O czym myśli heteroseksualny facet? O dwóch pięknych lesbijkach. A co ja myślę o LGBT?
Samo życie, W Polsce, Za granicą

Heteroseksualny facet myśli o dwóch pięknych lesbijkach. A co ja myślę o LGBT?


Jeszcze nigdy nie wypowiadałam się co ja myślę o LGBT. Jednak temat ten stał się bardzo gorący i praktycznie co miesiąc słyszymy o jakiejś aferze. Cokolwiek powiesz, czy to za czy przeciw wywołujesz burzę. Dlatego obawiam się czy powinnam coś dokładać. Ludzie są tak podzieleni i atakują się nawzajem przez takie przyziemne sprawy jak… kto co robi w łóżku.

Brzydko mówiąc – polityka rozbija się o… cztery litery.

Mam poglądy elastyczne. Poznaję punkt widzenia obu stron zarówno z prawej jak i z lewej. W mojej domowej biblioteczce stoją obok siebie książki Roberta Biedronia – byłego prezydenta Słupska i lidera Wiosny jak i Pawła Lisickiego – redaktora naczelnego tygodnika Do Rzeczy. Dlaczego? Ponieważ oboje ciekawie piszą. Po prostu śledzę różne idee i z obu wybieram to co pasuje do moich wartości, doświadczenia i obserwacji rzeczywistości.

Każda ze stron jest inteligentna, potrafi obstawiać przy swoim i znaleźć naprawdę sensowne argumenty, w które łatwo uwierzyć. To bywa trudne, bo ktoś próbuje cię przekonać byś… wcale nie myślała niezależnie lecz.. myślała dokładnie tak jak on. Lecz aby wyrobić sobie niezależne myślenie trzeba w końcu poznać różnorakie myśli innych i porównywać do swojej rzeczywistości.

Natomiast jeśli jednak stoisz murem za jedną ze stron to nie warto kisić się tylko w swoim sosie lecz poznać punkt widzenia przeciwnika.

Stanowczo potępiam jedynie przemoc, agresję, prowokację, atak na kogoś kto nic złego ci nie zrobił, co niestety miewa miejsce w takich aferach jak zdarzyło się na paradzie równości w Białymstoku. Tych aktów nie da się niczym usprawiedliwić.

Powiem szczerze – temat LGBT nigdy wcześniej mnie tak naprawdę interesował.

To czy homoseksualiści w Polsce dostaną prawo do zawierania małżeństw było mi obojętne. Nie przeszkadzał mi jego brak w kraju ojczystym. Tak samo nie przeszkadzało mi, że ono obowiązuje w kraju mojej emigracji. Hiszpania w 2005 r. zalegalizowała małżeństwa osób tej samej płci i była trzecim państwem w świecie po Holandii i Belgii.

Być może było mi obojętne dlatego, że mnie to nie dotyczyło. Wiem, że inaczej będzie dla kogoś, kogo to dotyczy.

Zawsze uważałam, że skoro istnieją homoseksualiści to, niech sobie żyją spokojnie. Absolutnie nie przeszkadza mi, że ktoś kocha tę samą płeć. Jeśli nikogo nie krzywdzi to ma prawo kochać i sypiać z kim chce.

Zirytowało mnie jedynie, że LGBT zostało ostatnio tak bardzo upolitycznione. Czy  istnieje jakieś lobby, które tym kręci wykorzystując tę mniejszość? Zwolennicy mówią, że nie, przeciwnicy, że tak. Równolegle jest ktoś komu to bardzo przeszkadza i podejmuje działania by to powstrzymać. Ale skoro temat przechodzi tak ostro do mediów, do polityki, do naszej świadomości to coś musi istnieć. 

Przez te konflikty trudno określić co dokładnie jest przyczyną homoseksualizmu. Każdy może się spierać, wysnuć swoją teorię i udowodnić rację wyciągając jakieś badania podpięte pod swoje przekonania. Jako zwykli ludzie nie mamy dostępu do szczegółów, chyba że ktoś jest naukowcem, który tam pracuje. Wiemy tylko to co udostępnią w książkach, sieci, mediach. Możemy to wszystko przeczytać i wyciągnąć swoje wnioski.

Doktrynerzy z lewej strony powiedzą, że to normalne zjawisko występujące w przyrodzie i homoseksualny gen. Natomiast z prawej, że to jest zaburzenie, wbrew naturze lub brak odpowiednich wzorców przeciwnej płci w dzieciństwie.

Przykładem są np. spekulacje o to czy Maria Konopnicka była lesbijką. Środowiska LGBT przyklasną, gdyż jest to dla nich hak na narodowców śpiewających „Rotę” i nie zdających sobie sprawy, z prawdy o jej autorce. Natomiast narodowcy i konserwatyści zaprzeczą, że nie, nie, to nie prawda a jeśli mieszkała 20 lat z kobietą (o 20 lat młodszą malarką i działaczką feministyczną Marią Dulębianką) to tak jakby mieszkała z koleżanką na stancji.

