Idź do pracy w hotelu. Tam z miejsca Cię przyjmą.
Moja praca to, Samo życie, W Polsce

Idź do pracy w hotelu. Tam z miejsca Cię przyjmą


Poszukaj sobie pracy w turystyce np. w jakimś hotelu. Tam zawsze kogoś potrzebują. Nie ważny brak doświadczenia. Znam takich co bez niego zostali zatrudnieni. Wyszkolą Cię. Zwłaszcza w Hiszpanii. Ten kraj żyje z turystyki więc roboty tam powinno być masa. Nie marudź tylko rusz dupę a praca będzie. Często dostaję „dobre rady”, gdzie powinnam szukać pracy. Tymczasem jaka jest rzeczywistość? Wśród CV złożonych do hiszpańskich hoteli mam największą skalę milczenia i odrzuceń spośród wszystkich branż, do których się zgłaszałam.

Tylko raz zaproszono mnie na rozmowę w sprawie sprzątania pokoi. Okazało się, że to nie był hotel tylko firma zewnętrzna. Ostatecznie mnie nie wybrano.

Miałam jeszcze jedno doświadczenie z branżą hotelarską. Gdyby pozytywnie się zakończyło, to może już dawno robiłabym tam karierę. Niestety okazało się jednym wielkim rozczarowaniem i utraconą nadzieją, bo bardzo chciałam tam pracować. Zwykle mówienie o porażkach w poszukiwaniu pracy nadal uważa się za obciachowe tematy tabu psujące Twój wizerunek, podczas gdy w innych dziedzinach wyznaje się je na lewo i prawo. Pewnie przez uprzedzenia i ryzyko oskarżenia, że z nami jest coś nie tak, że zachowujemy się źle zniechęcając do siebie pracodawców. Przecież znaleźć pracę to pryszcz! Podobno. Jeśli Tobie się to udało to innym powinno pójść jak na maśle. A jak ci się nie udaje, to pewnie masz zbyt wysokie wymagania, brak ci pokory i pracowitości.

Postanowiłam to tabu przełamać i opisać swoje doświadczenie. Nie dlatego, aby wieszać psy na turystyce i hotelarstwie, bo mnie odrzucono. Być może tobie się udało i powinieneś to doceniać. Ale nie każdemu może to być dane od razu. Bo wszystko zależy na jakich ludzi trafisz i czym się kierują dokonując wyboru pracownika. Chyba nigdy ich nie rozszyfrujemy o co naprawdę im chodzi.

Chcę przez tę historię porażki pokazać, że nawet jak jesteś skreślona, jak twierdzą, że nie wpasowujesz się w profil i nie masz już na co liczyć to mimo wszystko warto powalczyć do końca.

Warto też podjąć inicjatywę kiedy na głowę walą się nieprzewidziane sytuacje, nawet gdy okaże się, że nikt tego nie doceni. Przynajmniej da ci to świadomość, że postąpiłaś fair i zrobiłaś wszystko najlepiej jak mogłaś aby tę pracę zdobyć.

Sytuacja ta miała miejsce jednak w Polsce. Nie byłam jeszcze mamą. Z braku perspektyw w Hiszpanii wróciłam do Polski aby ich poszukać w rodzinnym kraju.

Pewnego dnia trafiłam na ogłoszenie w prasie. Znany lokalny 4-gwiazdkowy hotel szukał specjalisty do spraw sprzedaży. Czyli kogoś, kto będzie prezentował oferty klientom i dobierał do ich potrzeb. Będzie organizował wesela, konferencje, imprezy, noclegi dla grup. Choć nie miałam w tym doświadczenia to praca wydała mi się ciekawa i czułam, że na pewno jej podołam. Pensja była taka sobie. Ale na tym etapie jej wysokość nie miała znaczenia. Byłam po bezowocnych poszukiwaniach, które doprowadzały mnie do depresji. Chciałam po prostu pracować i zarabiać cokolwiek. Wiedziałam też, że na początek nikt mi nie da pensji prezesa, więc się nie dziwiłam. Na wszystko trzeba zasłużyć.

