Jest szansa! Tylko czemu ambitna, kreatywna i wykształcona kobieta chce to robić?
Lepsze jutro, Moja praca to, Za granicą

Jest szansa! Tylko czemu ambitna, kreatywna i wykształcona kobieta chce to robić?


Dobrze wiecie, że szukam pracy. Najlepiej od razu a jak się nie da to jakiejś możliwości, która mnie do niej doprowadzi. Dotychczas nie udało się nic znaleźć. 

Zwierzałam się Wam na fanpage bloga kiedy jedna za drugą odrzucano moje kandydatury do ofert pracy. Albo jak to nie zakwalifikowałam się na pewne kursy zawodowe i programy aktywizacyjne.

Ale kiedy zamykają się jedne drzwi, to mogą otworzyć się drugie. Wreszcie coś się ruszyło. 

Od 2 tygodni, codziennie mam zajęcie w sąsiedztwie malowniczych krajobrazów, nad rzeką. Dla niego zaczęłam wstawać o 6 i dojeżdżać rowerem. Na zdjęciu tytułowym chwila odpoczynku już po oraz wizja tego co może mnie czekać.

Czerwony Krzyż dał mi konkretną szansę i skierował na… kurs sprzątania powierzchni, mebli w budynkach i lokalach. Nie było tam żadnej selekcji. Liczyło się zaangażowanie, które samo się zweryfikuje.  

Kurs prowadzi właściciel firmy sprzątającej, która działa 25-lat. Prowadzi on też to centrum szkoleniowe i agencję pośrednictwa pracy z siedzibą przy bulwarze nad rzeką. Bardzo ciekawy człowiek o dużym doświadczeniu, dobrym sposobie przekazywania wiedzy, twardy realista a także z poczuciem humoru. Przez co na zajęciach nie jest nudno.

Opowiadał o swojej ścieżce zawodowej i potwierdził, że nie ma co ukrywać. Najlepiej pracę zdobywa się po znajomości i gdy nadarzy się okazja trzeba korzystać. Iść z prądem kiedy wiatr wieje we właściwym kierunku.

Studiował ekonomię na uniwersytecie i miał zostać księgowym. Krótko przed ukończeniem studiów jego ojciec stracił wieloletnią pracę. Nie mógł znaleźć nowej. Szukał po znajomościach.

Znajomy z domu towarowego oznajmił, że niestety pracy dla niego nie ma ze względu na wiek, ale w zamian… jest dla jego syna. Tylko musiałby zacząć od zaraz.

Stanął więc przed wyborem. Skończyć studia czy iść do tej pracy. Wybrał pracę, by zastąpić ojca. Po prostu zmiana żywiciela rodziny. 

Jego żona przygotowywała się do egzaminu na urzędnika państwowego – najlepszej pracy jaką można mieć w Hiszpanii. Nie udało się. Wtedy postanowili założyć firmę. Z badań rynku wynikło, że najpewniejsza będzie branża sprzątania a koszty zainwestowane w sprzęt zwracają się po kilku zleceniach.

Później zrobili odpowiednie uprawnienia aby założyć centrum szkoleniowe i agencję pośrednictwa. Było również ogromne zapotrzebowanie na działania aktywizacji bezrobotnych finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Po ukończeniu kursu sprzątania mamy być skierowani na praktyki do różnych miejsc. Następnie rekrutowani do pracy w jego firmie lub innych znajomych firmach. Trzeba tylko pilnie uczestniczyć w zajęciach i pokazać, że chce się pracować. 

Prowadzący zapewnił, że ten kurs i praktyki to będzie takie stworzenie dla nas takich znajomości. To jest dla nas szansa. Brzmiało zachęcająco.

W razie czego staram się trochę pohamować swój entuzjazm. Byłam kiedyś na kursie z projektowania wnętrz. Też nam obiecano praktyki i kontakty. Żaden z kursantów nie został przyjęty. Firmy nie miały czasu i środków na przyuczanie, bo walczyły z kryzysem. Nasza profesorka rozłożyła ręce. Rzeczywistość rozwaliła nawet jej plany.

Ale zakładam, że w sprzątaniu jest więcej możliwości. Dlatego jestem dobrej myśli.