Oficjalnie homoseksualizm nie jest chorobą odkąd został wykreślony z ich listy w 1973 r. przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne a następnie w 1992 r. przez Światową Organizację Zdrowia.

Badania tak prowadzono aby znaleźć dowód, że to nie choroba. Decyzja zapadła na skutek demokratycznego głosowania a aktywiści LGBT byli przy tym obecni. Czy była to mniejszość, czująca się dyskryminowana i walcząca o prawa do godnego życia? A może to był pierwszy krok, kogoś kto doskonale zaplanował to całe upolitycznienie i skłócenie ludzi.

Wykreślenie homoseksualizmu z listy chorób było już samym celem. Jego podstawą było to, że ktoś kto odbywa stosunki homoseksualne z osobą, która też tego pragnie nie robi nikomu krzywdy i nie stanowi zagrożenia. W przeciwieństwie do pedofilii, która jest przymusem i naruszeniem godności drugiego człowieka.

Jedno jest pewne, że homoseksualizm istniał od zawsze tylko wcześniej był tematem tabu. Osoby, która kochały kogoś tej samej płci przechodziły przez piekło lub musiały się ukrywać. Były niesłusznie dyskryminowane, upokarzane a nawet karane także w krajach europejskich (z wyjątkiem Polski, gdzie homoseksualizm nigdy nie był karany). Próbowano ich leczyć drastycznymi metodami jak elektrowstrząsy.

Na szczęście to wszystko się zmieniło. Homoseksualizm wszedł w naszą świadomość i odbierany jest raczej pozytywnie. Większość z nas jest zdania, że jeśli rzeczywiście ktoś:

  • taki się urodził
  • chciał to w sobie zwalczyć, nie udało się, więc pozostało mu zaakceptować
  • myślał, że to przejściowe, związane z dojrzewaniem a nie było
  • długo poszukiwał swojej tożsamości seksualnej, próbował na przemian z kobietami, z mężczyznami i stwierdził, że jednak woli swoją płeć bardzo to przeżywał, bał się, popadał w depresję, czuł się wyobcowany, błądził

… to nie zasługuje na wytykanie, upokarzanie i wykluczanie. Jest w trakcie szukania własnego ja. Ma prawo do bezpieczeństwa i świętego spokoju. Może swoje preferencje seksualne zaspakajać we własnym domu. Ale jeśli zdecyduje się komuś z tego zwierzyć a nawet zrobić comingout to też nie jest to powód do obrzucenia go błotem.

Nawet jak jest to jakieś zaburzenie to człowiekowi należy się pomoc i szacunek a nie agresja, bo to przecież nie jego wina, że go to dotknęło.

Sama się przekonałam, że gejami czy lesbijkami mogą być zwyczajni ludzie z naszego otoczenia. W Hiszpanii mam paru takich znajomych. Żyjąc w tym kraju spostrzegłam, że wciąż jest tu silny model tradycyjnej rodziny. Uważam, że bardzo dobrze. Natomiast związki homoseksualne całkiem zgodnie koegzystują obok niej.

Kiedyś wraz z chłopakiem wynajmowaliśmy pokój w domu u pary gejów. Wiedzieliśmy kim są i nie było to dla nas problemem aby przyjąć ich ofertę.

Widzieliśmy, że sypiają ze sobą. Nasze sypialnie dzieliła jedna ściana. Poznałam też innych ich homoseksualnych znajomych. Miałam okazję być wraz z nimi w klubie gejowskim gdzie na scenie występowały Drag Queen.

Jeden z nich też lubił robić sobie makijaż, zakładać peruki, kiecki i buty na szpilkach podczas domówek. Kolekcjonował figurki Matki Boskiej. Niczym Robert Biedroń i przebierał je jak lalki. To jest chyba specyficzna pasja w środowisku LGBT. Co ciekawe  należał on do bractwa przy kościele i brał udział w tradycyjnych katolickich procesjach Wielkiego Tygodnia. Przebierał się za pokutnika a nawet nosił na swych barkach ciężkie ołtarze. To właśnie od niego dowiedziałam się wielu ciekawostek o hiszpańskich tradycjach wielkanocnych.

Raz zwierzył się nam, że ojciec zerwał z nim kontakt, gdy dowiedział się, że jest gejem. Zrozumienie znalazł u rodziców partnera, którzy zaakceptowali jego związek. Poznałam tych rodziców. Zawsze stali murem po stronie syna i jego chłopaka.

I co z tego? W żadnym wypadku nam to środowisko nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Ciekawym doświadczeniem było poznać je z bliska i nawiązać przyjaźnie.

Przecież ci chłopcy mogli nam nie zaufać wiedząc skąd pochodzimy.

Był rok 2007 i w naszych krajach miały miejsce głośne na cały świat akty tzw. homofobii. W Polsce Lech Kaczyński jako ówczesny prezydent Warszawy zakazał przejścia parady równości przez stolicę. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu uznał to za dyskryminację wobec mniejszości i złamanie swobody organizowania wieców i demonstracji.

