Gdzie się widzę za 5 lat?
Moja praca to, Samo życie

Gdzie się widzę za 5 lat?


Gdzie się widzisz za 5 lat? To częste pytanie jakie zadaje się zazwyczaj na rozmowie o pracę aby kogoś sprawdzić. Równolegle pada też wiele innych podobnych pytań.  Najszczerszą odpowiedź jaką najchętniej udzieliłabym na nie brzmi Nie wiem.

Gdzie się widzę z 5 lat?

Nie wiem.

Doradza się nam, że takiej odpowiedzi nie należy udzielać. Jest ona niewłaściwa i przedstawia Cię w niekorzystnym świetle. Robisz wrażenie osoby, która nie ma pomysłu na siebie, nie ma planu i wizji, nie rozwija się, żyje z dnia na dzień i nie jest kreatywna, bo nie potrafi stworzyć ciekawej odpowiedzi. Wiadomo, że każdy chce pracować z ludźmi, którzy wiedzą dokąd zmierzają.

Tylko czy przewidzisz co się wydarzy za 5 lat? Czy masz gwarancję, że dojdziesz tam gdzie chcesz na czas? Czy wszystko tak nam się pięknie poukłada, że zapracujesz by być tam gdzie się widzisz?  Skąd masz to wiedzieć? Pozostaje jedynie fantazjować, rzucić odpowiedzią która będzie ciekawa i pasowała do oczekiwań rozmówcy.

Ostatecznie to czas pokaże co będzie za 5 lat.

Bardzo długo zastanawiałam się czy w ogóle jest możliwa bezkarna odpowiedź Nie wiem. Jakakolwiek podobna, nie określająca naszego miejsca w przyszłości. Już wydawało się, że taka możliwość nie istnieje i zawsze musimy jakąś konkretną odpowiedź wymyślić.

Aż przyszedł rok 2014. Trafiłam na wywiad, który dał olśnienie, wskazówkę i nadzieję, że ze mną wszystko w porządku. Jak wiesz, jestem pasjonatką branży MLM. Nie tylko jako osoba co w tym jest lecz śledząca ją oraz kariery wielu znanych liderów z różnych firm.

Był to wywiad z Renatą i Piotrem Zarzyckimi – top liderami MLM o najwyższej pozycji w swojej firmie w Polsce. Tytanami ciężkiej pracy. Przekonanych, że do wszystkiego samemu trzeba dojść, że liczy się zaangażowanie, planowanie i strategia by osiągnąć swój cel. To był wywiad nie (za przeproszeniem) z byle kim a małżeństwem co zawsze było wzorem do naśladowania dla każdego MLM-owca.

Zadano im następujące pytanie:

Gdzie widzicie się za 5-10 lat?

Padła następująca odpowiedź:

Nasze czasy tak bardzo się zmieniają, że trudno powiedzieć, co będzie za 5 czy 10 lat. Wiemy, że aby radzić sobie w życiu, trzeba wciąż zdobywać doświadczenie i nowe kwalifikacje, korzystać z wielu szkoleń w różnym zakresie i analizować rynek konkurencji. Trudno dziś przewidzieć tak odległy okres czasu.

Bardzo pasowała mi ona w momencie czytania wywiadu. Ale jej sens potwierdził się szybciej niż w przeciągu 5 lat. Czas wszystko zweryfikował i pokazał co będzie. Możliwe, że nikt się tego nie spodziewał. Wielu śledczych karierę Zarzyckich było bardzo zaskoczonych.

Obecnie Renata i Piotr nie pracują już razem. Tak to czasem bywa, że wspólna droga się rozchodzi i może tak jest lepiej. Nadal aktywnie, działają w swojej firmie, ciężko pracują, osiągają sukcesy ale już osobno.

Zatem masz prawo nie móc określić co dokładnie będzie za 5-10 lat i ten fakt stwierdzić, wbrew temu, że wciąż wymaga się jakiejś super mocy przewidywania przyszłości. Masz prawo powiedzieć, że po prostu nie wiesz. Masz na to dowód, którym jest nieprzewidywalność życia. Ono może totalnie zmienić twoje plany. Na lepiej, na gorzej, na punkt wyjścia lub na coś trudnego co stanie się początkiem pozytywnych zmian.

Jedyna pewna w życiu to zmiana.

– z tym cytatem akurat się zgadzam.

Możesz jej się spodziewać w każdej chwili. Może przyjść zupełnie z zaskoczenia. Może też nie przychodzić przez wiele lat, przez co nic się nie zmieni. Możesz też samemu prowokować zmiany choć summarum tego co się stanie będą Twoje działania + okoliczności losowe.

Możesz za to prowadzić swoje życie normalnie. Możesz zmierzać dokąd rzeczywiście chcesz dojść za 5 lat nie oglądając się na to co po drodze się przytrafia. Możesz być zawsze z gotowości na zmiany. Nie wiedząc co będzie w przyszłości możesz się cały czas rozwijać się w tym co aktualnie robisz i dokształcać, bo nigdy nie wiadomo co się wtedy przyda.