Wśród programów aktywizacji bezrobotnych brakowało mi czegoś co zamiast pitolić ci motywacyjne gadki jaki to masz być wytrwały i optymista oraz dawać „narzędzia” co na nic się zdadzą gdy nie ma ofert ale CV roznoś sobie sam lecz po prostu przyjmie cię za samą chęć do pracy, wyszkoli w czymś na co jest zapotrzebowanie i wepchnie do roboty.

Zobaczymy na ile ten kurs się sprawdzi i oby nic nie zachwiało mojego uczestnictwa, bo chodzić na niego chcę. Oczywiście nie wszystko jest idealnie, bo prowadzący traci czas na opowiadanie historyjek a uczestnicy go do tego prowokują zagadując. Jest OK o ile te historyjki naprawdę nas czegoś nauczą. Ja jestem tu po to aby nauczyć się tego, co wymagają pracodawcy i klienci.

Większość kursantów to kobiety, imigranci i imigrantki z Ameryki Płd. i Afryki. Z Europy Wschodniej oprócz mnie jest jedna Ukrainka. Są 3 Marokanki – muzułmanki w chustkach. 

Siedząca obok mnie Senegalka ma chyba trudności z taką podstawową czynnością jak pisanie. Jej notatki to kilka słów koślawymi, drukowanymi literami nakreślone z trudem. Z komputerem też sobie nie radzi gdy musieliśmy wprowadzić nasze CV do bazy danych. Pomagam jej trochę. Trzeba być do innych cierpliwym.

Nie ma nikogo poniżej 30 lat. Większość przekroczyła 40-tkę. Wielu na bezrobociu od kilku lat. Czyli po prostu… ludzie zagrożeni wykluczeniem z rynku pracy. Co zrobić, że nasze życie zawodowe tak niefortunnie się ułożyło? Z takimi osobami właśnie pracuje Czerwony Krzyż. 

Od początku świetnie się integrujemy i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Jedynie trochę mi przeszkadza gdy niektórzy z dużą pewnością siebie schodzą na tematy polityczne i robią ironiczne żarty, wręcz śmiejąc się głośno np. z tego że jakiś prezes banku czy polityk wyprowadził publiczną kasę. Rozmawiają o tym codziennie że czasami mam dość tego słuchać. 

Ale to właśnie tacy jak my dobrze znamy rzeczywistość, gdyż wszyscy dostaliśmy od niej w kość.

Wszyscy jesteśmy różni ale każdy z nas jest równy (przynajmniej powinien bo Rynek Pracy raczej dyskryminuje np. ze względu na wiek czy posiadanie dzieci nie mówiąc tego wprost). Wszyscy mamy taki sam cel – zdobycie jakiejkolwiek pracy, która da nam godność, bezpieczeństwo finansowe i niezależność. Mamy do tego prawo. 

Prowadzący kurs podkreślił, że w jego firmie nie patrzą na to czy ktoś nosi hijab i jakiej jest narodowości. Liczą się umiejętności. Muzułmanki z naszej grupy powinny mieć taką samą szansę jak Europejki.

Zaraz, zaraz! Dlaczego akurat sprzątanie? Dlaczego postrzegam je jako Bóg wie wielką szansę na zmianę życia? 

Przecież jestem po studiach. Mam dyplom magistra. Mam preferencje do „ambitniejszych” stanowisk zgodnych z wykształceniem. 

Taka porządna, inteligentna i kreatywna dziewczyna z predyspozycjami chce machać mopem? 

Kurczę, skoro taka jestem i mam te predyspozycje, to czemu nikt jeszcze mnie nie zatrudnił? Właśnie. Dobre pytanie?

Teraz bycie takim to za mało. Zwykle tak postrzegają Cię Twoi bliscy, co Cię wspierają prawią Ci komplementy. Zaczynasz wierzyć w swoją wyjątkowość i to że dostaniesz pracę od ręki. Ale wymagania pracodawcy (masz być idealny – koniec i kropka) po prostu Cię zaorają i zmuszą do pokory. Pokażą, że wciąż dużo Ci brakuje. Tak już jest, że ten co płaci ten decyduje. 

Przecież jeszcze niedawno pisałam, że chcę być grafikiem, że wracam do tego zawodu, tworzę swoje prace, uczę się projektowania na nowo? Skąd ta nagła zmiana frontu?