Natomiast w Maroko było jeszcze gorzej. Powiem coś niewygodnego – nie zapominajmy o sytuacji osób LGBT w krajach muzułmańskich nim powiemy, że w Polsce są tak bardzo dyskryminowani. W Polsce przeciwnicy mogą co najwyżej skrytykować, nakrzyczeć, wygłosić kazanie, zakazać zgromadzeń. Tutaj homoseksualiści mogą trafić do więzienia lub naprawdę może stać im się krzywda. To właśnie tam konieczna jest interwencja w sprawie łamania praw człowieka.

Rzeczą, której kompletnie nie rozumiem jest „sojusz” społeczności LGBT ze zwolennikami masowego przyjmowania imigrantów z krajów islamskich. Obie grupy są chronione poprawnością polityczną i raczej nie ma pomiędzy nimi kompromisu. To właśnie prześladowani w krajach muzułmańskich z powodu orientacji seksualnej są tymi, którym szczególnie potrzebny jest azyl.

Otóż w Maroko para gejów została aresztowana, za zorganizowanie sobie tradycyjnego marokańskiego wesela, gdzie jeden z nich przebrał się za marokańską pannę młodą. Ktoś to nagrał i wrzucił do sieci. Surowej kary domagał się dla nich… tłum skandując wyzwiska i rzucając kamieniami niczym polscy kibole tylko, że z Allahem na ustach. Oburzeni byli obecnością dzieci na tej imprezie. Przy okazji polecam książkę – pracę naukową „Współczesne Maroko. Wybrane aspekty historyczne, społeczne, kulturowe i gospodarcze.” Jest tam cały rozdział poświęcony ruchowi LGBT w tym kraju.

Często przeglądałam ich magazyny dla gejów. W jednym z nich opisano oba wydarzenia z Polski i z Maroka. Jednak nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy.

Chłopcy normalnie przyjęli nas jako lokatorów, bo wiedzieli, że bez względu co dzieje się w danym kraju to nie wszyscy jego obywatele się pod tym podpisują. Każda zdrowa osoba potępi przemoc i wykluczenie.

Owszem, były między nami sprzeczki i nieporozumienia ale takie typowe dla współlokatorów np. o to kto kiedy sprząta i że nasze koty się biją. Nie miały one nic wspólnego z orientacją seksualną. Potem się wprowadziliśmy ale nie dlatego, że przeszkadzali nam geje tylko dlatego, że chcieliśmy w końcu zamieszkać sami.

Mam tu także dobre koleżanki – parę lesbijek.

Jedna z nich – „kobieca strona związku”, z którą szczególnie się przyjaźnię jest urzędniczką, prowadzi stowarzyszenie zajmujące się wolontariatem europejskim, pracuje z młodzieżą, gra w teatrze, świetnie gotuje i urządza mieszkanie. Jest osobą pogodną, wesołą, pomocną, z poczuciem humoru.

Jej partnerka to „męska strona związku”. Jest utalentowaną scenografką teatralną. Posiada umiejętności techniczne. Zna się na elektryce i oświetleniu. Chodzi cały czas w butach trekkingowych oraz spodniach roboczych i jeździ samochodem dostawczym.

Raz na tydzień odwiedzamy je wraz z moim synkiem. Rozmawiamy, śmiejemy się, pijemy herbatę, plotkujemy, gramy w japońskie gry planszowe. Dziewczyny bawią się z dzieckiem i wcale nie uważam, że mi je demoralizują. Rozmawiamy na zupełnie inne tematy niż nasze preferencje seksualne choć gdyby taka rozmowa wyniknęła to nie byłoby tabu. Jesteśmy zwykłymi kumpelami i tyle. Nie ma dla mnie znaczenia czy ktoś jest homo czy hetero aby się z nim przyjaźnić.

Z drugiej strony mam też paru dobrych kolegów Polaków, którzy są konserwatywni.

Gdy przyjeżdżam w rodzinne strony to często się spotykamy, idziemy do pubu czy zapraszamy się na domówki. Rozmawiamy o podróżach, kulturze, historii, imprezach, bieganiu, pracy, wydarzeniach w mieście i trochę o polityce. Koledzy mają dużą wiedzę, ciekawość świata i poczucie humoru. Są oczytani i kulturalni. W ich towarzystwie nie można się nudzić. Od początku można było poznać, że są katolikami i wierzą w tradycyjne wartości.

Jednak dopiero po czasie Facebook pokazał mi, że ich poglądy są prawicowe. Paru z nich regularnie jeździ na Marsz Niepodległości i lajkuje profile polityków z partii czy organizacji narodowych. Jednego z kolegów wypatrzyłam na jakimś wideo z manifestacji antyimigranckiej a drugiego dla marszu w obronie życia i rodziny (to były pokojowe przemarsze, bez żadnej agresji).

Drodzy czytelnicy bloga zaraz mnie zjecie, jak śmiem obracać się w takim towarzystwie. To hańba i obciach!

Jak ja na to zareagowałam gdy ich rozpracowałam?