Kiedyś rzeczywiście, zawsze naiwnie wyobrażałam to jak się widzę za ileś tam lat. Kim będę i co będę mieć. Za bardzo sugerowałam się innymi ludźmi, którzy przeważnie po danym czasie mieli to i to więc ja też powinnam wtedy to mieć.

Zawsze chciałam wieść proste życie według schematu. Może dlatego, że takiego byłam nauczona i że ono wydawało mi się spokojne i bezpieczne.

Rodzina też za nim była i ja się z nimi zgadzałam. Ten schemat to, pewnie znacie: skończ liceum na dobrych ocenach a potem studia z wyróżnieniem, idź do pracy koniecznie stałej na etacie, znajdź sobie męża, najlepiej z tego samego kraju i kultury aby celebrować z nim jednakowe tradycje,  kupcie sobie mieszkanie lub dom (na kredyt), spłacajcie go przez 30 lat, miejcie dzieci, podróżujcie w trakcie urlopu, doróbcie się emerytury i żyjcie sobie spokojnie z niej.

Wiecie co?

Nadal uważam, że ten model życia wcale nie jest taki zły wbrew temu co nam przedstawiają. Uważam, że ma bardzo dużo zalet. Co jest złego w potrzebie stabilizacji?

Przecież każdy do niej dąży. Nie po to aby nie musieć się rozwijać lecz po to aby stabilizacja była tym koniecznym minimum od którego wreszcie możesz sięgać po więcej. Nadal chętnie widziałabym siebie w tym modelu życia aby ta stabilizacja była furtką do korzystania z większych szans.

Nie lubię nudy, zawsze znajdę na nią sposób ale wcale nie potrzebuję jakiś spektakularnych wyzwań aby żyć pełnią życia.

Jednak czas pokazał co innego. Pewnie dlatego czasami za tym modelem zdarza mi się tęsknić.

Gdzieś tak do końca liceum myślałam, że jestem na dobrej drodze do niego. Ale wszystko zaczęło się „walić” w połowie studiów.

Nagle zamarzyłam sobie wyjazd na studia do Hiszpanii i widziałam się w tym kraju za parę lat. Zainspirowała mnie koleżanka z roku, która wcześniej tam pojechała. To akurat się spełniło i trwa do dziś.

Widziałam się z w miarę dobrą pracą krótko po studiach. Kiedy nie udawało mi się jej zdobyć na czas, to widziałam się z nią za kolejny, kolejny, kolejny rok…

Widziałam się w tym czasie z własnym samochodem. Miałam go dopiero w wieku 34 lat – dostałam stałego (ale jarego) za darmo. Teraz posiadamy nowy samochód rodzinny.

Widziałam się z kupionym mieszkaniem do 30-stki. Ten termin cały czas przeciągam. Choć może i dobrze, że brak mi zdolności kredytowej.

W stałym związku już wcale się nie widziałam. Po wielu rozczarowaniach nie oczekiwałam by był mi dany taki jaki chciałam. Odpuściłam. Aż tu nagle weszłam w niego w wieku 24 lat i jest w miarę stabilnie. Tworzymy wielokulturową rodzinę.

Dziecka nie planowałam mieć za wcześnie. Tak dopiero po 30-stce. Tu stało się jak chciałam. Zresztą w tym temacie wszystko poszło idealnie.

W życiu zawodowym raczej już nie widzę perspektyw na ponowne wbicie się w ten stabilny model. Już za dużo latek przeleciało.

Ale…

Gdzie się widzę za 5 lat?

W czasie studiów dostałam się na praktyki do lokalnej gazety jako grafik. Zainspirował mnie kolega z roku, który tam je odbył. Szkoda tylko, że za darmo ale byłam wtedy młoda i naiwna. Wierzyłam, że po czasie staną się furtką do kariery.

Równolegle odbyłam fajną współpracę z lokalną fundacją gdzie realizowaliśmy projekty z funduszy UE. Wprawdzie jako wolontariuszka ale też było parę płatnych zleceń.

Już w Hiszpanii zrobiłam parę kursów, które dały nowe umiejętności. Dostałam się na pierwsze płatne praktyki.

Tak, nawet dostałam się do jednej pracy. Takiej w jakiej chciałam być. W agencji reklamy. Bez znajomości. Może jednak jestem w stanie taka zdobyć? Zobaczyłam ofertę, poszłam z CV. Na miejscu był szef. Odbyłam rozmowę. Po miesiącu zadzwonił. Szkoda tylko, że firma ta później upadła. Szef miał wizję i wiele pomysłów na jej rozwój, które od razu realizował. Bardzo mnie przepraszał gdy musiał wszystkich zwolnić.

Miałam też przez pół roku drugą pracę jako grafik w dziale marketingu, do której się nie zgłaszałam. Zupełnie niespodziewanie. Znajomy się do mnie odezwał z ofertą, po czym polecił. Przyjęto mnie. Czemu tylko na pół roku? Cóż, przyszedł kryzys i firma zlikwidowała mój dział, by pójść w outsourcing.