Podjęłam decyzję, że się zgłoszę. Wysłałam CV i o dziwo dostałam szybką odpowiedź mailową od menadżerki. Zostałam zaproszona na rozmowę. Bardzo mnie to ucieszyło. Postanowiłam się dobrze przygotować. Uważnie przeczytałam historię tego hotelu, ponieważ umiejscowiony był w okazałym, zabytkowym obiekcie z przeszłością. Studiowałam ofertę podaną na stronie internetowej. Trzeba wiedzieć jak najwięcej o firmie w jakiej się chce pracować.

Przyjechałam na miejsce. Powitała mnie menadżerka, nazwijmy ją Rudzielec. Oznajmiła, że jest zainteresowana przyjąć mnie na próbę. Osoba, co będzie pracować na tym stanowisku będzie przeszkolona. Musi w praktyce poznać jak działa hotel oraz każdy jego zakamarek. Szkolenie to będzie jednocześnie próbą, która potrwa tydzień.

Na początek mam zacząć na recepcji. Dobrze – bez wahania zgodziłam się. Od kiedy zaczynam? Od teraz. No to do roboty.

Daję znać tacie co mnie podwiózł, by nie czekał i wracał do domu, bo od dziś… zaczynam pracę. Mam nadzieję, że będzie tą przyszłą.

Skierowano mnie za recepcyjną ladę. Recepcjonistą był chłopak niewiele młodszy ode mnie, bardzo poważny, zamknięty, nie okazujący emocji, więc nazwijmy go Sztywnias.

Była też Mentorka. Tak można nazwać dziewczynę, moją rówieśniczkę, która już była na tym stanowisku, o które się starałam. Wkrótce miała odejść i szukano kogoś na jej miejsce. To właśnie ona miała mi pokazać na czym ta praca polega. W przeciwieństwie do kolegi była sympatyczniejsza i bardziej rozmowna.

Trafiłam pod „opiekę” Sztywniasa i Mentorki. Choć Rudzielec też miała mnie doglądać.

Pierwszym zadaniem jakie dostałam było składanie według wzoru kartonowych pudełeczek na cukierki – upominki jakimi obdarowuje się gości na weselu. Praca monotonna, chałupnicza i za przeproszeniem nawet dla przygłupa. Ale chciałam pracować, więc byłam pokorna. Składałam i nie marudziłam.

W międzyczasie przez recepcję przemknęła jakaś atrakcyjna, niewiele starsza ode mnie kobieta. Rzuciła przed siebie oschłym spojrzeniem. Rzekła do Sztywniasa i Mentorki: „Coście jej dali do roboty. To bez sensu.” I poszła.

Szefowa – szepnęła mi do ucha Mentorka.

Pokazano mi listę ważnych telefonów do różnych działów hotelu i osób. Mogłam z niej korzystać. Widniał tam też numer do Szefowej. „Pod żadnym pozorem do niej nie dzwonić. W jakiejkolwiek sprawie. Wszyscy pracownicy mają zabronione.” – poradziła Mentorka. To po co na tej liście jest jej numer – zdziwiłam się.

Zresztą tyle tą Szefową widziałam. Rzadko co była obecna w hotelu. Nie miałam żadnej okazji stanąć z nią twarzą w twarz. Nie zamieniła ze mną ani słowa. To też ciekawe, że taka młoda a już właścicielka prestiżowego hotelu w regionie.

Ale po pracownikach hotelu było widzieć, że nawet jak za nią nie przepadają to mają do szacunek. Wszyscy dobrze wiedzieli, że nie można jej zawracać głowy pierdołami.

Moje pierwsze wrażenie było takie, że kobieta ma pozycję, ma władzę ale zdawała się być okropnie zestresowaną swą pracą. Pewnie dlatego nie chce odbierać telefonów.

Na rozkaz Szefowej odpuszczono mi pudełeczka. Dostałam ambitniejsze zadanie – uczenie się konkretnych rzeczy, czyli obsługi systemu do rezerwacji pokoi. Obejmował on sprawdzanie dostępności, oraz meldowanie i wymeldowywanie. Miałam też jak prawdziwa recepcjonistka odbierać telefony i robić rezerwacje.

