Gdy inni odnoszą sukcesy a Ty czujesz się nikim. Jak sobie z tym poradzić?
Podróże nie duże, Samo życie, Tworzę

Gdy inni odnoszą sukcesy a Ty czujesz się nikim. Jak sobie z tym poradzić?


Być może znasz to uczucie. Dzięki mediom społecznościowym masz dostęp do części życia swoich znajomych i innych ludzi. Obserwujesz ich i widzisz jak odnoszą same sukcesy.

Robią zawrotną karierę zawodową. Zmieniają pracę na lepszą na pstryknięcie. Zarabiają fajne pieniądze. Podróżują. Co rusz widzisz ich zdjęcia z różnych stron świata. Zakładają biznesy i rozwijają swoje pomysły, które wypalają. Kupują nowe mieszkania i domy, których wnętrza urządzają jak z katalogu. Wciąż się przeprowadzają. Jeżdżą dobrymi samochodami. Poznają wielu ciekawych ludzi. Tworzą udane związki. Mają ogromne talenty, które zostają docenione. Wygrywają konkursy. W ich życiu wciąż coś się dzieje i spotykają ich pozytywne zmiany. Uczestniczą w spektakularnych wydarzeniach. Udzielają się publicznie. Pokazują ich media. Nawet jak piszą bloga, zakładają fanpage na Facebooku czy konto na Instagramie to już od startu zdobywają tysiące fanów. Spełniają swoje marzenia jedne za drugim. Jak oni to robią, że wciąż im się udaje?

Przyglądasz się z zazdrością i myślisz sobie, że przy nich jesteś nikim. Jesteś takim przeciętnym szarym człowiekiem, bez osiągnięć, ze śmieciową pracą, której nie lubisz. Albo jesteś bez pracy, bez kasy na dalekie podróże, bez kontaktów. W Twoim życiu nie dzieje się nic ciekawego.

Owszem, próbowałaś coś zmienić. Mówili Ci: myśl pozytywnie i działaj a na pewno do czegoś dojdziesz. Mówili: nie marudź, że komuś się udało i sama rusz dupę.

Ale Twoje pomysły się nie przyjęły, działania, nawet najwytrwalsze nie przyniosły efektów. Marzenia, o które zabiegałaś się nie spełniły. Wciąż wracasz do punktu wyjścia i nieustannie zaczynasz od zera.

Wiesz, rozumiem Cię jak nikt. To poczucie porażki w porównaniu z innymi uwydatnia się właśnie teraz kiedy kończy się stary rok i zaczyna nowy. Wszyscy robią podsumowania noworoczne i jesteś w szoku jak owocny był on dla innych. A u Ciebie wciąż, rok w rok stara bida piszczy.

Bardzo dobrze Cię rozumiem, ponieważ w 2018 też nic specjalnego nie osiągnęłam. Nie nastąpił w moim życiu żaden przełom. Nie uczestniczyłam, w żadnych spektakularnych wydarzeniach, takich które nakręcają i dają to wspaniałe uczucie, że coś się dzieje. Ponieważ one się nie zdarzyły zarówno same z siebie jak i wtedy gdy chciałam do nich doprowadzić. Nie udało się zmienić swojego życia.

Nie osiągnęłam nic specjalnego, bo nie trafiłam na odpowiednie okazje i odpowiednich ludzi, którzy docenią i będą katapultą do sukcesu. Ciężka praca, wytrwałość, pozytywne myślenie są ważne. Ale na nic się nie zdadzą nim nie będziesz odpowiednią osobą w odpowiednim czasie i miejscu oraz brak Ci twardego tyłka. Twoje osiągnięcia, takie publicznie uważane za sukcesy zależą wyłącznie od tego jak je inni przyjmą. Czy Cię kupią czy nie. Chyba że jakoś umiesz innych porwać za sobą i potrafisz inteligentnie wejść oknem gdy wyrzucą Cię drzwiami. Niestety.

