a jej muzyka to tandeta.

Ja pozytywnie ją przyjęłam, bo kiedy pojawiła się po raz pierwszy stwierdziłam, że w polskim show biznesie rzeczywiście brakowało dziewczyny dokładnie takiej jak ona.

Tak samo Zenek Martyniuk. On z pewnością wierzy w swoją wartość i stara się to udowodnić. Tymczasem jedni pójdą za nim i będą bić mu brawo a drudzy i tak uznają go za tandetę. Choć jego sylwestrowy występ udowodnił, że raczej tych pierwszych było więcej tylko spora część nie chciała się do słuchania niego przyznać z obawy przed obciachem.

W szukaniu i zdobywaniu pracy dzieje się dokładnie tak samo. Znam wiele osób, które doświadczyły dziwnego paradoksu. Mieli pewien zestaw cech charakteru, kompetencji, umiejętności na danym poziomie oraz jakąś tam motywację i wiarę w siebie. Jedni pracodawcy narzekali, że są beznadziejnymi, niekompetentnymi, niedoświadczonymi, leniwymi, niedokładnymi, powolnymi i niekomunikatywnymi pracownikami przez co wywalili ich na bruk. Natomiast drudzy powierzający tym samym ludziom dokładnie takie same stanowiska i obowiązki byli z nich bardzo zadowoleni jacy to są wspaniali, kompetentni, rzetelni, pracowici, obowiązkowi, dokładni, szybcy w działaniu, świetnie współpracujący i komunikujący się z zespołem. Chcieli aby pozostali w firmie i gotowi byli płacić im bardzo dobrze. Czyż to nie zadziwiające?

Identycznie jest z miłością. Możesz być najwspanialszą dziewczyną czy najwspanialszym chłopakiem. Osoba, która ci się podoba albo odwzajemni twoje uczucia albo nie. Zresztą czemu uzależniać swoją samoocenę od tego czy ktoś cię pokocha?

Wszystko zależy od wielu czynników. Zarówno od ciebie jak i miejsca pracy, szefa, współpracowników, warunków itp. Jedno miejsce nie zaakceptuje twojego profilu zawodowego i typu osobowości ale drugie już tak. Jedno nie gra na podobnych falach ale przy drugim idealnie do siebie pasujecie.

Często słyszymy historię kiedy to jakiś autor książki, scenariusza filmu czy piosenki nosił swoje TO SAMO dzieło po wydawnictwach, studiach, wytwórniach i wszędzie mu je odrzucano. Aż w końcu któreś je przyjęło i dostrzegło w nim potencjał aż w końcu… powstał wielki hit.

Możemy się nawet nie dowiedzieć i nie zrozumieć dlaczego tak się dzieje.

Wobec tej niewiadomej warto na wszelki wypadek wierzyć w siebie i w swoją wartość. Dzięki temu przynajmniej nie będziemy się tak mocno przeżywać porażek czy odrzucenia. Zaakceptujemy się takimi jakimi jesteśmy w danym momencie ale też będziemy mieli odwagę i chęci stawania się coraz lepszymi oraz podejmowania nowych wyzwań. Nie będziemy zbytnio uzależniać naszego samopoczucia od nastroju innych czy oczekiwań wobec nas.

Jeśli będziemy mocno wierzyć w swoją wartość to przynajmniej od strony psychicznej będzie się nam żyło o wiele lepiej.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...