Zadaniem Sztywniasa było pokazać mi jak to działa. Szczerze, na początku system ten był dla mnie czarną magią. Zaznaczyć lub odznaczyć numeru pokoju w tabelce nie dało się zrobić jednym kliknięciem. Wymagało wykonania dodatkowych czynności i zapamiętania co kiedy, po czym, w jaki momencie kliknąć. Musiałam prosić Sztywniasa o powtórkę, co robił bardzo niechętnie.

Odebranie pierwszych telefonów było trochę stresujące. Chciałam wypaść profesjonalnie, nie pogubić się i zrobić dobre wrażenie na kliencie. Ale nie poddawałam się. Choć skrzywiony wzrok Sztywniasa po każdej rozmowie jeszcze bardziej mnie krępował. Pewnie wyłapywał wszystkie gafy. Ale co dokładnie i w jakim momencie mam powiedzieć – tego już mi nie przekazał.

Jestem taka, że nie wystarczy jak ktoś mi pokazuje a ja tylko patrzę.  Najskuteczniej zapamiętuję kiedy ktoś daje coś do zrobienia w moje ręce i w trakcie podpowiada wszystkie kroki. Tego podejścia chyba w stosunku do mnie zabrakło.

Chciałam ten system dobrze poznać aby móc jak najszybciej zacząć w nim śmigać.

Tymczasem największą barierą był chyba sam Sztywnias. Miał w sobie to sztywne „coś” co sprawiało, że przy nim czułam się bardzo spięta, uległa i nie mogłam działać swobodnie. Zimny, obojętny i oschły. Był bardzo małomówny a jego głos przy mnie brzmiał jak robot. W kontakcie z nim nawet moja mowa stawała się tak samo sztywna. Jego obecność sprawiała, że automatycznie ulatniały się ze mnie luz i naturalność. Być może miałeś kontakt z taką osobą i dobrze rozumiesz jak to jest.

Mimo, że był przychlastam kazał mi zwracać się do siebie per Pan. A ja pokornie tak do niego mówiłam.

Czułam, że Sztywnias już na starcie odrzuca mnie i tylko tu mu przeszkadzam. Pomaganie mi i tłumaczenie to było dla niego zło konieczne. Czepiał się wszystkich moich gaf. Na ile mogłam próbowałam na niego nie zważać, nie narzekać i jak najwięcej się uczyć.

Na szczęście Mentorka wszystko łagodziła. Była dla mnie miła, sympatyczna i często się uśmiechała. Nawet zeszła ze mną na Ty. Chętniej odpowiadała na moje pytania i tłumaczyła gdy czegoś nie rozumiałam. Dodawała otuchy. Przy niej mogłam bardziej uwolnić swój potencjał i się otworzyć, bo czułam się bezpieczniej.

Nawet dyskretnie zapytałam się jej czemu Sztywnias jest taki poważny, bo przecież recepcjonista powinien się uśmiechać. On po prostu taki jest z charakteru, nie przejmuj się nim. – poradziła mi.

Tyle, że ja widziałam coś zupełnie innego. On był zimny TYLKO w stosunku do mnie. W rozmowach z innymi pracownikami był bardzo wesoły, sympatyczny, wyluzowany i dużo żartował. Do gościa hotelowego też potrafił się uśmiechnąć.  Zazdrościłam innym, że lepiej ich traktuje.

Po czasie pomyślałam, że celowo zastosowano na mnie ten sposób kontroli aby mnie wyrolować. Ci co byli odpowiedzialni za moją próbę świetnie odegrali swoje role. Sztywnias – zły policjant. Mentorka – dobry policjant.

Postanowiłam dać z siebie wszystko. Już drugiego dnia czułam się wewnętrznie bardziej pewna siebie i zaznajomiona nie tylko z recepcją ale z resztą hotelu. Zaznajomiłam się z personelem sprzątającym pokoje, z kucharzami, masażystami, ogrodnikiem i technicznymi. Pewniejsza byłam też w obsłudze systemu do rezerwacji. Zapamiętałam więcej i umiałam już samodzielnie zrobić proste działania. Nawet odebrałam parę rezerwacji telefonicznych i wprowadziłam do systemu.