W ogóle nie wypytywałam się o ich poglądy i to gdzie chodzą je manifestować. Nie drążyłam tego co zobaczyłam w sieci. Nasze relacje są nadal pozytywne. Nigdy nie zawiodłam się na nich. Nigdy nic złego mi nie zrobili. Wręcz przeciwnie. Są tymi ludźmi których obecność działa na mnie budująco a nawet w paru sytuacjach otrzymałam od nich pomoc.

Dlaczego miałabym zareagować następujący sposób:

„Widziałam cię na Marszu Niepodległości i to kogo popierasz. Na pewno jesteś faszystą i homofobem. Koniec naszej przyjaźni. Więcej nie chodzę z tobą na piwo!”

Koledzy nie manifestują swoich poglądów na naszych spotkaniach. Rozmawiamy o rzeczach ogólnych i tym co u nas słychać jeśli chodzi o pracę, studia czy związki.

Zresztą na Facebooku, choć pokazują po jakiej są stronie to nigdy nie trafiłam na posty, które nawołują wprost do nienawiści pod adresem konkretnych osób czy mniejszości.

Oni dobrze wiedzą, że mam męża z Maroka. Ani razu nie usłyszałam z ich strony krytyki, ostrzeżeń, pouczeń czy uprzedzeń. Wręcz przeciwnie. To mój Marokańczyk był bardziej uprzedzony do nich.

Raz gdy był ze mną w Polsce namówiłam go na wspólne wyjście do pubu. Marudził na towarzystwo zanim je zdążył poznać. Padło wiele stereotypowych epitetów. Na spotkaniu  był spięty niczym w gotowości do obrony kiedy ta banda „faszystów” rzuci się na niego. Oni rzucili się ale… pełni sympatii z kuflami piwa, uśmiechami na ustach i chęcią wkręcenia go w zabawę aby się z nami zintegrował. Może facet tak cicho siedzi, bo nie zna dobrze polskiego. Trzeba pomóc Dorocie go jakoś ośmielić – z takiego założenia wyszli koledzy.

A co jeśli ci koledzy jednak mają jakieś skrywane uprzedzenia?
Boże! Jakie to straszne!

To niech je sobie mają! Nie obchodzi mnie to, jeśli mimowolnie pomyślą sobie „ciapaty” o moim mężu czy „zboczeńcy” o moich homoseksualnych znajomych z Hiszpanii. Może gdyby powiedzieli mi to wprost, z premedytacją, adresując obelgę do konkretnej, bliskiej mi osoby to dopiero wtedy poważnie zastanowiłabym się nad naszą przyjaźnią.

Od samych ich myśli włos nam z głowy nie spadnie. Nawet jak myślą, co myślą, to po prostu wzajemnie z czystej kultury i dobrej relacji zachowują to dla siebie.

Niech pierwszy rzuci kamień ten komu nigdy nie przyszło samo do głowy jakieś uprzedzenie czy stereotyp do czegokolwiek! Do pochodzenia, wyznania, wyglądu, zachowania, stanu portfela danej osoby. Przynajmniej na początku nim to poznał i przekonał się, że jest inaczej.

A może ci koledzy wcale tak nie myślą? Skąd mam to wiedzieć? Może to ja zbyt pochopnie ich oceniam? Nie mam żadnych dowodów i nie wychodzę przed szereg pytając.

Wszyscy mamy swoje przekonania. Ale mamy też swoje życie prywatne, które jest naszą sprawą i prowadzone według naszych wartości. Nikomu nie przystoi się do niego wtrącać, a szczególnie do tego kto z kim sypia.

O LGBT z kolegami nie rozmawialiśmy, bo zawsze wpadały nam pilniejsze i ciekawsze tematy do dyskusji. Czasami lepiej nie nawijać o czymś co mogłoby nas niepotrzebnie skłócić, bo szkoda psuć relacji. Lepiej skupić się na tym co nas łączy (np. ja i oni mamy taki sam stosunek do aborcji). Z drugiej strony znając tych kolegów, raczej dałoby się prowadzić z nimi normalny dialog nawet myśląc odmiennie.

Nie znam dokładnego ich stanowiska w sprawie LGBT, bo nigdy ich o to wprost nie pytałam. Mogę jedynie się domyślać, że raczej są zgodni z tym co głosi kościół katolicki. Nie mogę też zakładać, że skoro są anty-LGBT to na pewno popierają agresję w stosunku do homoseksualistów i rzucanie kamieniami na manifestacjach. Mogą być przeciwni małżeństwom homo ale to nie znaczy, że od razu chcieliby takie osoby bić.

Miałabym całe to nasze koleżeństwo definitywnie zrywać tylko dlatego, że oni uważają, że według ich przekonań małżeństwo należy się tylko kobiecie i mężczyźnie?