Obie wspomniane prace zdobyłam na początku hiszpańskiego kryzysu. Myślałam, że jestem ogromną szczęściarą. Kryzys i tak dopadł mnie po roku. To była lekcja, że nic nie trwa wiecznie a szczególnie dobra passa.

Nigdy też nie przypuszczałam, że z braku perspektyw będę musiała zrobić krok do tyłu w swojej karierze. Przyszło mi wykonywać pracę uważaną za niewdzięczną. Opieka 24 godz. nad seniorami w Niemczech, która była bardzo ciężka.

Ale to ona dała mi największe dotychczas pieniądze, które dało się zaoszczędzić. Dzięki nim mogłam wytrwać cały rok bez pracy oraz opłacić różne kursy i spełnić parę marzeń podróżniczych.

Nigdy się w tej pracy nie widziałam. Na początku gdy mi ją polecono odmówiłam. Myślałam, że to nie dla mnie. Nie mam na nią szans ze względu na język niemiecki. Czułam, że zbyt słabo go znam. Okazało się, że poziom podstawowy jest wystarczający.

Gdy zostałam mamą zajęłam się współpracą z Oriflame, przygotowaniami do konkursów EPSO oraz blogowaniem. Są to rzeczy, które mnie pasjonują i widzę w nich szanse. Cały czas się w tych działaniach rozwijam, mam na nie swoje plany. Chcę się w nich realizować obserwując do czego to może doprowadzić.

Zatem co odpowiedziałabym na pytanie gdzie się widzę za 5 lat?

Bardzo chciałabym odpowiedzieć w tych dwóch słowach: Nie wiem. Ale wciąż panuje poprawność, więc bardziej to rozwinę.

Może ujęłabym to pytanie inaczej. Zamiast Gdzie się widzisz za 5 lat? zmieniłabym na:

Gdzie chciałabym się widzieć za 5 lat?

Gdzie aktualnie planuję dojść za 5 lat?

Mimo, że nie wiem gdzie za te 5 lat będę, odpowiem po prostu gdzie chciałabym wtedy być.

To też w zależności o jaką sferę życia chodzi. O jaką pracę, o jaką szansę która wykorzystuję z założeniem, że coś może wyniknąć.

Za 5 lat na pewno będę o 5 lat starsza. Będę już po 40-tce. Mój synek będzie u progu pójścia do podstawówki.

Właśnie stoję przed trzecim podejściem do konkursu EPSO. Zamierzam podejmować ponowne próby. Chciałabym któraś z nich przejść pozytywnie. Do tego będę robić dużo ćwiczeń oraz ćwiczyć szybkość i skuteczność. Być może za 5 lat dobrze byłoby zobaczyć się jako urzędniczka w Komisji Europejskiej.

Po zamknięciu poprzedniego katalogu Oriflame zdobyłam poziom 24%. Moje zarobki wzrosły. To oznacza rozpoczęcie kwalifikacji na Dyrektora Sprzedaży, która wymaga utrzymania tego poziomu przez 8 katalogów. Zatem w przyszłości chciałabym się widzieć z tym tytułem. Aby to osiągnąć muszę nabrać więcej pewności siebie w polecaniu produktów i wiedzy o nich, czego bardzo długo mi brakowało.

Jeśli chodzi o blogowanie to zamierzam stopniowo realizować swoje pomysły. Wszystkie dotychczasowe już zostały wcielone w życie. Chcę się doskonalić nie tylko w pisaniu ale i w promowaniu się.

Liczę się z tym, że w przyszłości mogę nawet z blogowania zrezygnować. Przyczyną może być znalezienie wymarzonej pracy, która zajmie mi większość czasu albo… możliwe osiągnięcia w dwóch wyżej wymienionych dziedzinach, które przyniosą zobowiązania. Po prostu czas to pokaże.

Jeśli za 5 lat moje blogi nadal będą istnieć to chciałabym aby miały więcej odwiedzin i były lepiej rozpoznawalne. Aby moi stali czytelnicy pozostali, bo teksty nadal ich inspirują i się z nimi identyfikują. To stali czytelnicy są kluczowi. Wiem, że nie mogę stawiać ani tylko na ilość ani tylko na jakość. Jedno i drugie jest jednakowo ważne i oba muszą być na dobrym poziomie. Być może uda mi się kiedyś z blogowania żyć.

Mogę dążyć do tego kim chcę być za 5 lat, ale coś może się w tych planach zmienić. Będę się raczej skupiać na tym co chciałabym zrobić tu i teraz. Jak najlepiej. A efekty przyjdą po czasie.

Tak jak powiedzieli ci liderzy MLM, też chcę zdobywać doświadczenie, kwalifikacje, kształcić się w różnym zakresie i analizować rynek konkurencji. To pomoże mi lepiej radzić sobie w życiu, nawet gdy tylko wydaje mi się, że nic się nie dzieje i stoję w miejscu.

Jednak gdybym została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do wymarzonej, idealnej pracy i zadano by mi pytanie Gdzie się widzę za 5 lat? to odpowiedziałabym jedno.

Chciałabym się widzieć właśnie tu.


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...