Ta co podchodziła nawet do egzaminów na urzędnika UE chce się teraz przekwalifikować na zwykłą sprzątaczkę. No jak to?

Po pierwsze co to takiego jest zawód prestiżowy? Po co wmówiono nam który takim jest a który nie? Kryterium prestiżu a także wysokości wynagrodzenia powinno być to na ile jest ten zawód potrzebny.

Sprzątanie to właśnie taki zawód, bez którego naprawdę zawaliłby się świat.

Wyobraźmy sobie co by się stało gdyby wszyscy sprzątacze zniknęli. Utonęlibyśmy w tym całym syfie, kurzu, tłuszczu i odpadach. Nie będzie ani estetyki, ani higieny i wszystkie epidemię powrócą. 

Za to gdyby nagle zniknęły te wszystkie białe kołnierzyki, ci spece od marketingu kreujący sztuczne potrzeby i ci od manipulacji naszymi finansami, namawiający do zadłużania się to świat normalnie toczyłby się dalej i nawet dobrze by na tym wyszedł.

Przykład prestiżowego zawodu: lekarz. Ok, jest on bardzo potrzebny. Ale co zrobi gdy w jego gabinecie czy w sali operacyjnej zabraknie higieny niezbędnej dla zdrowia i bezpieczeństwa pacjenta?

Prowadzący ten kurs podkreślił, że trzeba być ambitnym, pracowitym i być dobrej myśli. Ale trzeba też być REALISTĄ.

Można np. chcieć być sprzedawcą ciuchów w sieciówce.

Ale co zrobić gdy ma się… 45 lat?  

Nie każdy i nie wszędzie może dostać taką pracę o jakiej się marzy. Zawsze są jakieś ograniczenia choćby mało stanowisk lub wiek przez co raczej nikt Cię nie zatrudni tam gdzie chcesz lub to że na Twoim terenie brakuje konkretnych zakładów pracy a przeprowadzka tam gdzie są nie wchodzi w grę np. z powodów rodzinnych.

To, że dla każdego znajdzie się miejsce pracy w tym co go pasjonuje można włożyć między bajki.

A pieniądze na życie trzeba przecież skąś czerpać.

Dlatego wcale nie głupie jest robienie czegoś co nie jest specjalnie pasjonujące ale jest na to zapotrzebowanie i są w tym jako tako miejsca pracy i kasa. Tak naprawdę większość ludzi wykonuje prace żmudne, trudne, brudne i monotonne, do których niekonieczny jest entuzjazm i pasja, bo one są w miarę dostępne na rynku. W nich są prawdziwe pieniądze. Rzadko w tym co fajne, kreatywne, wesołe, czyste, ambitne.

Problemem jest kwestia wieku. Też szukałam pracy jako sprzedawca w centrum handlowym. Nie dostałam odpowiedzi na moje CV. Za dwa lata stuknie mi 40-stka i wiele firm po prostu mnie z taką metryką nie weźmie.

Nie podaję swojego wieku w CV składanym na papierze. Niektórzy doradcy zawodowi nawet tak radzą. Ale potem to i tak wyjdzie na jaw. Większość firm rekrutuje przez specjalne portale internetowe lub własne strony, gdzie wklepujesz swoje dane do formularza. Podanie daty urodzenia jest zawsze obowiązkowe. I co zrobisz?

Zauważyłam też, że do zawodów kreatywnych (w tym właśnie grafik) preferują osoby młodsze. Podobnie międzynarodowe korporacje rekrutują wyłącznie tzw. „młodych i energicznych”. Chyba już jestem na ten pociąg spóźniona. Ale tylko dlatego, że wcześniej nie przyjechał żaden.

Ten wpis Beaty jest właśnie o syndromie zamykających się drzwi. Przypomina on o tym, że ty też kiedyś (o ile dożyjesz) się zestarzejesz.

Mówią nam, że masz się cieszyć, bo jutro jest nowy dzień. My na to: hurra, jak fajnie! Tymczasem jest to…o kolejny dzień mniej.

Być może osoby starsze z pewnym doświadczeniem zawodowym mają większe szanse. Ale skoro mają to doświadczenie to znaczy tylko, że zaczynali jako młodzi i się na rynku pracy utrzymali.

Gorzej gdy jesteś w pewnym wieku i zaczynasz od zera.