Zawsze obracałam się w różnorodnym towarzystwie. To też dlatego, że byłam takim trochę outsiderem wciąż lądującym gdzie indziej. Nigdy nie należałam całe życie do jednej i tej samej paczki o jednolitych poglądach, stylu życia czy słuchanej muzyce. W młodości mogłam w piątek wieczorem jechać dudniącym samochodem na dyskotekę ubrana w błyszczącą bluzeczkę a w sobotę w skórzanej kurtce iść na koncert jakiejś alternatywnej kapeli rockowej. Tak samo jednego dnia pójdę do klubu gejowskiego z hiszpańskimi homo-znajomymi a drugiego polecę na prywatkę z kolegami – polskimi patriotami. W Hiszpanii jadłam ramadanową kolację w towarzystwie muzułmanów z Maroka i w tym samym czasie pojechałam na Światowe Dni Młodzieży z ludźmi z kościoła.

Za każdym razem byłam z zupełnie inną ekipą, taką która, raczej nie zintegrowałaby się z tamtą drugą nawet gdybym chciała ich na to namówić. Parę razy namawiałam i cóż…nie byli zbytnio zainteresowani. Jeśli na chwile się dali to uciekali już po pierwszym spotkaniu, bo to nie ich klimaty. Chciałam dobrze. Chciałam łączyć ludzi.

Zastanawiałam się czy jest to normalne. Przecież normalny człowiek jest zawsze ukierunkowany w tę jedną stronę i trzyma się jednej grupy. Ale nie przeszkadzało mi to. Dzięki temu miałam okazję poznać różne punkty widzenia, z ich zaletami i wadami oraz porównywać do otaczającej rzeczywistości. Nauczyłam się rozumieć drugiego człowieka. Teraz jak ktoś demonstruje mi swoje poglądy, może i różne od moich głosząc, że „ to wszystko wina tych lub tamtych” lub „to oni wszystko popsuli” bardziej zależy mi na relacji niż udowadnianiu kto ma rację. Kiedyś może wchodziłam w jakąś polemikę ale nie było to przyjemne. Nie jestem dobra w gębie, nie dałabym rady na słowa. Zdecydowanie wolę pisać. Teraz daję tej osobie szansę niech się przede mną wygada a ją wysłucham. Coś pewnie sobie pomyślę ale pozostawię jej prawo do własnego zdania.

Odrzuć stereotypy – tyle razy się nas do tego nawołuje. Mając takich kolegów postanowiłam oprócz stereotypów o homoseksualistach, imigrantach itp. odrzucić też te o konserwatystach.

Przyjrzałam się dokładnie jak myśli ta strona. Owszem, znajdują się wśród nich oszołomy czy kibole pełni nienawiści ale są też kulturalni, wykształceni i tolerancyjni ludzie. A to, że są przeciwni małżeństwom homoseksualnym czy przyjmowaniu imigrantów to nie dlatego, że nienawidzą tych ludzi, tylko dlatego, że według nich politycznie nie jest to korzystne.

Są tacy, którym homoseksualiści absolutnie nie przeszkadzają a nawet mają dobrych znajomych, którzy są homo. Nie przeszkadzają im jako ludzie. Im przeszkadza konkretnie tzw. ideologia LGBT i narzucanie abyśmy wszyscy się nimi zachwycali. A przecież zachwycać się wcale nie musimy, wystarczy akceptować i tolerować.

Tolerancja – słowo to jest mylnie rozumiane i kojarzone z miłością do każdego. Pochodzi ono z języka łacińskiego i oznacza „tolerare”, czyli cierpliwie coś znosić i wytrzymywać.

To wyrozumiałość dla odmienności. To poszanowanie cudzych uczuć, poglądów, upodobań, wierzeń, obyczajów i postępowania choćby były całkowicie odmienne od własnych, albo zupełnie z nimi sprzeczne. Tolerować to wcale nie znaczy pokochać coś co jest odmienne lecz znosić to czego się nie lubi, to co nas denerwuje. Nie tępić tego i pozwolić mu być jakim jest.

Dopowiem, że mogę cierpliwie znosić wszystko… poza tym co wyrządza szkodę innym. Nie wyobrażam sobie być tolerancyjną do przemocy, manipulacji, wykorzystywania seksualnego, okrutnych obyczajów w pewnych kulturach np. do obrzezania dziewczynek czy zrzucania gejów z wysokich wież.

Przeszkadza im to, że konstruktywna krytyka uznawana jest od razu za homofobię i mowę nienawiści. W ten sposób knebluje się usta osobom o przeciwnych poglądach i zmusza do autocenzury. Pewne słowa wyrywa z kontekstu aby komuś dopiec . Z nienawiścią walczy się… za pomocą nienawiści.

Przeszkadza właśnie to o co miałam na myśli – upolitycznienie LGBT w celu dzielenia ludzi (choć niektórzy też sami się na to łapią i dzielą). Niektórzy przeciwnicy ideologii LGBT… współczują tym zwykłym homoseksualistom, że uczestniczą w tej grze. Są też homoseksualiści, którzy chcą mieć spokój i nie utożsamiają się z nadmierną promocją LGBT.

Homoseksualizm z tą całą swoją otoczką i tęczowymi flagami to też styl życia. Nie każdy musi go podzielać, tak samo jak można lubić wakacje nad morzem ale nie cierpieć chodzenia po górach i na odwrót.