Przyjęłam też paru gości co przyjechali. Obsłużyłam ich, zaprowadziłam do pokojów i spełniłam to czego sobie życzyli. Załatwiłam wiele spraw o które mnie proszono.

Biegałam to tu, to tam. Od recepcji, po pokoje i kuchnie. Wchodziłam w rolę podaj, przynieś, pozamiataj. Stałam się bardzo zabiegana. Ale się nie skarżyłam, bo miałam poczucie, że wchodzę w rytm funkcjonowania hotelu.

Wierzyłam, ze karierę robi się od najniższych stanowisk. Pokora, pokora i jeszcze raz pokora a zajdziesz wysoko.

Chciałam przede wszystkim sprawić aby goście byli zadowoleni i dobrze obsłużeni. Zawsze starałam się do nich uśmiechać. Od razu reagowałam na każdą ich prośbę np. gdy czegoś w pokojach brakowało. W zamian otrzymywałam podziękowania, które odbierałam za dobrą informację zwrotną, że dobrze mi idzie.

Niektórzy goście będący turystami czekając przy recepcji chętnie opowiadali mi co udało im się już zwiedzić w regionie, co im się najbardziej podobało. Pytali o ciekawostki z historii, bo w końcu był on zabytkowy. Jednak przydało się, że coś o nim poczytałam. Byli naprawdę sympatyczni, z wieloma świetnie mi się rozmawiało.

Jednak niektórzy mi się zwierzyli, że mają do hotelu mieszane uczucia, bo niby ładny ale ceny za wysokie. Niektórzy byli tu po raz kolejny i wspominali, że wtedy pokoje nie były zbyt czyste a teraz niewiele się zmieniło. Zatrzymali się tu dlatego, bo to był jedyny hotel po drodze. Poprosili mnie abym na przyszłość zadbała o zmiany.

Wyłapałam parę niedogodności i wad tego hotelu. W niektórych pokojach np. tych na poddaszu nie dało się otworzyć okien, bo były zablokowane, przez co w pokojach było strasznie duszno. Na dworze panował wielki upał a klimatyzacji też brak.

Pewna para gości poprosiła mnie o możliwość otwarcia okna. Nie wiedziałam jak zdjąć blokadę więc poszłam się zapytać o to Rudzielca. Powiedziała mi, że okna otwierać nie wolno, bo tak tu jest. Spytałam się czemu skoro gościom jest gorąco i duszno. Odpowiedź była mniej więcej taka, że przez te okna wpada pył, który brudzi pokój. To czemu nie ma klimatyzacji?

  • Oj, chcielibyśmy ją mieć, tylko hotelu na nią nie stać. A potem goście i tak zaczną otwierać okna nawet przy włączonej.

Coś w organizacji stało na przeszkodzie abym dogodziła wszystkim gościom.

Trzeciego dnia czułam się jeszcze pewniej. Obfitował on w wiele pracy.

Tego dnia miało się odbyć wesele. Mieli się zjechać państwo młodzi wraz z 50 gośćmi. Aż tu nagle bach! Padł serwer! Wraz z nim cały system, który obsługiwała recepcja.

Od razu wezwano pomoc techniczną. Jednak naprawa nie miała końca. Trzeba było jakoś sobie radzić. A tu goście weselni się nam zwalili.

Pierwsze co zwróciłam się do Sztywniasa. Co teraz robimy? Jaki mamy plan? Tymczasem Sztywnias gdzieś zniknął. Pytałam się o niego. Pojechał do miasta zrobić zaległe zakupy na wesele.

Mentorka też nie mogła mi pomóc. Była zbyt zajęta planowaniem dekoracji sali. Myślałam też by poradzić się Rudzielca. Ale niewiele jej dziś widziałam. Podobnie szefową. Pewnie też są zapracowane i nie powinnam im zawracać głowy. Zostałam na recepcji sama z niedziałającym systemem.

Postanowiłam zachować spokój i wyjść z inicjatywą. Na pewno będzie to dobrze odebrane. Przecież gości trzeba jakoś zakwaterować mimo awarii. Było tylko jedno wyjście. Meldować ich ręcznie. Na kartce.