Ja jestem właśnie w takiej sytuacji, bo gdy byłam młodsza nie udało mi się nigdzie załapać, zdobyć doświadczenia ani zrobić kariery. Dlatego o pracy na fajnych, prestiżowych, kreatywnych a tym bardziej wysokich i dobrze płatnych stanowiskach prawdopodobnie mogę zapomnieć.

Oczywiście nie chodzi o to, że się zamykam, że nie będę czegoś robić, bo jestem na to za stara i w moim wieku nie wypada. Wręcz przeciwnie. Nie cierpię zwrotu „nie wypada”. 

Zamierzam robić wiele rzeczy, łapać różne okazje wysyłać swoje CV bez względu na mój wiek, nawet do końca życia. 

To nie jest tak, że się samoograniczam. Po prostu oceniam realia. Robię swoje ale co z tego gdy – jeszcze raz to powtórzę – to ten co płaci decyduje.

Wiele znanych ludzi zaczęło swoje kariery nawet po 50-tce. Często motywują nas tym memem aby wyzbyć z nas tłumaczenia się wiekiem.

Owszem, teoretycznie jest na to szansa. Ale ci wielcy ludzie to tylko ułamek procenta. Masz pewność, że się w nim znajdziesz? Polecam ten tekst Artura Króla.

Brak wymówek, pracowitość i działanie bez względu na wiek jest potrzebne. Daje ci to pewność siebie i poczucie, że jesteś mimo to czegoś warta.

Ale co z tego skoro pracę i pieniądze dostaniesz dopiero wtedy jak docenią Cię inni… według swoich preferencji w tym wiekowych. Danie Ci szansy jest konieczne. Bez niej ani rusz.

Dlatego na ten ułamek ludzi co odnieśli sukces w późnym wieku przypadają miliony tych co byli tak samo zaangażowani i pracowici ale po prostu nie dostali i nie dostaną tej szansy, bo uznani są jako za starych.

Dostęp do wielu „ambitnych”, „fajnych” i „prestiżowych” zawodów może być dla mnie zamknięty ze względu na brak doświadczenia i wiek. 

Tymczasem sprzątanie zdaje się być zajęciem, które przyjmuje ludzi w różnym wieku. 

Oczywiście są pojedyncze firmy co mają swoje preferencje ale ogólnie w całej tej branży jest większa rozpiętość wiekowa od nastolatków po wiek emerytalny. Raczej przeważają tam osoby po 40-tce. Nie musisz wyglądać młodo i atrakcyjnie ani być na widoku tych którym pasują tylko młodzi. Musisz jedynie wykonać rzetelnie swoją pracę, sprawić, że będzie czysto i tyle. 

To jeden z powodów dlaczego widzę w sprzątaniu sposób na życie oparty na realiach. Ale mam jeszcze inne ważne powody.

Sprzątanie kojarzy się (niesłusznie) z pracą niezbyt wdzięczną, dla osób bez wykształcenia, taką co mało kto chce wykonywać i raczej tymczasową. 

Wiele osób wykształconych co zrobiła karierę lub wreszcie żyje z tego co kocha chętnie opowiada o swojej drodze do miejsca gdzie jest. Często zwierzają się, że zaczynali od szmaty, wiadra i mopa aby zarobić np. na studia, własny projekt czy po prostu na życie. Przyjmowali to z pokorą i uznawali ten etap za przejściowy, za pewien środek do celu.

Super. Tylko dziwi mnie jedna rzecz? Przecież tą pracę też musieli jakoś zdobyć. Jakim cudem ją zdobyli skoro traktowali ją jako coś przejściowego i rozwijali wykształcenie w innej dziedzinie? Przecież pracodawcy szukają kogoś na poważnie i o profilu zawodowym zdefiniowanym konkretnie do tej pracy. Skoro zaczynali to znaczy, że wcześniej nie mieli doświadczenia. Jak to możliwe?

Być może trafili po znajomości, umieli się sprzedać, mieli szczęście albo było duże zapotrzebowanie gdzie brali każdego. Ale nie każdy trafi na korzystne okoliczności.