Dużo zależy też od podejmowania decyzji. Podejmujesz różne decyzje z nadzieją, że co z nich wyniknie. Ale tak jest, że dla jednego z podobnej decyzji będzie coś dobrego a dla drugiego okaże się ona totalnym niewypałem. Najczęściej flakami z olejem, kiedy nic nie zyskujesz i nic nie tracisz. Ta sama metoda, która zadziała jednemu, nie zadziała drugiemu.

Moja znajoma podsumowując swój rok 2018 napisała czego ją nauczył:

  • Tego, że nie ma co liczyć na lepsze jutro. Ono nie jest ani lepsze ani gorsze, tylko jest takie jakie jest.
  • Tego, że zmiana nie zawsze jest tylko dobra ale na pewno jest ciekawa.
  • Tego, że nie warto nic z góry zakładać, bo ludzie po których niczego się nie spodziewasz mogą zrobić największą niespodziankę.

W drugim półroczu zaproszono mnie na kilka rozmów kwalifikacyjnych. Przygotowywałam się do nich z doradcą zawodowym. Lecz na żadnej mnie nie wybrali. W 2018 ponownie nikt mnie nie zatrudnił.

Nie dostałam się też na żaden kurs zawodowy dający szansę na przekwalifikowanie się, na który składałam papiery. Nie były to jakieś ambitne studia wysokich lotów ale kursy uprawniające do zwykłych prostych prac, do których też wymagany jest tytuł.

Nie wygrałam nagrody w żadnym konkursie. Nie przeprowadziłam się do lepszego mieszkania czy innego miasta. Wciąż tkwię na starych śmieciach. Nie odbyłam żadnej wielkiej podróży życia, bo nie mogłam sobie na nią pozwolić finansowo. Barierą spełnienia większości marzeń są wyłącznie pieniądze.

Nowy blog też się jakoś nie wybił. Nadal pozostał niszowy czytany przez wąskie grono. Czasem zastanawiam się czy warto go dalej prowadzić, skoro nic z tego nie będzie. Jednak zdecydowałam się przedłużyć domenę i hosting na kolejny rok. Potrzebuję mieć swój azyl, w którym mogę być w 100% sobą ponieważ gdzie indziej takiego nie ma. Mam też na niego parę pomysłów, które chcę powoli wcielać w życie.

Wprawdzie Nieidealnaanna i Vademecumblogera nominowały go do rankingu Share Week 2018 co jest bardzo miłe i za co dziękuję. Ale się do niego nie dostał. Ania nawet zapowiedziała, że ten rok będzie należał do mnie. Ostatecznie nie należał.

Wiele rzeczy też nie zrealizowałam przez ograniczenia czasowe w związku z godzenia wszystkiego z opieką nad moim dwulatkiem. Cały czas chorował, więc miał wiele nieobecności w przedszkolu. Często wmawia się nam, że jest to możliwe, że to kwestia organizacji. Okazuje się, że nie do końca.

Jak zatem sobie z tym poradzić? Jak przestać się porównywać, być wobec siebie zbyt krytycznym i czuć jak człowiek porażki w momencie, kiedy rzeczywiście jesteś człowiekiem bez osiągnięć?

Łatwo powiedzieć: Nie przejmuj się tym. Ale trudniej tego podjąć. Jeśli jesteś osobą bardzo zdyscyplinowaną to możesz nawet unikać bycia w mediach społecznościowych. Najlepiej ze wszystkich się wyloguj byś nie musiała patrzeć na znajomych pełnych sukcesów.

A może po prostu zaakceptować to. Przyjąć, że tak po prostu wyszło, że jesteśmy „zwykłymi ludźmi” ale też mamy w tym swoją misję i ważne zadania do wykonania. Nie potrzebne są nam do tego żadne sukcesy. Zwykłe życie też może być wartościowe i ciekawe. Pisałam kiedyś tekst o definicji ciekawego życia.

Tak w ogóle po co narzucają nam tą presję: Zmień swoje życie! Teraz! Natychmiast! Za wszelką cenę! Tak jakbyś musiała i już. A jak nie to jesteś ciota!

U mnie właśnie akceptacja sprawiła, że nie popadam w depresję.