Znalazłam na biurku wydrukowaną listę z nazwiskami i tym kto ma jaki nr pokoju. Nie trzeba było odbierać telefonów, bo rezerwacje były już wcześniej zrobione. Hotel był też cały zajęty i nie było wolnych miejsc dla innych gości niż weselnicy.

Gdy dany gość przyszedł mogłam odznaczyć go na liście i wydać mu klucz. Starałam się to tak uporządkować, że kiedy system się naprawi to będzie można z łatwością wprowadzić do niego te dane.

Do każdego gościa uśmiechałam się aby czuł tu się dobrze. Pojawił się pan młody, który uprzejmie się ze mną przywitał. Panny młodej nie zidentyfikowałam. Wygląda na to, że przyjechała tu przede mną. Znałam tylko nr jej pokoju, w którym się szykowała. Byłam bardzo ciekawa która z kobiet nią jest i pewnie okaże to się gdy para młoda wyruszy wynajętą limuzyną na ceremonię zaślubin. Po niej wszyscy mieli wrócić do hotelu na wesele.

Mimo problemów dzień zapowiadał się jako pełen niespodzianek.

Na zawsze zapiszę się w życiu pary młodej na reportażu z wesela. Kamerzysta nagrywał mnie jak melduję gości. Dla nich to ja będę oficjalną recepcjonistka tego hotelu. Nie Sztywnias, który przez swą nieobecność się nie załapał.

Może nawet lepiej, że nie było Sztywniasa. Nikt nie będzie na mnie oddziaływał blokująco i w końcu będę mogła rozwinąć skrzydła.

Tak więc wesele i awaria spowodowały było wielkie zamieszanie. Cały hotel był zarobiony po uszy.  Zewsząd czuło się stres i pośpiech. Goście też bardzo się spieszyli. W swych pokojach szykowali się do wyjścia.

Ta cała sytuacja tylko mnie zmobilizowała do działania. Wyszłam trochę poza funkcję recepcjonistki. Oprócz meldowania dużo pomagałam gościom. Kiedy któryś miał jakiś problem np. w pokoju było brudno lub brakowało mu lampki nocnej, ręcznika czy papieru toaletowego od razu zgłaszałam to, przekazywałam właściwemu personelowi lub sama dostarczałam co trzeba.

Gdy okazało się, że zarezerwowany wcześniej pokój miał za mało łóżek na ilość osób to załatwiałam zmianę. Wskazywałam drogę do pokoju pary młodej fotografce i poczcie kwiatowej. Ilość próśb gości była niezliczona przez co ja byłam cały czas w ruchu. Non stop kursowałam windą między recepcją, pokojami a kuchnią.

Dopiero teraz wpadłam w wir tej pracy. Poczułam się jak profesjonalna organizatorka wydarzeń. Nie miałam doświadczenia ale kierowałam się wyczuciem, intuicją i potrzebami innych. Nikt z gości nie miał pojęcia, że jestem tylko na próbie. Myśleli, że normalnie tu pracuję.

Każdy gość szybko dostawał to o co prosił, za co bardzo mi dziękował. Niektórzy mówili mi, że dopraszali się u innych pracowników a tamci ich ignorowali. Dopiero ja byłam pierwszą osobą co zareagowała i coś dla nich zrobiła.

Byłam tym wszystkim zmęczona ale nie pokazywałam tego po sobie. Czułam, że daję sobie radę na dodatek mimo tej cholernej awarii serwera, której pracujący w pocie czoła technicy wciąż nie mogli naprawić. Nie pozwalałam aby zakłóciła ona to wesele. Doskonale zapamiętałam kto jest pod jakim numerem pokoju.

Zbliżał się moment kulminacyjny. Pod hotel podjechała limuzyna i transport dla gości. Pan młody jako pierwszy zszedł na recepcję i dostojnie czekał na swą wybrankę i resztę weselników. Oni schodzili się stopniowo. Oddawali mi klucze. Ale wciąż wielu nie było gotowych. Zbierali się na ostatnią chwilę.

