Jak spędzam świąteczny czas w Hiszpanii, skromnie i w wielokulturowej rodzinie
Samo życie, W Polsce, Za granicą

Jak spędzam świąteczny czas w Hiszpanii, skromnie i w wielokulturowej rodzinie


Powiem szczerze, Święta Bożego Narodzenia to dla mnie magiczny czas, zwłaszcza spędzony w Polsce, w polskich tradycjach w domu rodzinnym. Czas spokoju, zadumy i nie zapominajmy, że też wartości duchowych, które zostały przyćmione przez gwiazdkową komercję. W końcu świętujemy z okazji narodzin Chrystusa. Po czasie większość z nas przyzna, że kocha ten cały nastrój. Zwłaszcza jak przyjdzie mu go spędzić w innych okolicznościach np. za granicą, skromnie czy w wielokulturowej rodzinie.

Kocham to całe napięcie, którego punktem kulminacyjnym jest Wigilia, które po niej swobodnie opada aż do święta Trzech Króli.

Okres świąteczny mam na myśli od połowy grudnia do 6 stycznia. Dlatego nie jest dla mnie problemem, że ten wpis powstaje po punkcie kulminacyjnym. Wcześniej nie miałam czasu o czym wspominałam na moim LIVE z życzeniami dla Was.

Jest 26 grudnia a ja siedzę sobie w hiszpańskiej kawiarence pisząc go na laptopie. Gdy weszłam puścili „All I want for Chrstmas” Mariah Carey. Chwilę później poleciała moja ulubiona świąteczna piosenka ze sceny z manekinami z „Kevin sam w domu”. Mam więc klimat w sam raz do pisania.

Zatem zachwycajmy się dalej, wracając myślami do Polskich świąt.

Świąteczny czas to ubieranie choinki i jej zapach niosący się po całym domu. Kupowanie prezentów, krzątanie, sprzątanie, lepienie pierogów i gotowanie świątecznych potraw. Na szczęście bez żywego karpia w wannie, z którego za moją inicjatywą moi rodzice ostatecznie zrezygnowali wiele lat temu. To te wszystkie dekoracje, pięknie oświetlone okna i ogródki podziwiane nocą. To polskie kolędy, pastorałki i amerykańskie świąteczne hity przygrywane w radiu. To telefon zapchany animowanymi gifami z życzeniami oraz, na szczęście, że wciąż – skrzynka pocztowa kartkami.

Świąteczny czas to spotkania rodzinne u nas w domu w mniejszym gronie czy u ciotek gdzie zjeżdża się cała rodzina i wszystkie dzieciaki. Ktoś przebiera się za Mikołaja co daje prezentu i jest naprawdę wesoło. Pamiętam że gdy byłam dzieckiem za Mikołaja przebrał się mój wujek, który ma duże, pełne sarkazmu poczucie humoru. Pozwolił sobie na mocny żart. Podarował wszystkim dzieciom… rózgi uznając, że były niegrzeczne. Większość kuzynów się z tego śmiała. Ja jako nadwrażliwe dziecko wzięłam to do siebie zbyt poważnie. Poczułam się skrzywdzona, że aż się popłakałam. Na szczęście Mikołaj się ulitował. Stwierdził, że niektóre dzieci „szczerze żałują za swoje grzechy”. Zmienił zdanie i dał nam wszystkim normalne prezenty. Od razu powrócił mi uśmiech.

Świąteczny czas to pójście do kościoła na pasterkę i oglądanie szopki. To kolejne wolne dni, spędzone na mszach, odwiedzinach, lokalnych wyjazdach, jarmarkach, spacerach czy po prostu nicnierobieniu albo wręcz przeciwnie – nadrabianiu zaległości.

To oczekiwanie na Nowy Rok i sylwestrowa impreza, najlepiej prywatka czy w wynajętym lokalu ale czasem też w domu z rodzicami albo przed ratuszem gdzie rozgrzewamy się szampanem. Potem leniwe pierwsze dni Nowego Roku i od kilku lat wolne od pracy Święto Trzech Króli z K+M+B wypisanym święconą kredą na drzwiach domu.

To także stres, zamieszanie, szał przygotowań, albo odpuszczanie z braku czasu i przez zmęczenie. To napięte dyskusje przy wigilijnym stole, ciągłe kłócenie się i następnie godzenie – hahaha – tak, to też dla mnie magia świąt.