Dziwię się, bo sama tego się przekonałam. Szukałam już pracy w sprzątaniu i hotelarstwie. Bezskutecznie. Też wierzyłam w mit „od pucybuta do milionera”‚ i liczyłam, że przecierpię to a potem będę kimś. Wierzyłam, że skoro oni tę pracę zdobyli mając zupełnie inny profil zawodowy to ja też mogę. Myślałam, że nie trzeba mieć do tego wielkich kwalifikacji. Sprzątać każdy może. Przecież wystarczy, że na codzień sprzątamy swoje mieszkania przez co wiemy jak to się robi. Czyżby na pewno?

Sprzątanie również wymaga pewnej wiedzy np. o tym jakie są rodzaje powierzchni i czym je czyścić aby nie tylko usunąć brud lecz ich nie zniszczyć. Musisz znać podstawy chemii, wiedzieć jakie plamy i jakie produkty są kwasowe i zasadowe, czym co się eliminuje tak by nie zostawiać smug. Konieczne jest czytanie etykietek na środkach czystości oraz znajomość zasad BHP. Trzeba znać techniki skutecznego sprzątania, obsługę specjalnych urządzeń. Wszystko po to aby jednocześnie sprzątnąć szybko i dokładnie. Tego właśnie uczymy się na kursie.

Zawód ten zamiast kolokwialnie sprzątaczka czy sprzątacz powinien zwać się technik sprzątania. Tak go właśnie nazywają na kursie.

Mi wcześniej nie udało się zdobyć tej pracy ponieważ moje doświadczenie obejmowało tylko sprzątanie własnego mieszkania i kilku cudzych. W tej pracy sprząta się także lokale i różne specjalistyczne miejsca więc trzeba mieć taką praktykę udokumentowaną. Nie mogłam zdobyć takiej pracy, bo nie miałam ani kursu ani doświadczenia. 

Zidentyfikowałam dwa swoje problemy, przez które trudno mi było o jakąkolwiek pracę, nie mogłam nigdzie zacząć ani określić sobie profilu zawodowego.

Jeśli chodzi o tą zgodną z moim wykształceniem to wykształcenie było lecz niewystarczające doświadczanie aby chcieli zatrudnić.

Nie mogłam tak samo zdobyć pracy w tzw. zawodach poniżej kwalifikacji, bo tam nie miałam żadnego doświadczenia a tym bardziej żadnego wykształcenia w tym kierunku. Na dodatek profil, który bardziej podchodził pod moje prawdziwe wykształcenie kłócił się z profilem szukanym do prostych prac. W Hiszpanii nawet do nich trzeba mieć kurs, tytuł i doświadczenie.

Teraz dzięki Czerwonemu Krzyżowi jest szansa aby to wszystko w końcu mieć. Zwłaszcza kuszą te obiecane praktyki i znajomości. Mamy także otrzymać certyfikat zawodowy.

Mam nadzieję, że po ukończeniu kursu nie zostanę sama na lodzie lecz poprowadzą w stronę pracy, bo na praktyki mamy się np. udać z kimś kto nam będzie pomagał.

To też nie tak, że chcę aby ktoś mnie prowadził za rączkę, bo sama sobie nie radzę i tylko biernie czekam. Ja dużo działałam, szukałam pracy na własną rękę, także korzystając z podpowiedzi doradców. Nie udało się. Dlatego cóż jest złego skorzystać z okazji gdzie ktoś cię do twojego celu zaprowadzi? Można być jednocześnie osobą aktywną i zaangażowaną a jednak korzystać z ułatwień gdzie podają ci coś na tacy czy zrobią to za ciebie. Przecież liczy się wyłącznie skuteczność.

Prawda, że chciałam iść w stronę grafiki i mimo tego kursu nadal idę. Lubię grafikę, sama tworzę swoje projekty ale nie dostałam w tym jeszcze konkretnej perspektywy na pracę. Blogowanie przez 4 lata też nic mi nie dało. Zatem nie mam pewności czy ten plan się zrealizuje.

Szukanie jakiejkolwiek pracy to łapanie pierwszej lepszej szansy lub czegoś co do tej szansy przybliża. Szanse raz są raz nie. Przeważnie pojawiają się niespodziewanie a nie wtedy gdy ich szukasz.

Często są zupełnie inne, dotyczące niekiedy innych branż niż się nastawiałaś, inne niż te do których potencjalnie się przygotowywałaś, ale mogłabyś też w nich pracować. 

Na początku tego roku nie przypuszczałam ze dostanę się na taki kurs.