Gdy byłam na górze obok pokoi zaczepiła mnie pewna wciąż niegotowa para. Okazało się, że zostawili torebkę ze wszystkimi ważnymi rzeczami w pokoju innych gości, którzy pojechali już wcześniej na miejsce ceremonii i zdali klucz. Bez niej nie mogą się ruszyć. Natychmiast zjechałam na recepcję po klucz do tego pokoju aby ich do niego wpuścić by ta torebkę sobie odszukali.

Na dole nim dotarłam do kluczy niespodziewanie zaczepiła mnie Mentorka. Powiedziała, że natychmiast mam się stawić w biurze Rudzielca. Powiedziałam jej, że tylko załatwię jedną sprawę dla gości i zaraz będę. Ona na to, że mam to zostawić i iść teraz, bo to bardzo pilne.

Trudno. Idę. Staję przed Rudzielcem. Ona oznajmia mi:

„Przedyskutowaliśmy sobie wszystko z Szefową i stwierdziłyśmy, że… wolimy kogoś bardziej przebojowego i energicznego dlatego jednak pani podziękujemy.”

Koniec.

Te słowa mnie totalnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się ich w takim momencie. W samym środku przygotowań do wesela, zawirowań, góry pracy, stresu, walki z awarią i podniosłego oczekiwania na pannę młodą.

To zaskoczenie kompletnie mnie zbiło i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Spytałam tylko Dlaczego? Ja naprawdę bardzo chciałam tu pracować. Ona powtórzyła, że potrzebuje osoby energicznej i pewnej siebie. Widać, że taka nie jestem. Koniec i kropka. Do widzenia.

Nic więcej nie mówiąc wyszłam z biura. Wpadłam na recepcję po swoje rzeczy. Serwer chyba nadal nie działał. Zastałam Sztywniasa. Właśnie wrócił. Tak jak zawsze zmierzył na mnie pogardliwym spojrzeniem. Brak słow.

Chwytam szybko swoją torebkę, wychodzę ze spuszczoną głową i tak samo obojętnie nie patrząc mu w oczy rzucam „Do widzenia”. „Do widzenia” – odburknął mi on.

Minęłam czekających wesołych weselników i wyszłam z hotelu.

Wyszłam zostawiając na górze gości z ich nierozwiązanym problemem. Odciętych od swojej torebki z ważnymi rzeczami.

Wyszłam zostawiając na recepcji listę gości z zanotowanymi zameldowaniami i wmeldowaniami. Nikt oprócz mnie nie wiedział jak są rozlokowani. Teraz Sztywnias będzie musiał ją sam rozpracować kiedy naprawią system.

Wyszłam nie wyjaśniając nic. Nie potrzebowali mnie więcej.

Wyszłam, bo mnie wyproszono. Nie sprawdziłam się. Obiecano mi minimum tydzień próby. Podziękowano już po 2,5 dnia.

Wyszłam z poczuciem, że jestem beznadziejna. Nie jestem przebojowa. Nie jestem wystarczająco dobra. Do żadnej pracy mnie nie chcą.

Przed odejściem zaszłam do hotelowego ogrodu aby się przejść i zaczerpnąć powietrza.

Usłyszałam w oddali radosne okrzyki, gromkie brawa i wystrzały konfetti dochodzące spod bramy hotelu. To pewnie panna młoda zeszła na dół. Goście z radością ją powitali a pan młody mógł zobaczyć ją po raz pierwszy w białej sukni. Nawet nie miałam okazji zobaczyć tego momentu i jak ona wygląda. Nie dano mi go przeżywać wraz ze wszystkimi.

Dla nich ten dzień był radosny. Nawet nie wyobrażano sobie, że w tym czasie ktoś inny został odrzucony – dziewczyna, która chciała się wykazać, chciała tutaj pracować.

Naprawdę bardzo to wtedy przeżyłam. Zalałam się łzami i szlochałam. W ogrodzie byłam sama więc nikt tego nie widział. Czułam się jak nastolatka porzucona przez chłopaka. Niczym taka nastolatka zadzwoniłam do przyjaciółki aby się wypłakać a następnie do męża w Hiszpanii. Potem do taty aby po mnie przyjechał. Oni wszyscy tak bardzo trzymali kciuki bym tę robotę dostała, bo bardzo dobrze znali moje zmagania o jakąkolwiek.