Każdy ma prawo żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Natomiast konstytucyjnie jest uwarunkowane, że rodzice maja prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Jeśli nie chcą posyłać dziecka na lekcje wychowania seksualnego zgodnego z zaleceniami WHO, to co w tym złego, że nie wyrażają zgody?

Homoseksualiści byli mniejszością, która po prostu powiedziała dość dyskryminacji wobec nich, ponieważ przez wieki nie mogli się ujawniać pod groźbą pobicia, więzienia a nawet śmierci. W XX w. zaczęli się organizować wywalczając coraz więcej praw. Jednak podchwycili to ci, dla których to będzie dobry materiał na polityczne rozgrywki i sianie chaosu. Natomiast wielkie korporacje zwęszyły w tym dobry biznes i zaczęły masowo wypuszczać na rynek tęczowe gadżety.

Ktoś kto tego stylu życia nie podziela czuje się nim bombardowany niczym telewizyjnymi reklamami preparatów na zgagę. Jak się czegoś nie lubi, to chyba lepiej się z oglądania tego wyłączyć i zająć swoim życiem. Ale gdy tego jest już za dużo to nie wytrzymują i mówią głośno to co myślą.

Nie w porządku jest też to, że wszystko przechyliło się w druga stronę i postępuje się takimi samymi metodami jak wcześniejszy jak ci co wcześniej dyskryminowali.

Nie w porządku jest to, że jeśli ktoś nie pochwala stylu życia według LGBT, bo wierzy w inne wartości oraz zdegustowany jest ciągłą promocją może mieć przypiętą latkę, obsmarowany w sieci a nawet stracić pracę. Choć tamten pracownik zwolniony z Ikea za przeciwstawianie się LGBT zacytował trochę niefortunny fragment Biblii ze Starego Testamentu, do którego było gdzie się przyczepić.

Równie dobrze każdy ma prawo przyznawania się do swojego stylu życia i stania za nim murem. Bez narażenia na pogardę, agresję i przypinanie im łatek.

Homoseksualiści mogą organizować swoje parady równości natomiast konserwatyści marsze w obronie rodziny. Byle tylko przebiegały one pokojowo. Jeżeli organizatorom na tym zależy to uczestnicy marszu winni trzymać się reguł m.in. tej aby nie dać się sprowokować przeciwnej stronie ani też samemu nie prowokować.

Niestety na takich marszach zawsze pojawi się ktoś co zakłóci porządek. Policja ma ręce pełne roboty. Kolejne skandale idą do mediów, gdzie każda strona przedstawia swoją wersję „jak naprawdę było” i że to ci drudzy albo zaatakowali albo sprowokowali. Zauważyłam, że obie strony jednogłośnie nazywają to… wojną cywilizacji, wojną kultur.

Czy rzeczywiście ma to miejsce?
A jakie jest moje zdanie?

Uważam, że jednak tradycyjna rodzina ma wartość. Była, jest i zawsze być powinna podstawową komórką społeczną. Mam na myśli związek kobiety i mężczyzny. Oparty na miłości i szacunku.

Tradycyjna rodzina powinna być szczególnie traktowana, ponieważ ona wydaje na świat potomstwo i jest pierwszym środowiskiem, w którym ono dorasta. Ze związków homoseksualnych, ktoś chce czy nie – biologicznie dzieci nie będzie i stwierdzenie tego faktu NIE powinno być uznawane za homofobię.

Tradycyjna rodzina jest ostoją zdrowego rozwoju i bezpieczeństwa dzieci. Kiedy zawodzi państwo, kiedy się traci pracę, kiedy jest wojna, człowiek znajduje ostatnią deskę ratunku w rodzinie.

Powiedzcie co jest złego w rodzinie z punktu widzenia kościoła? Wierność małżeńska. Monogamia. Bycia z jedną osobą przez całe życie w zdrowiu i w chorobie? Nawet osobie niewierzącej będzie to pasowało.

Tworzenie wspólnoty w której obie strony się kochają, wzajemnie uzupełniają. Dziecko aby prawidłowo się rozwijać i mieć dobre wzorce powinno jednak mieć mamę i tatę.

Rozumiejąc przez pojęcie „tradycyjna rodzina” czy „tradycyjne małżeństwo” wcale nie znaczy, że to patriarchat, w którym jest ścisły podział ról, że to facet pracuje a kobieta do dzieci i garów. Nic bardziej mylnego i całe szczęście.

Zarówno mąż jak i żona mogą się realizować zawodowo i zarabiać. Za to jeśli ktoś chce dobrowolnie zrezygnować kariery na rzecz domu i dzieci to też jego prawo i nie powinno się go nazywać pogardliwie kurą czy kogutem domowym.

Najlepszym przykładem są kobiety z mediów katolickich i rzeczniczki kościoła. Zwróćcie na nie uwagę. Tradycyjnie mają gromadkę dzieci i męża z którym wspólnie głoszą swe poglądy. Co niedziela całymi rodzinami chodzą na mszę św. Te panie, które tak wiele mówią o „domowej pracy” kobiet mają takie kariery zawodowe oraz sukcesy których poważnie im zazdroszczę… publicystki, redaktorki, prawniczki, lekarki, autorki, szefowe, bizneswoman.