Od 2004 r. pomieszkuję sobie z przerwami w Hiszpanii. Na święta najczęściej przyjeżdżałam do Polski do rodziców, ponieważ tęskniłam za „jedynym prawdziwym” świątecznym klimatem. Jednak nie zawsze mam możliwość przyjazdu, wiadomo czas i pieniądze są decydujące.

Czasem świadomie wybieram, że na święta zostaję w Hiszpanii. W końcu tutaj też stworzyłam swoją rodzinę – męża, synka i kota. Nie zawsze mamy możliwość by np. jechać na święta do Polski razem.

Tutaj też jest świąteczny klimat. Trochę inny od polskiego, którego jeśli mi brakuje to mogę sobie stworzyć w domu jego skromną namiastkę i być zadowolona. Dzięki Whatsap czy Skype jestem w stałym kontakcie z rodzicami w Polsce. Przez kamerkę przekazujemy sobie nastrój z naszych domów.

Po latach mieszkania w Hiszpanii zaczęłam oswajać się z tutejszymi tradycjami i odkrywać to, że one też mają swój klimat i ludzie naprawdę nim żyją. Również na swój sposób. Wierzący przeżywają je duchowo a niewierzący jako spokojny czas odpoczynku i zabawy. Owszem, świąteczne tradycje hiszpańskie są trochę inne ale jest też wiele wspólnych.

Myślę, że warto będzie wspomnieć o tym jak obchodzi się świąteczny okres w Hiszpanii.

Świąteczny klimat tworzy się już w połowie listopada. W centrach handlowych, sklepach, barach stopniowo pojawiają się dekoracje. Z początkiem grudnia stawiają pierwsze choinki. Tradycyjnie nakręcana jest cała kampania marketingowa i liczne promocje zachęcające do zakupów, oczywiście prezentów. Galerie handlowe wręcz pękają w szwach i trudno jest się po nich poruszać. Wszyscy zniecierpliwieni czegoś poszukują lub chcą chłonąć świątecznego klimatu i rozrywki.

W centrum miasta ustawiają się świąteczne jarmarki. Zwykle to co się na nich sprzedaje jest dość drogie. Ale wiele ludzi wybiera się tam wieczorem z całymi rodzinami aby pospacerować i podziwiać miejskie dekoracje świąteczne, czy szopki, które potrafią naprawdę okazałe.

Jeśli chodzi o prezenty to tutaj nie daje się ich w Wigilię, lecz na Trzech Króli. To Trzej Królowie a nie św. Mikołaj je wręczają.

Zdarza się, że jakiś prezent jest nietrafiony, wtedy można skorzystać z tzw. ticket regalo, który dokładnie opisała moja koleżanka z Madrytu Olga.

Na białe święta raczej liczyć tutaj nie można. W Andaluzji śnieg pada tylko w górach Sierra Nevada. Owszem, zdarzy się jeden dzień, że popada kilka godzin i za chwilę stopnieje jak było rok temu na Trzech Króli. Zresztą nawet w Polsce nie mamy ostatnio gwarancji śniegu.

Temperatury są raczej powyżej zera. W południe i tylko w słońcu czasem mamy skoki temp. do 15 a nawet 20 stopni. Wydaje się, że jest ciepło. W Polsce niemożliwe bym chodziła o tej porze w krótkiej skórzanej kurtce lub bez. Ale w ciągu jednej doby w nocy temp. potrafi spaść do 3 stopni czy nawet do zera. Wybierając się wieczorem na świąteczny jarmark czy wychodząc z domu do pracy wcześnie rano można naprawdę nieźle zmarznąć.

To właśnie dlatego turysta z północy Europy jest zaskoczony gdy jemu jest ciepło i ma krótki rękaw a miejscowi chodzą w zimowych, puchatych kurtkach i szalikach. Mnie na początku też to dziwiło. Dziś… ubieram się dokładnie w ten sposób.

Nie wyobrażam sobie zimy w Hiszpanii bez body bielizny termicznej. Tym bardziej, że ogrzewanie w domach pozostawia wiele do życzenia. Jest kiepskie, niewydajne i kosztowne a w wielu domach nawet go brak.

Tydzień przed Wigilią to czas tzw. spotkań opłatkowych. Chociaż nie opłatkowych, bo tutaj opłatkiem się nie dzieli. Są to po prostu świąteczne śniadania, obiady w firmach, instytucjach, szkołach, przedszkolach. Firmy organizują swoje bankiety dla pracowników. Wynajmują do tego restauracje, hotele lub organizują w swoich siedzibach.