Dodam, że nic mi nie zapłacono za poświęcony czas. Pracowałam za darmo z nadzieją, że pracowitością, chęcią nauki, pokora ale też inicjatywą udowodnię im, że jestem czegoś warta.

A może ta praca nie była warta mnie. – powiedzieli mi pocieszający bliscy.

Przyjechał tata. Pojechaliśmy do domu. Dałam sobie czas na smutek i wypłakanie. Ale od tego wszystkiego bolała mnie głowa. Dlatego postanowiłam się przespać. W końcu mam za sobą wysiłek ciężkiej pracy na marne i ból porażki. Popołudniowa drzemka dobrze mi zrobi. Położyłam się. Zasnęłam natychmiast. Spałam kilka godzin.

Obudziłam się. Patrzę na zegarek. Dochodzi 19:00. Rzeczywiście sen mi pomógł. Ból i targające mną emocje minęły. Poczułam się jakby oczyszczona i stopniowo podnosząca po upadku.

Ten stan spowodował natchnienie. Przeważnie dobra myśl jak zareagować, co zrobić i co powiedzieć w zaskakującej sytuacji przychodzi po czasie. Teraz już wiedziałam co powinna byłam zrobić wtedy na dywaniku u Rudzielca.

Zaparzyłam sobie herbatę. Siadłam do biurka i odpaliłam laptopa.

Posiadałam już coś więcej – bezpośredni e-mail do Rudzielca a nie tylko ogólny do hotelu. Może nie jest jeszcze za późno.

Postanowiłam jeszcze trochę powalczyć.

Napisałam Rudzielcowi wiadomość.

Zaczęłam od podziękowania za przyjęcie mnie na próbę, na której robiłam wszystko aby pokazać się jako dobra kandydatka na to stanowisko. Dlatego nie ukrywałam rozczarowania i zaskoczenia jej decyzją w momencie dużej ilości obowiązków spowodowanych weselem i awarią. Chciałam się do niej odwołać, że być może przez to całe zamieszanie sporo rzeczy zostało przeoczonych. Dlatego pokażę swój punkt widzenia.

Napisałam, że wraz ze Sztywniasem (bez skargi, że mnie zostawił lecz tak jakby pozostał) staraliśmy się ten chaos na recepcji opanować. Napisałam o mojej komunikacji z innymi pracownikami, o tym że z każdą godziną czułam się w tej pracy pewniej i z niecierpliwością czekałam na kolejne wyzwania.

Wykazałam zrozumienie, że potrzeba osoby bardziej energicznej i pewnej siebie jest dla mnie informacją zwrotną, że jednak powinnam potencjał do bycia taką osobą pokazać… od razu. Przyznałam, że potrafię być bardzo energiczna. Jeśli byłam odbierana jako zbyt spokojna to tylko dlatego, że pierwsze dni próby poświęciłam na obserwację, naukę i pytania aby lepiej poznać hotel i otworzyć się kiedy przyjdzie czas na działanie. Nie musieliby długo czekać aż pokażę więcej energiczności. Obiecano mi tydzień próby, którą przerwano zbyt szybko.

Może na początku trochę się gubiłam. Wiadomo, nowe miejsce. Ale gdy padł serwer i goście się zjechali musiałam działać szybko. Opisałam jak to ręcznie meldowałam i wymeldowywałam gości. Nic mi nie umknęło. Wszyscy szczęśliwie zostali do swoich pokoi przydzieleni i dziękowali za sprawną obsługę.

Może pierwszego dnia trudne wydawało się odbieranie telefonów i przełączanie. Ale nie przypuszczałam, że kolejnego było o wiele lepiej. Gdybym została dzień dłużej robiłabym to bardzo sprawnie. Podjęłabym się bardziej wymagających zadań pokazując swoją energiczność.

Opisałam wszystkie sytuacje kiedy jakiś gość prosił mnie o pomoc i to, że dzięki mnie jego problem był rozwiązany. Nie mogłam pominąć jego zadowolenia i podziękowań, bo to buduje dobrą opinię o hotelu.