Owszem, zdarzają się rodziny patologiczne. Ale chodzi o sam model, który wyrósł z wartości chrześcijańskich, który od wieków jest po prostu SPRAWDZONY. Do niego warto dążyć i o dziwo… każdy dąży do niego podświadomie niezależnie od poglądu.

Czytam pewną znaną blogerkę, która jest zdeklarowaną zwolenniczką aborcji na życzenie, eutanazji, małżeństw homoseksualnych oraz wroginią kościoła katolickiego. A mimo to… na każdym kroku podkreśla jak ważna jest dla niej jej tradycyjna rodzina. Jej mąż to najważniejsza osoba, najlepszy partner i przyjaciel. Ona sama tak poukładała swoje życie aby rodzinę, czyli męża i dzieci postawić na pierwszym miejscu.

Nie rozumiem dlaczego stawanie po stronie normalnej rodziny uważa się za ciemnogród?

To, że wspieram małżeństwa kobiety i mężczyzny wcale nie znaczy, że wykluczam homoseksualistów. Związki homoseksualne widzę jako koegzystujące w zgodzie i żyjące swoim życiem równolegle obok tradycyjnej rodziny, która jest podstawą i której nie mogą wypierać.

Homoseksualiści to też prawowici obywatele, którzy nie powinni być obrażani, dyskryminowani i wykluczani z życia społecznego ze względu na swoją orientację.  

Ostatnio coraz częściej uświadamia się nam, że małżeństwo kobieta i mężczyzna + dzieci to NIE jedyny istniejący model rodziny. W praktyce mamy tez wiele innych modeli. Są przecież rodziny patchworkowe, rodzice samotnie wychowujący dzieci, pary bezdzietne oraz związki osób tej samej płci.

Też należy im się godność, szacunek i pomoc. Nie powinny być spychane na margines. Ci ludzie z różnych powodów, niekiedy świadomych wyborów, ale przeważnie zdarzeń losowych, czy decyzji drugiej strony nie byli w stanie uczestniczyć w tym tradycyjnym modelu rodziny. Być może zawsze o nim marzyli, ale po prostu życie tak się ułożyło. Muszą teraz zaakceptować tę sytuację i nauczyć się, żyć w tym co ich spotkało.

Uważam tylko, że warto przygotowywać ludzi do życia w rodzinie, aby jak najwięcej osób właśnie było w stanie taką zbudować, aby mogło znaleźć sobie właściwego partnera i nauczyć się jak pielęgnować ten związek i zapewnić dzieciom godne warunki do rozwoju. Bo któż o takiej rodzinie nie marzy? Marzy aby w takiej się urodzić lub samemu ją stworzyć.

Jaki jest stosunek kościoła do osób homoseksualnych? Jaki przynajmniej być powinien?

Kościół owszem uznaje to za grzech (z czym nie każdy musi się zgodzić) ale NIE odrzuca ludzi w nim żyjących. Potępia wszelką przemoc i dyskryminację wymierzoną w ich stronę. Ponieważ człowiek ma taką naturę, grzeszy, błądzi lecz zawsze ma otwartą furtkę aby się nawrócić. Dlatego należy mu się godność. Sam Jezus spotykał się przecież z celnikami i grzesznikami. Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień – mówił stając w obronie kobiety lekkich obyczajów a następnie mówił do niej – idź, od tej chwili już nie grzesz. Kościół odrzuca jedynie trwanie w grzechu z premedytacją, czyli np. pójście za głosem swoich emocji i rządz. Za to człowiek ma wolną wolę i  zrobi jak uważa przy czym musi ponieść konsekwencje.

Faktycznie, trudno jest wypracować kompromis między kościołem a społecznością LGBT. Ale przynajmniej powinni ze sobą dyplomatycznie rozmawiać jednocześnie trzymając się swego stanowiska.

Niestety wśród osób związanych z kościołem czy LGBT też są jednostki, które prowokują i skłócają. Ktoś kogoś zaczepi, przeinterpretuje czyjeś słowa tylko po to aby ten drugi się odgryzł i tak bez końca. Jeden nazwie kogoś „tęczową zarazą” natomiast drugi sprofanuje jego świętości.

Potem idzie to w tak skrajną stronę, że trzeba uważać na każde słowo przy wyrażaniu swojego zdania aby kogoś przypadkiem nie urazić. Dlatego może lepiej gdy ktoś coś powie nie po twojej myśli to po prostu zwyczajnie to zignorować, nie reagować na to złością i odpłaceniem się za wszelką cenę. Po co dalej to nakręcać.

Jakie jest moje zdanie na temat prawa do związków partnerskich, małżeństw i adopcji dzieci przez pary homoseksualne? Co ja myślę

Szczerze powiem, że…wciąż nie mam wyrobionego zdania. Ono cały czas się kształtuje.