Przytoczę przykład dziennikarki Weroniki – jednej z ulubionych vlogerek. Ona często odwołuje się do wiary gdyż jest katoliczką. Ale jej spostrzeżenia są takie, że odnajdzie się w nich także osoba niewierząca. Choć Weronika jest osobą co osiągnęła sukces zawodowy, jest szczęśliwa w tym co robi to nie zapomina o tych, którzy czują się „nikim”.

Na swoim Instagramie napisała o osiołku. On właśnie czuł się źle, że nie jest w niczym dobry tak jak inne zwierzęta, że jest szary, przeciętny i mało inteligentny choć uparty. Jednak to właśnie osiołek woził Świętą Rodzinę. On wwiózł Jezusa do Jerozolimy i tym samym wszyscy wiwatowali także na jego cześć. To była jego misja i to do czego był powołany taki jaki jest i winien był to zauważyć sam w sobie, docenić i zaakceptować.

Myślę też, że każdy ma w sobie coś pozytywnego. Odniósł w swoim życiu większe i mniejsze sukcesy tylko tego nie dostrzega. Ponieważ przyćmiło go ogólne przekonanie, że osiągnięcia, talenty muszą być tylko spektakularne, doceniane przez masę ludzi i ma iść za nimi duża kasa.

Otóż wcale nie muszą. Mogą być takie jakie są ale zmieniające nasze życie i życie innych na lepsze, że coś potrafimy, nad czymś dobrze pracowaliśmy lub szczęście trochę nam sprzyjało.

Jak dobrze wsłuchasz się w siebie to na pewno jakieś swoje nawet najmniejsze osiągnięcia w ubiegłym roku znajdziesz. Postaraj się, bo na pewno nie jesteś „nikim” i tylko tak ci się wydaje.

Ja parę takich pozytywów u siebie znalazłam aczkolwiek było trudno wskazać jakiekolwiek. Oto one:

Po pierwsze, mam już jakieś zarobki w Oriflame w granicach 500 – 1000 zł miesięcznie. Wcześniej nie przypuszczałam, że takie sumy są u mnie możliwe. Dla wielu te kwoty są śmieszne. Ale dla bezrobotnej każdy grosz to już jest coś.

Wcześniej nie zarabiałam nic, stąd było pasmo zmian decyzji czy wytrwać, czy zostać. Jakiekolwiek zarobki wydawały mi się wtedy nieosiągalne. A tu proszę. Wreszcie są.

Ważne jest to, że pokonałam wstyd o mówieniu, że jestem konsultantką. Wcześniej ze strachu przed odmową tylko się czaiłam. Założyłam w końcu nowe konto na Instagramie, na którym fotografuję produkty i samo Oriflame Poland szybko je dostrzegło i już komentuje każde zdjęcie. Być może pomoże mi zdobyć nowych klientów.

Po drugie, w 2018 r. zaczęłam biegać na długie dystanse. Trenowałam na tyle, że teraz jestem w stanie przebiec 10 km.

Kiedyś zwykłe 5 km wydawało mi się niewyobrażalne a teraz ten dystans to dla mnie pestka. Przebiegam go tylko wtedy kiedy mam akurat mniej siły i czasu na dziesiątkę. Ale wiem, że mogę więcej i czuję się na siłach lada moment dobić do 15 km.

Po trzecie, w 2018 wreszcie zabrałam środki na opłacenie rocznej licencji na program Corel Draw aby mieć narzędzie do projektowania graficznego i móc przez ten rok zbudować swoje portfolio. W planach mam zdobycie pakietu Adobę i jego naukę aby mieć szansę dostania pracy jako grafik.

Sabina z bloga Przystanek Italia (do niedawna Ratunku Italia), która mieszka we Włoszech ma podobne dylematy ale też postanowiła znaleźć w sobie pozytywy. Napisała kiedyś, że dla niej sukcesem jest to, że jej 7-letnia córka chodząca do włoskiej szkoły czyta po polsku „Lokomotywę” Tuwima.

Często to nasze dzieci są powodem do dumy aby znajdować w sobie pozytywy. Warto doceniać ich nawet najmniejsze osiągnięcia, nie tylko takie jak np. wygrywanie w konkursach czy bycie najlepszym w klasie.