Jeśli poczytamy wywiady czy biografie znanych osób to wielu z nich robi w życiu coś innego niż się nastawiało i też jest z tego szczęśliwa. Dlaczego? Bo przyszła do nich szansa. Sama. Przez przypadek. Przez spotkanie kogoś na swojej drodze.

A jeśli szansa jest pewna to oznacza kompletną zmianę frontu. Niekiedy rzucenie tego co się dotychczas robiło, nie ważne jak długo. Jeśli nowa szansa da coś o wiele lepszego i przede wszystkim jest pewna to trzeba ją brać, bo drugi raz nie przyjdzie.

Prowadzący powiedział nam, że kurs ten jest dla taką szansą. Jednak nie będzie nas na siłę trzymał. Dobrze wie, że ludzie rezygnują z różnych powodów nawet jak wcześniej deklarowali, że będą uczęszczać na zajęcia. 

Najlepszym powodem rezygnacji jest właśnie… dostanie jakiejś innej pracy w trakcie trwania kursu. On to to rozumie i nawet radzi: Wypada ci nagle propozycja pracy – bierz ją i zostaw kurs, bo ta okazja może się nie powtórzyć. A jakby co to Czerwony Krzyż cały czas szkoli. 

Może być też tak, że: odchodzę od grafiki na rzecz sprzątania, szkolę się w sprzątaniu aż nagle ktoś proponuje mi pracę z jeszcze czegoś innego i zatrudnia mnie od zaraz. Wiadomo, że rzucam dla niej kurs.

Do sprzątania nie brak mi predyspozycji a nawet lubię to robić. Sprzątając nawet się relaksuję i jako introwertyk mogę w trakcie podładować swą energię.

Nie mam żadnych osobistych obiekcji do tego zawodu. Nie uważam, że uwłaszcza mojej godności, bo przecież za to płacą. 

Nie brzydzę też się brudu i wielu obrzydliwych odpadów. Owszem, nie są to rzeczy przyjemne ale jak trzeba to się za to wezmę.

Pracowałam już w zawodzie uważanym za najbardziej niewdzięcznym – przy opiece nad starszymi w ich domach w Niemczech. Dostałam tę pracę bez problemu nawet bez doświadczenia, bo było więcej miejsc niż chętnych. 

To robota, którą nie każdy chce wykonywać. Ja jednak nie miałam oporów, bo potrzebowałam pieniędzy. Robiłam tam wszystko, łącznie z podcieraniem tyłków i wynoszeniem gówien. Sprzątałam też domy podopiecznych. Przez miesiąc, dwa, 24 godziny, bez dni wolnych. Dlatego nie będzie dla mnie problemem samo sprzątanie w godzinach od – do. W czasie gdy dziecko jest w przedszkolu. Z Niemiec musiałam zrezygnować, bo zostałam mamą i teraz potrzeba mi pracy do pogodzenia z tą rolą.

Sprzątanie wcale nie musi być zajęciem uwłaszczającym, nudnym i nierozwijającym. Ponieważ można sprzątać wiele typowych a nawet nietypowych miejsc i poznawać ich zakamarki. 

Można sprzątać sale operacyjne w szpitalu po tym jak przeprowadzono operację. 

Można sprzątać szatnie na stadionie znanej drużyny futbolowej.

Można sprzątać zabytki dziedzictwa kulturowego np. Alhambrę nad ranem jeszcze zanim wejdą turyści. Pracować i chłonąć jej klimat. Wchodzić w części niedostępne normalnym zwiedzającym, które też mają swój urok. To byłoby dla mnie bardzo interesujące. 

Co ci wszyscy sportowcy, gwiazdy, lekarze, turyści bez nas zrobią? Może oni się realizują a my po nich sprzątamy. Ale dostajemy za to pieniądze, dzięki którym też możemy się po pracy realizować.

Jestem realistką. Idę po prostu na pierwszą lepszą szansę zawodową. Grafikę, blogowanie mogę sobie uprawiać dla pasji i być zadowolona. Mogę przychodzić do pracy w sprzątaniu, aby odbierać wypłatę. Potem wrócić do domu, zająć się rodziną, aktywnością fizyczną, podróżami i tworzeniem… dzięki zarobionym pieniądzom. Z takim trybem życia też będę szczęśliwa. A jak przy okazji wyjdzie jakieś zlecenie z grafiki czy blogowania to bardzo fajnie.