Miałam okazję wziąć w nich udział kiedy pracowałam, lub na spotkaniach z pracy męża. Pamiętam gdy pracował w rodzinnej firmie to szef organizował dla wszystkich bankiet z pysznym jedzeniem w firmie z wynajęciem cateringu lub w swoim domku na wsi z grillem. Pracownicy przychodzili z całymi swoimi rodzinami.

Teraz mąż pracuje w korpo, które w okresie przedświątecznym jest bardzo hojne dla swoich pracowników. Organizuje świąteczne bankiety w hotelach, najlepszych restauracjach, funduje rozrywki takie jak skałki wspinaczkowe czy escape room. Ale tylko dla nich. Osoby towarzyszące i rodziny pracowników NIE są zapraszane. A szkoda. Tak samo mają inne międzynarodowe korpo.

Przedszkole mojego syna organizowało świąteczne śniadanie, na które rodzice przebierają swoje pociechy. Komitet rodzicielski funduje poczęstunek i prezenty, które przynoszą Trzej Królowie.

Tak samo jak na całym świecie tutaj też zbiera się Polonia. Co roku biorę udział w świątecznym obiedzie polonijnym, na który każdy przygotowuje coś do jedzenia. Dzięki temu możemy spróbować ulubionych polskich potraw. Zawsze są te ukochane pierogi. Do polskich dzieci przychodzi mówiący po polsku Mikołaj. To właśnie tutaj możemy tradycyjnie, po polsku podzielić się opłatkiem.

Gdy zostaję na święta w Hiszpanii opłatek przysyłają mi rodzice.

Przed świętami Hiszpanie najbardziej lubują się w loteriach. To one wzbudzają w nich największe emocje. Choć dobrze wiedzą, że jest to rozbudzanie złudzeń, sposób na zarobienie kasy i bardzo małe prawdopodobieństwo by coś wygrać. Mimo to liczą na szczęście. Może w tym roku im dopisze.

Loterie stały się już tradycją hiszpańskich świąt. Powstają oryginalne, wzruszające reklamy zachęcające do udziału. W tym roku reklama była stylizowana na film „Dzień świstaka”

Największą loterią jest tutaj Loteria de Navidad, taki totolotek. Można wygrać nagrody pieniężne a główna nagroda to kilka milionów i nazywa się El Gordo. Każdy Hiszpan marzy o wygranej i kupuje los, który jest bardzo drogi. Kosztuje 20€. Niekiedy składają się na niego pracownicy firm, rodzice w szkołach i przedszkolach, grupy znajomych itp. aby podzielić się ewentualną wygraną.

22 grudnia to ważny dzień, ponieważ wtedy z rana odbywa się losowanie, które transmitują na żywo w telewizji. Trwa ono 5 godzin. Losują dzieci wyśpiewując wybrany numerek i wartość nagrody.  Najczęściej pada suma 1.000€. Największą frajdę mają te dzieci, które wylosują El Gordo. Potem wyniki publikowane są w Internecie i w kolekturach.

Ci, którzy nic nie wygrali mają jeszcze szansę wziąć udział w drugiej loterii tzw. Loteria del Niño, w której nagrody losowane są 6 stycznia.

Bardzo popularne są też tutaj tzw. La cesta de Navidad, czyli koszyk bożonarodzeniowy. Jest to koszyk różnych atrakcyjnych przedmiotów do wygrania. Wystawiają go np. bary, sklepy, fitness cluby, stowarzyszenia lokalnych przedsiębiorców. Do koszyka wkładają swoje produkty czy usługi. Sprzedają swoim klientom losy za kilka Euro. Wygrywa ten los, którego numery odpowiadają ostatnim numerom głównej nagrody w loterii del Niño.

24 grudnia pracuje się ale pracownicy idą wcześniej do domu gdyż jest Wigilia. To czas spotkań najbliższych. Nikt nie chce być sam. Nigdy nie miałam okazji być na typowej hiszpańskiej Wigilii w hiszpańskim domu. Nie wiem czy są jakieś tradycyjne potrawy. Ale wiem, że popularne jest jedzenie wieprzowej szynki wędzonej tzw. jamon serrano krojonej w plastry z wielkiej świńskiej nogi, którą niektóre rodziny kupują sobie na święta w całości. Pije się wino. Je się różne słodkości, wśród których popularne są ciasteczka surtido oraz turrony, w których sprasowane są różne składniki takie jak karmel, migdały, kokos. O tej porze roku można w sklepach zobaczyć wiele rodzajów turronów.