W Polsce homoseksualiści mogą normalnie żyć w związkach nieformalnych i nikt nie ma prawa im zakłócać spokoju. Na pewno musi być uregulowane prawnie sytuacja jeśli chodzi o informacje o zdrowie pacjenta, sprawy finansowe, dziedziczenie czy pochówek. Ktoś może nie mieć nikogo innego bliskiego oprócz swojego partnera. W tym przypadku sensowny byłyby związek partnerski. Choć wiadomo, że można też zawiązać spółkę cywilną czy spisać umowę u notariusza.

Co do małżeństw i adopcji dzieci wciąż nie jestem pewna czy powinny być czy nie. Wciąż zdaje się, że dla dziecka najlepiej jest mieć mamę i tatę. Ale z kolei para osób tej samej płci, którzy naprawdę chcą żyć w wierności i tworzyć zgodną rodzinę to rozumiem, że chcieliby to prawo mieć. Jeśli homoseksualiści mają dzieci z poprzednich, heteroseksualnych związków to któż inny ma je wychowywać?

Za to jestem zdania, że na pierwszym miejscu powinno być dobro dziecka a potem osobiste pobudki, że chcę to dziecko mieć i kropka. Jeszcze za mało wiadomo jak wychowanie przez rodziców tej samej płci wpłynie na psychikę młodego człowieka.

Nie możemy przewidzieć co nam przyniesie świat gdy coraz więcej małżeństw homoseksualnych będzie zawieranych. Czy nawet jak będą istniały równolegle to czy tradycyjna rodzina nadal pozostanie silna? Tego nie wiemy do czego nas to doprowadzi.

Zawsze ryzykuje się kiedy wprowadza się na świecie jakieś rewolucyjne zmiany.

Nawet jak mają szczytny cel to na pewno politycy, wpływowe organizacje i ponadnarodowe korporacje będą dalej zbijały jakiś interes i odwrócić od niego uwagę zwykłych obywateli skłócając ze sobą.

Były już w historii projekty zmian społecznych i ustrojowych, na które kręcono nosem. Po wprowadzeniu jedne sprawiły, że nasze życie czy życie danej społeczności znacznie się poprawiło. Natomiast drugie przyniosły chaos. Zazwyczaj było tak, że zmiana nie była jednowymiarowa gdyż w jednym obszarze coś polepszyła a w drugim czemuś zaszkodziła. To tez zależy kogo dotyczyła, bo nie da się każdego zadowolić.

Zdaje się, że tak jak ja większość ludzi ma jednak elastyczne poglądy, nawet jak publicznie obstaje po jednej konkretnej stronie. Na pewno nie ma tak, że coś ślepo przyjmuje lub całkowicie odrzuca bez dokładnego zastanowienia się. Gdyby nie był podburzany przez polityków do kłótni to pewnie byłby bardziej otwarty dla drugiego człowieka, no dobra, powiem to…tolerancyjny.

Powiedzmy to wprost. Stanowczy heteroseksualny prawicowiec może nie lubić gejów (bo sam nie wyobraża sobie seksu z facetem) za to skrycie marzą mu się dwie piękne lesbijki w miłosnych zalotach.

Część czegoś jest dla nas do przyjęcia a druga część nie.

A co jeśli kiedyś mój syn oświadczy, że chyba jest gejem?

Na pewno go nie odrzucę. Jak mogłabym mu to zrobić kiedy tuliłam go jako małe dziecko?

Pragnę stworzyć mu poczucie bezpieczeństwa aby bez wstydu mógł mi powiedzieć o wszystkim, by w naszym domu rozmowy o seksie nie były tabu. Będę go wspierać w poszukiwaniu swojej tożsamości, żeby dobrze upewnił się czy to na pewno to. Cokolwiek się upewni – zaakceptuję, byle tylko nie wykorzystywał innych.

Młody człowiek ma prawo poszukiwać, błądzić, radzić się. Zaproponuję mu by w szukaniu swego ja zwrócił się o pomoc do specjalistów: psychologa, seksuologa, … księdza… jeśli też jakoś na niego trafi, oczywiście takiego, który nie potępi lecz okaże miłosierdzie.

Pewnie, że wolałabym mieć synową i gromadkę wnuków. Ale jak będzie szczęśliwy z mężczyzną – będę trzymać kciuki za jego związek. To jego życie, jego wybór, więc i jego odpowiedzialność. Rodzice tamtego właściciela domu w Hiszpanii pokazali, że można.

Właściwie świat już tak stanął na głowie, że coraz mniej rzeczy jest w stanie zdziwić.

Dlatego gdy spotykam drugiego człowieka, z którym może nie we wszystkim się zgadzam ale mimo to ogólnie dobrze się dogadujemy to niech tak zostanie. Najpierw go po prostu poznaję i oceniam czy jest w stanie być zwyczajną przyjazną osobą niezależnie od swojej orientacji seksualnej, wyznawanej doktryny czy tego co głośno mówi.

Jeśli ma być ta prawdziwa tolerancja to na pewno nie represyjna.

Musi po prostu działać w obie strony i tyle.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...