Prawdopodobnie już nie zrobię nic wielkiego i fajnego zawodowo ale mogę zrobić to w innych obszarach np. pasjach. Jednak skoro nie daje to pieniędzy to z jakiejś pracy trzeba je mieć. 

Chcę mieć zajęcie na które zawsze będzie zapotrzebowanie, które jak najszybciej da mi regularne źródło dochodu.

Do czasu kiedy zastąpią nas sprzątające roboty a my będziemy żyć za bezwarunkowy dochód podstawowy opłacony z opodatkowania maszyn.

Praca w grafice jest niestabilna. Nie mam z tego praktycznie nic. Jest na świecie więcej artystów niż miejsc pracy czy zleceń. Zresztą teraz każdy żeby zaoszczędzić woli sobie sam coś zaprojektować w Canvie niż kogoś zatrudniać.

Jako grafik mogę sobie pykać projekty dla siebie, po godzinach i nadal się z kreatywnością nie rozstawać. Na obecną chwilę sądzę, że jest to styl życia nie wybujały w snach o mitycznym zarabianiu na pasji ale taki jaki biorąc pod uwagę realia, pragnę mieć. 

Czemu widzę szansę w sprzątaniu skoro zarobki są tam podobno niskie?

Dla długotrwale bezrobotnej liczą się jakiekolwiek zarobki, byle tylko zarabiać. Doceniam nawet te mniejsze a przede wszystkim posiadanie umowy zatrudnienia. Oczywiście fajnie aby były one wyższe. U nas średnia wynosi 6€/godz. a nawet mniej. Jako osoba co zaczyna nie może liczyć na dużo i jestem tego świadoma.

Wysokość zarobków zależy od tego gdzie, co i dla kogo sprzątasz. Znam osoby co porzuciły „prestiżową, czystą i fajną” pracę biurową dla sprzątania np. jeżdżąc za granicę. Dlaczego? Dla…wyższych i pewniejszych zarobków. Dla bycia częścią branży co jest potrzebna i nie patrzy na wiek. Temu kto zdecyduje się samemu założyć firmę sprzątającą zwykle dobrze się powodzi.

W Hiszpanii ten pan w zielonej odblaskowej kurtce co ciągnie kubeł na kółkach i zamiata ulicę zarabia więcej niż szeregowy grafik freelancer. Ma stałą pensję, określone godziny pracy i opłacone ubezpieczenie lekarskie. Ten drugi cały czas upomina się o przelewy i ma pustą lodówkę nie przyznając się do tego, bo liczy się prestiż i wizerunek, który przecież bieda psuje.

Pierwszego dnia kursu każdy się przedstawiał i mówił dlaczego chce zrobić ten kurs. Ja właśnie powiedziałam, że też jestem realistką: długo szukam zajęcia w grafice i nie wyszło, dlatego tworzyć mogę sobie dla pasji czy okazyjnych zleceń lecz regularny dochód czerpać z konkretnej pracy i niech to będzie sprzątanie. Prowadzący podkreślił, że to bardzo mądra decyzja.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pewne pytanie. Dobrze aby zrobić to jeszcze w szkole przed wyborem drogi zawodowej (choć trudno się sprecyzować gdy się jest nastolatkiem).

Czy idziesz po to by było fajnie, estetycznie i ambitnie czy po pieniądze? 

Byłoby super mieć jedno i drugie. Najlepiej znajdować się w środku tzw. koła Ikigai.

Z pewnością parę osób ten stan osiągnie. Ale patrząc realnie, to czy jest on dostępny dla WSZYSTKICH od razu?

Tak się składa, że samą fajnością, ambicją, prestiżem i brokatem spływającym ze ścian rachunków nie opłacisz, dziecka nie nakarmisz i nawet pasji nie dasz rady realizować, bo to wszystko kosztuje. Lepiej za wynagrodzeniem sprawić aby czyjeś otoczenie lśniło czystością i estetyką. A później spełniać się w innych dziedzinach mając finansowy grunt pod nogami.

Jeśli ten kurs doprowadzi mnie do zdobycia pracy czyli wyjścia z kręgu tzw. wykluczonych zobowiążę się do jednej rzeczy. Jeśli coś wreszcie pomogło, coś zadziałało to warto się temu odwdzięczyć. 