O północy odbywa się pasterka, na którą ludzie wierzący się wybierają. Nazywa się La Misa del Gallo czyli Masza Koguta. Ponieważ to kogut gdy zapieje oznajmia początek dnia oraz narodziny Chrystusa. Miałam okazję być na hiszpańskiej pasterce, gdzie tradycyjnie wystawiona jest szopka. Na koniec mszy wierni podchodzą do ołtarza tak jak do komunii aby ucałować w kolanko barokową figurkę małego Jezuska, którą trzyma ksiądz.

25 grudnia to dzień wolny. Sklepy są zamknięte. Wtedy wszyscy odpoczywają, idą na spacer, odwiedzają się. Każdy spędza go tak jak chce. Natomiast 26 grudnia wielu ludzi już idzie do pracy. Otwierane są przedszkola i sklepy. Tu już mamy istotną różnicę w stosunku do Polski gdyż u na sten dzień jest także wolny. Ale wciąż jest więcej luzu i spokoju. Życie tak jeszcze nie pędzi i wciąż cieszymy się świątecznym czasem.

28 grudnia jest tzw. El Dia de los Santos Innocentes czyli dzień świętych niewiniątek. To taki hiszpański Prima Aprilis kiedy ludzie robią sobie dowcipy a w mediach podają fakowe newsy. Moja znajoma Hiszpanka zawsze tego dnia wrzucała na swojego Facebooka zdjęcie podczas przymiarki sukni ślubnej lub z brzuszkiem, po którym głaszczą ją koleżanki. Potem oświadczała, że to żart. Suknia była pożyczona a za brzuszek robiła poduszka.

Jednak to taki paradoks, ponieważ dzień nie jest pretekstem do żartów i nie wiem skąd się wzięła ta tradycja. Według religii katolickiej to dzień kiedy król Herod rozkazał wyrżnąć niewinne dzieci płci męskiej poniżej 2 lat urodzone w czasie kiedy urodził się Jezus, bo być może wśród nich jest on i uda mu się go unicestwić. Ale Świętej Rodzinie udało się uciec do Egiptu.

Potem jest Sylwester 31 grudnia. Tak samo jak w Polsce tutaj pije się szampana, wychodzi się tu na różne imprezy, do lokali, na prywatki lub idzie na miasto przed ratusz aby odliczać do północy. Właśnie to odliczanie jest tradycją. Każdy ma ze sobą 12 winogron. O północy z każdym tyknięciem zegara zjada się po jednej winogronie. Trzeba zdążyć zjeść wszystkie nim wybije Nowy Rok, bo to ponoć przynosi szczęście. Tak jak w Polsce w telewizji transmitują koncerty sylwestrowe i przede wszystkim wielkie odliczanie z winogronami na placu w Madrycie. Są oczywiście pokazy sztucznych ogni i tak samo głośno strzelają strasząc zwierzęta domowe.

Pierwszy stycznia to dzień wolny i tak samo jak Polska Hiszpania budzi się po imprezach. Te dni upływają spokojnie. Jedni już pracują, jedni mają więcej luzu. Ale to jeszcze nie koniec świętowania bo nadchodzi najważniejsze święto dla Hiszpanów – Los Reyes Magos czyli Trzech Króli.

5 stycznia wieczorem wszystkie miasta, wioski, dzielnice organizują orszak Trzech Króli zwany La Cabalgata. Przebrani Trzej Królowie jadą ulicami na udekorowanych platformach przy dźwiękach muzyki i rzucają do tłumu cukierkami. Hiszpanie lubią wybywać na ulice i robić wielki tłum, ale wtedy jest on największy w całym roku. Trudno jest się przecisnąć. Przede wszystkim dzieci chcą się wepchnąć przy samym krawężniku aby złapać cukierka. Jest istne szaleństwo.

Ze względu na te tłumy ja raczej na Cabalgata do centrum Granady nie chodzę. Jednak pamiętam jak mieszkałam kiedyś w malej miejscowości obok miasta. Siedziałam w domu i nie zwróciłam uwagi, że to Trzech Króli. Nagle usłyszałam muzykę i okrzyki radości. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam orszak jadący pod moim domem. Od razu wyszłam na ulicę. Ponieważ to była mała miejscowość to wielkich tłumów nie było. Dzięki temu królowie rzucali cukierki prosto w moje ręce.