Po czwarte w 2018 r. byłam dumna z mojego synka, że prawidłowo się rozwija w swoim tempie. Zawsze będę. Karim uwielbia cyferki i liczenie. Potrafi je rozpoznawać, a niektóre nawet nazywać. Bardzo ładnie mówi słowo „jeden” po polsku i wie jak wygląda jedynka.

Każdą jego nową umiejętność, nowe wypowiedziane słowo lub np. że poda nam rzecz o którą prosimy czy nawet jak sam coś weźmie do ręki i przeniesie z miejsca na miejsce wołamy „Brawo!” Z jego pierwszych zainteresowań można wnioskować, że wyrośnie: inżynier, muzyk, matematyk lub koszykarz. Ale to czas pokaże co go naprawdę interesuje i kim zdecyduje się być.

Sabinie z Przystanek Italia udało się schudnąć 15 kg z czego jest mega szczęśliwa.

Po piąte mi w 2018 r udało się utrzymać sylwetkę i nie wrócić do kształtów baby przy kości, jakie miałam przez większość życia. To dzięki przejściu programu Wellness Life Plus oraz regularnemu bieganiu. Po prostu wiem co robi dla mojej sylwetki dobrze i się tego trzymam.

Wiem też, że jeśli pojawi się jakaś szansa aby się wykazać (np. dostanie pracy) jestem w stanie wejść w zupełnie nowy rytm i coś zdziałać, być może coś osiągnąć jak tamci inni ludzie. Nie boję się wyzwań.

Może nie mogę pozwolić sobie finansowo na dalekie podróże po całym świecie. Być może tych wszystkich pięknych miejsc ze zdjęć innych ludzi nigdy nie zobaczę na żywo.

Ale cieszę się tym, że w zamian mogę podróżować lokalnie. Całkiem blisko jest dużo ciekawych lokalizacji zwiedzania.

Często planuję sobie gdzie chcę pojechać. Zostawiam synka pod opieką męża czy babci i po prostu jadę.

W zeszłym roku będąc w Polsce pojechałam sobie na Wilczy Szaniec. A ponieważ częściej mieszkam w Hiszpanii to nawet nie ma gadania. Mogę pojechać gdziekolwiek w okolicę, by nasycić się pięknymi krajobrazami, architekturą i historią. Takim przykładem była moja jednodniowa wycieczka do Ronda.

Ten wpis powstał w Toledo. Nowy rok zaczęłam od wypadu do tego miasta, gdyż zawsze marzyłam aby je zobaczyć. Tak więc ledwo co rok 2019 się zaczął a już mam odhaczone jedno podróżnicze marzenie.

Myślę, też aby w 2019 r. założyć sobie konto na Patronite do zbierania środków na podróże, rozwój blogowy i zawodowy. Choć jeszcze nie mam pomysłu co mogłabym w zamian zaoferować potencjalnym patronom. Na obecną chwilę wydaje mi się niemożliwe aby ktoś mnie wsparł. W końcu mój blog się nie wybija. Ale czasem tak jak z moim bieganiem i zarobkami z Ori. Coś wcześniej nie do pomyślenia po czasie staje się realne. Kto wie?

Mając dziecko może nie zrealizowałam w 2018 wszystkiego co chciałam. Często zamiast pracy musiałam po prostu wybrać sen. Wszystko robię sama, bo nie stać mnie na oddelegowanie. Gdybym mogła to bez problemu kupiłabym sobie czas.

Ale jestem dumna, że zrobiłam tyle ile mogłam. Ustalanie deadlinów się u mnie nie sprawdziło, bo z dzieckiem nic nie jest przewidywalne. Dlatego teraz jak coś robię, to w swoim tempie, po kawałku, w każdej wolnej chwili w celu doprowadzenia do końca. Skończę to kiedy skończę.

Sięgając pamięcią wstecz, to czasami też udawało mi się coś trochę większego osiągnąć. Kiedyś wygrałam konkurs plastyczny, w którym udział mi odradzano a na końcu tego wpisu opowiadam o tym, jak raz udało mi się dostać pracę bez znajomości.