Jeśli zdobędę pracę to myślę o przekazywaniu co miesiąc skromnej kwoty np. 10€ na Czerwony Krzyż na ile pensja pozwoli. 

Uważam też, że szczęściem warto się dzielić z innymi, bo od niego wiele zależy. Chcąc dokonać tej darowizny zamiast samemu robić przelew internetowy pójdę do po prostu przedstawiciela handlowego Czerwonego Krzyża.

Wszelkie organizacje, fundacje poszukują darczyńców, którzy zechcą przekazywać datki regularnie co miesiąc automatycznie pobierane z konta. W tym celu wysyłają na ulicę przedstawicieli handlowych (branych za wolontariuszy), którzy poszukują tzw. „socios”

Ich praca nie należy do stabilnych i łatwych. Zarabiają na prowizji i muszą wyrobić normę, czyli znaleźć konkretną ilość darczyńców dziennie. Wiadomo, że większość zaczepionych ludzi im odmawia. To są zazwyczaj osoby młode bez perspektyw na lepszą pracę. Rozumiejąc ich sytuację mogę się, z którymś z nich podzielić. Niech ktoś ma to szczęście, że do niego przyszłam i tę otrzyma tę prowizję ode mnie. 

A jeśli Czerwony Krzyż zdoła mi pomóc to chcę aby mógł dalej pomagać innym. 

Co jeszcze zamierzam tym tekstem przekazać oprócz swoich wywodów?

Wielki szacun dla każdego, kto zarabia sprzątaniem. Jeśli się tym zajmujesz wiedz, że wykonujesz bardzo wartościowa pracę dla społeczeństwa i nie jesteś gorszy od tego co siedzi w garniturze za biurkiem czy robi kreatywne rzeczy.

My sami często spotykamy ich na naszej drodze, kiedy sprzątają obiekty z których korzystamy. Czasem robią po nas przed otwarciem lub zamknięciem a czasem w trakcie. Widzimy ich na uczelniach, zakładach pracy, sklepach, przychodniach, siłowniach, klatkach schodowych, którym przywracają czystość. Przesuwamy się na chwilę, podnosimy nogi do góry aby mogli przejechać mopem. 

Szacunku do tego zawodu nauczyła mnie mama. To ja po szkole przychodziłam do niej do pracy. Niekiedy zostawaliśmy do późna a wychodząc czy idąc o toalety mijaliśmy panie sprzątaczki. Mama powiedziała mi, że każdego należy szanować bez względu na zawód, nawet gdy jest na najniższym szczeblu. Radziła aby nie mówić sprzątaczka, lecz pani sprzątająca.

Pani sprzątającej zawsze warto powiedzieć dzień dobry i do widzenia. Jeśli nie zakłóca to pracy można sobie sympatycznie pogadać. Moja mama zawsze mile odnosiła się do pań sprzątających i dobrze je znała.

Ja gdy jestem na siłowni czasem pogadam sobie z tymi, które sprzątają szatnie. Będąc tam regularnie praktycznie się znamy. To są naprawdę sympatyczne osoby, tacy jak ci z ambitnych zawodów, inteligentne, mądre, z poczuciem humoru.

Warto zdawać sobie sprawę, że wykonują ten zawód z różnych powodów i wcale nie znaczy, że są gorsze. Sprzątają, bo życie zmusiło, bo tylko taka praca jest dla nich, bo to naprawdę im się bardziej opłaca albo nawet dlatego, że…lubią to robić. 

Wielu takich naprawdę konkretnych facetów, którzy dobrze kalkulują co przyniesie im korzyści pracują jako technicy sprzątania. Skoro wybrali ten zawód to znaczy, że jednak je przynosi. Zajmują się głównie obsługą specjalistycznych urządzeń czyszczących, samojezdnych, szorowarek i polerek do podłóg czy odkurzaczy przemysłowych. Chciałabym też się z tymi maszynami dobrze zapoznać, nie zawahać się ich użyć, bo ta umiejętność daje wieksze możliwości w obrębie tej pracy.

Doceniajmy i szanujmy osoby sprzątające jak każdy personel, bo nigdy nie wiadomo czy my też nie podejmiemy się tego stanowiska.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...