Natomiast 6 stycznia to dzień wolny i czas kiedy cala rodzina spotyka się przy stole, bardziej uroczyście niż w Wigilię. Ten dzień najbardziej kochają dzieci, bo wtedy przychodzą Trzej Królowie z prezentami tak jak u nas Mikołaj. Wtedy jest szał odpakowywania prezentów i pokazywanie kto co dostał. Dzieci zakładają na głowy papierowe korony.

Na stół podają bardzo słodkie ciasto w kształcie okręgu zwane Roscon de Reyes. Piekarnie prześcigają się w sprzedaży najbardziej okazałych. W jego środku znajduje się drobny upominek i szczęście ma to dziecko co trafi na kawałek właśnie z nim. Miałam okazję spróbować i dla mnie jest on zdecydowanie za słodki. Aczkolwiek to miła tradycja.

Początkowo tak huczne obchodzenie Trzech Króli bardzo mnie dziwiło. Wyjechałam do Hiszpanii kiedy w Polsce to był jeszcze dzień roboczy. Ale w końcu wsiąknęłam w nie i zrozumiałam jego sens, który ma swoje podłoże w religii. To przecież Trzej Królowie przynieśli dary Jezusowi więc nic dziwnego, że to oni są od dawania prezentów.

Kiedy ustanowiono w Polsce trzech Króli dniem wolnym zauważyłam, że wiele nowych tradycji przejęto z krajów takich jak Hiszpania. W Polskich miastach organizuje się orszaki.

Wtedy kiedy to ustanowiono spędzałam święta w Polsce i uczestniczyłam na takim orszaku, który zorganizowało moje miasto. Szczerze bardziej podobał mi się niż orszak hiszpański. Królowie jechali na koniach. Do roli Baltazara zaangażowano czarnoskórego mężczyznę. Tymczasem w Hiszpanii często biały facet maluje sobie twarz czarną farbą i wraz z przyklejoną brodą wygląda komicznie. Choć kreatywność w przebieraniu nie zna granic.

Królowie podjechali pod ratusz i rozmawiali z prezydentem miasta, który był Herodem. Nim pojechali do największej w mieście szopki odwiedzili po drodze kościół zielonoświątkowy i prawosławny, aby złożyć ich wiernym życzenia świąteczne, ponieważ oni 6 grudnia obchodzą Boże Narodzenie.

Mimo wierności polskim tradycjom i tęsknotą za rodzinnymi świętami w ciągu lat przesiąkłam tymi hiszpańskimi. Obchodząc święta łączę tradycje obu krajów. Natomiast duży akcent na święto Trzech Króli rzeczywiście sprawia, że ten magiczny czas jest przedłużony. Będąc w Hiszpanii z każdym rokiem coraz bardziej mi się ten klimat udziela.

Nie robię wprawdzie w domu obiadu z okazji Trzech Króli ale obchodzę Wigilię.

Nie wszyscy Hiszpanie stawiają w domu choinkę. Ale u mnie musi być. W moim rodzinnym domu w Polsce zawsze była prawdziwa. Tutaj mogę mieć tylko sztuczną, kupioną u Chińczyków. Prawdziwej nie ma gdzie kupić. Może gdyby się uparło to by się taką jakoś zdobyło. Nie próbowałam. Z drugiej strony to mniej sprzątania, gdyż rozbieranie choinek w przeciwieństwie do ubierania nie jest już takie magiczne i przyjemne.

Nie przygotowuję 12 potraw, bo nie mam na to czasu ani nie jest nas tyle aby wszystko zjeść. Zawsze spędzaliśmy Wigilię tylko ja i mąż dlatego jest raczej skromnie. Wcześniej zapraszaliśmy na nią znajomych, zazwyczaj cudzoziemców, którzy są daleko od swoich domów i nie mają z kim pędzić świąt. Od 2 lat jest z nami nasz synek.

Wiele razy przygotowywałam barszcz z uszkami. Jedliśmy po hiszpańsku szynkę i piliśmy wino. Co roku staram się przygotowywać pierogi. Robię dwie wersje. Jedne z kapustą i grzybami – moje ulubione a drugie z mięsem, które uwielbia mój mąż. W tym roku nie miałam czasu ulepić je przed Wigilią więc zrobiłam je w drugi dzień świąt.

Puszczałam Polskie kolendy ale ostatnio chyba nie mogę ich słuchać gdy jestem w Hiszpanii. W momencie gdy je słyszę udziela mi się największa tęsknota za polskimi świętami, że aż łzy same lecą mi z oczu. Nie dam rady funkcjonować cały czas rycząc.