To, że teraz nic nie osiągnęłam wcale nie znaczy, że już zawsze będę mieć tylko porażki. Życie się zmienia.

Na sukcesy innych, którym zazdrościmy warto też brać poprawkę. Przecież one są tylko skrawkiem życia tych ludzi, tylko tym co chcą nam pokazać. Rzadko kto przyznaje się do porażek (chyba, że zamienionych w sukces). Osiągnięciami zwykle się chwalimy dlatego tylko one są dostrzegalne tak jakby życie danych osób było tylko pasmem sukcesów. Ale prawdopodobnie tak nie jest. To tylko część ich życia.

Szczerze, sukcesy pokazuje się trochę aby połechtać swoje ego i każdy by to zrobił. Nikt nie zrezygnuje z pokazania czegoś pozytywnego u siebie tylko dlatego, że ktoś, kto tego nie ma poczuje się gorzej.

Ci ludzie, u których widzisz same osiągnięcia pewnie też mają swoje problemy, o których prawdopodobnie nie masz zielonego pojęcia. Raczej nie jest tak, że komuś cały czas się tylko udaje i nie zaznaje żadnych trosk. Każdy doświadcza raz tego co dobre, raz tego co złe. Tak samo Ty jak i ten znajomy, na którego profilu przewija się  pasmo sukcesów.

Kiedyś zazdrościłam pewnej osobie, że prowadzi dokładnie takie życie jakie chciałabym mieć. Wszystko wyglądało u niej idealnie. Po czasie ona wyznała, że równolegle od zawsze zmaga się z bardzo poważnym problemem, który mnie nie dotyczy ale którego nikt inny nie chciałby doświadczyć. Nie wiedziałam o tym, więc to był dla mnie szok!

Zazdrościmy innym sukcesów finansowych, tego że mają smykałkę do zarabiania grubych pieniędzy, które cały czas do nich płyną. Ale zwłaszcza jeśli chodzi o kasę, to dużo łatwiej jest nią stracić niż zyskać. Zarobienie ogromnych sum ma swoją cenę. Okazuje się, że ktoś kto dużo zarobił nie może poradzić sobie ze sobą i potrzebuje pomocy psychiatry. Choć chodzenie do specjalisty to nie żaden wstyd, ale znak, że trudno to wszystko kontrolować. Być może wolałby mieć mniej a przy tym większą równowagę psychiczną i mniej stresu.

Sama zauważyłam, że faktycznie, mimo że ledwo mam tylko na podstawowe potrzeby i wiele muszę sobie odmawiać, to jestem w tej równowadze i nie czuję się zagubiona i zestresowana.

Poza tym większość tych bogactw, te domy i samochody które widzisz u innych są na kredyt. Czyli ci, którym tak bardzo zazdrościsz są niewolnikami banków. Przecież wiadomo, że żyjemy w takim systemie który celowo nie daje na to wszystko samemu zarobić. Aby prowadzić wysoki standard życia trzeba się zadłużać.

Ten, co ma wiele osiągnięć, które tak z zewnątrz ładnie wyglądają może być gdzie indziej rozbity. Układa mu się w jednej sferze życia, którą pokazuje ale w drugiej idzie mu źle i woli zachować to dla siebie.

Zazdrościmy przede wszystkim celebrytom. Sławy, pieniędzy, ciekawego życia, możliwości wyboru. Ale być może taka znana osoba marzy, by choć przez moment być zwykłym szarym człowiekiem, takim jak Ty po to by móc mieć wreszcie święty spokój od paparazzi, skandali i upubliczniania jej życia prywatnego i wrogów próbujących go wydymać z kasy, czyhających na każde jego potknięcie.

Spokój także jest wielką wartością, Tylko niedocenianą. To właśnie on jest w posiadaniu zwykłych ludzi bez większych osiągnięć, ponieważ osiągnięcia to także zobowiązania i stres. Czasem dzięki „zwykłemu życiu” mamy o wiele więcej.