Na koniec poprosiłam o jeszcze jedną szansę, przynajmniej na dokończenie tygodnia. Na pewno postaram się spełnić oczekiwania.

Kliknęłam Wyślij.

Jaka była reakcja Rudzielca? Oczywiście taka jaka najczęściej się zdarza. Zero odpowiedzi.

Nie miałam pewności czy ona przeczytała tę wiadomość, czy dała jej do myślenia. Prawdopodobnie przepadła w morzu innych lub trafiła do kosza.

Teraz już wiem, że to wszystko co napisałam powinnam była powiedzieć jej osobiście kiedy mi podziękowała. Choć jeśli stanowczo się do mnie nie przekonała to nie miałoby znaczenia czy powiem jej to osobiście czy mailowo.

Z ciekawości zajrzałam jeszcze na Facebook i Tripadvisor hotelu. Trochę się pocieszyłam czytając opinie klientów. Połowa z nich była negatywna. Skarżono się, że choć to wspaniały zabytek wewnątrz niego jest gorzej. W pokojach panuje duchota i brud. Organizacja jest słaba. Często nie doczekano się pomocy, gdy coś się zamawiało. Brakuje komunikacji pomiędzy personelem, którego hotel zatrudnia za mało. Były też pozytywne komentarze o pojedynczych pracownikach.

Z wieloma z tych opinii się zgadzałam. W tym krótkim czasie zobaczyłam to wszystko na oczy. Wiem, że pracując w tym hotelu na pewno liczyłabym się z opiniami i robiłabym wszystko aby te niedogodności eliminować. Sporządziłabym listę skarg. Jakoś wpłynęłabym na szefostwo, zgłaszała na zebraniach co poprawić lub sama w porozumieniu z innymi wzięła sprawy w swoje ręce.

Jednak to jest myślenie co by było gdyby. Już drugiej szansy nie dostanę. Pogodziłam się z tym.

Rzeczywistość rynku pracy po raz kolejny dała mi w kość i pokazała, że nie zawsze się liczy zrobienie tego co uważasz za właściwe.

Nawet jak myślisz, że jesteś dobrym kandydatem i czujesz, że dasz radę, wytrwale pracujesz na zdobycie stanowiska to potencjalny pracodawca szybko pokaże, że się mylisz.

Aby dostać pracę Twoja pracowitość, wytrwałość i zorientowanie na komfort klienta i chęć pomocy innym nie zawsze wystarczy.

Pewnie nie raz widziałaś pracowników czy menadżerów co traktują klientów i kolegów z pracy jako zło konieczne co tylko zawraca im głowę. Chcą robić tak by się nie narobić. Wygrywają tylko tym, że są sprytni. Dzięki sprytowi i szczypcie kłamstwa utrzymują to stanowisko i zarabiają więcej niż najbardziej zaangażowana osoba.

Może dlatego tak trudno o pracę. Na pewno nie ma jej wystarczająco dla średniaków choć ambitnych i pracowitych, gotowych wykonywać swoje obowiązki których jedyną wada jest to, że nie potrafią i nie chcą kombinować. Taką, że nie mają twardego tyłka.

Aby dostać pracę także w hotelu liczy się tylko to czy wchodzisz w dany schemat. W moim przypadku nie liczyło się to, że chcę się uczyć, poznawać i rozkręcać w miarę przyjmowanych zadań. Musiałam natychmiast wszystko umieć i być idealna.

Aby dostać pracę musisz mieć profil i osobowość osoby jaką chcą mieć OD RAZU, niekoniecznie po czasie nauki. Tak naprawdę trudno jest zgadnąć o jaką osobę im chodzi. Może nawet sami dobrze nie wiedzą.

Kilka dni później przeglądam tę samą gazetę. Widzę te samo ogłoszenie. Po tygodniu wznowiło się kolejny raz.

Jeszcze w czasie tych dni próby wypatrzyłam na Facebooku profil Sztywniasa i Mentorki. Oboje mieli publiczny status praca i widniał tam ten hotel. Po paru miesiącach z ciekawości na ich  profile wróciłam. Mieli status, że pracę w tym hotelu zakończyli.

Zdjęcie, źródło: http://pixabay.com


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...