Jest to trudne, bo przecież zależy mi aby mój synek je poznał. Na szczęście znalazłam na to sposób – śpiewanie ich jemu zamiast puszczania. Kiedy śpiewam to mniej płaczę niż gdy słucham.

Jak to jest obchodzić święta w rodzinie wielokulturowej? Przecież taką rodziną jest właśnie moja.

Mąż pochodzi z Maroka, gdzie świąt Bożego Narodzenia się wcale nie celebruje. Ten okres to dla nich zupełnie normalne dni. Co innego gdyby to była np. Polka i Hiszpan. Oboje obchodzą święta, mają różne tradycje i przynoszą je ze swoich rodzinnych domów mieszając ze sobą. W naszym przypadku tylko ja mam co wnieść. Więc wnoszę i mamy sporo polskich tradycji. A tradycje hiszpańskie wchodzą za sprawą otoczenia.

Mąż bardzo polubił Boże Narodzenie i od tej pory razem ze mną świętuje i uczestniczy w przygotowaniach. Przede wszystkim dla pierogów i oczywiście prezentów. Tak się składa, że ma urodziny w połowie grudnia a potem są święta, więc dwa razy pod rząd życzy sobie prezentów. Ale ja również od niego coś dostaję.

Najfajniej będzie jednak miał mój synek, który ma pretekst aby w ciągu zaledwie 2 miesięcy dostawać maraton upominków. 6 listopada ma urodziny. 6 grudnia są Mikołajki według polskiej tradycji. Potem jest Wigilia, także po polsku więc z prezentami od Mikołaja pod choinką. A ponieważ wychowuje się w Hiszpanii to 6 stycznia jest Trzech Króli. Jego koledzy i koleżanki będą dostawać wtedy prezenty od Reyes Magos, więc on też chciałby. A ty rodzicu szukaj, kupuj albo samemu zrób jeśli jesteś kreatywny.

Pamiętajmy też o ludziach, którzy muszą spędzić święta w pracy. Niektóre firmy czy instytucje muszą i w tym czasie funkcjonować. Nie każdy może mieć wolne. Niekiedy pracuje na tyle daleko od domu, że nie jest w stanie od razu po robocie pędzić do rodziny aby nadrobić.

Ja święta w pracy spędziłam tylko raz w życiu, choć wtedy jednocześnie pracowałam i świętowałam.

Byłam wtedy w Niemczech pracując jako opiekunka osób starszych 24h wysyłana z agencji. Zgodziłam się pojechać tam na święta ponieważ są większe stawki. Spędziłam ten czas z niemiecką, protestancką rodziną. Uczestniczyłam w ich świątecznych tradycjach i napracowałam się po wszystkie czasy, bo w końcu to ja byłam od usługiwania. Abstrahując od tematu zamierzam stworzyć serię wpisów o mojej pracy opiekunki w Niemczech, ponieważ wiąże się z tym wiele ciekawych historii, niekiedy mrożących krew w żyłach oraz porad praktycznych.

Najbardziej tęskniłam zarówno za Polską jak i Hiszpanią. Obowiązki nie pozwalały na zbyt długie posiedzenia na Skype z rodzicami i z mężem. Moja podopieczna nie pozwalała „marnować” ani minuty czasu pracy, za którą jak słono płaci to wymaga.

Wtedy tym bardziej zrozumiałam, że teraz mam dwa domy. Mój dom jest tam gdzie jestem, tam gdzie mam rodzinę zarówno tą, z której pochodzę jak i tą, którą stworzyłam. Tam gdzie jest mój dom, tam są moje święta. Zarówno w jednym jak i w drugim chcę stworzyć niezapomniany klimat na ile mogę.

Pragnę aby mój synek z każdym rokiem wczuwał się w magię świąt. On już na starcie pozna zarówno polskie jak i hiszpańskie tradycje. Jestem ciekawa z których co wyniesie, które najbardziej polubi i czy tak jak ja będzie miał swoje wspomnienia i skojarzenia wprowadzające go w świąteczny nastrój. Mamy obowiązek aby mu to wszystko przekazać swoim dzieciom, tak samo jak wspaniale przekazali mi to moi rodzice za co im ogromnie dziękuję.

A wam drodzy czytelnicy życzę dużo szczęścia w Nowym Roku i kolejnych zdrowych, pogodnych, magicznych i rodzinnych Świąt.

Grafika tytułowa jest mojego autorstwa.

Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, poszukująca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, próbuje sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek".

Może Cię zainteresować...