Pomyśl o tym, że może być też tak, że Tobie ktoś czegoś zazdrości? Też pokazujesz skrawek swojego życia i komuś też wydaje się, że jednak masz to co on chciałby mieć. Zastanów się co to takiego i znajdź w sobie jakiekolwiek osiągnięcia, takie jak ja znalazłam.

Nie kumam tylko pewnego zjawiska. Obserwuję osoby, które mówią o sobie, że coś im nie idzie. Tymczasem ja widzę, że u nich zupełnie jest odwrotnie.

Przodują w tym blogerki, które twierdzą, że się nie rozwijają i że mało osób je czyta. Zaglądam do nich a tutaj… ilość fanów powyżej tysiąca. Komentarze, zaangażowanie na jej profilu ogromne. Fani, których jest sporo stoją za nią murem. I czemu narzekasz dziewczyno? Nie masz na co. Doceń to!

Powiesz, że ja dokładnie na to narzekam. Ale ja akurat mam tylko 100 fanów a ich ilość nie rośnie. Topowi zdobywają tyle w jeden dzień. Rzeczywiście się nie wybijam. Ale jak ktoś ma ich dużo to niech nie mówi, że nikt go nie czyta.

Oceniajmy się zgodnie z prawdą.

Ktoś nie lubi swojej pracy i tego że siedzi w kieracie. Marzy o tym by móc ją rzucić, pojechać w Bieszczady. Ale to dzięki niej ma stały dochód. Czego chcieć więcej?

Tymczasem ktoś inny od kilku lat roznosi swoje CV bez odpowiedzi lub odpada na wszystkich rozmowach kwalifikacyjnych nawet do prac poniżej kwalifikacji.

Malwina – moja czytelniczka też z pewnością wolałaby zajmować się czymś innym niż jej praca. Najlepiej żyć z bloga i podróżować. Ale ostatecznie może to robić właśnie dzięki tej pracy. Niedawno ją doceniła, dlatego zdecydowała się w niej zostać. „Przychodzę tam wyłącznie po pieniądze” – pięknie to podsumowała w jednym ze wpisów.

Zatem jeśli czujesz się gorsza od znajomych co odnoszą sukcesy ale masz zwykłą pracę, do której chodzisz na 8 godzin i pensję to nie musisz popadać w skromność, bo masz naprawdę wiele. Trzymasz w ręku marzenie, które niejeden bezrobotny chciałby spełnić. Ja chciałabym bardzo być na Twoim miejscu. Doceń to!

Jednak kiedy zbyt bardzo zazdrościsz innym i zmienia się to w zawiść wtedy to uczucie jest naprawdę destrukcyjne. Czasem nie ma się nad tym kontroli ale zdecydowanie niszczy ono od środka.

Jeśli ktoś ma osiągnięcia a Ty nie to pod żadnym pozorem nie życz mu źle. Nie ciesz się jeśli dowiesz się, że nagle coś stracił, że podwinęła mu się noga.

Wręcz przeciwnie. O ile wiesz, że coś osiągnął uczciwie to szczerze mu tego pogratuluj. Czy to w komentarzu pod zdjęciem ukazującym jego sukces, czy to przez wiadomość a najlepiej osobiście. Pogratuluj mu w myślach, jakby to powiedzieć… daj mu swoje błogosławieństwo.

Każdy zasługuje aby zdobyć to o czym pragnie i jeśli ma taką potrzebę – to także podzielić się swoją radością z całym światem. Ty też nim się ciesz, bo może podobne szczęście kiedyś przyjdzie do Ciebie.

Rzadko co udzielam się w grupach na FB ale należę do jednej takiej, gdzie ludzie się wzajemnie wspierają. Pewna znajoma tam pisze, że ma rozmowę o pracę, taką o jakiej marzy i prosi o kciuki. Oczywiście wszyscy za nią trzymamy i czekamy na wieści jak było.

Potem ona wraca i oznajmia, że udało się. Została przyjęta. Wszyscy jej gratulują.

Co wtedy robię? Oprócz gratulacji staram się wczuć w jej myśli. Wyobrażam sobie jak wielka ogarnia ją radość, jak myśli o tej pracy, do której lada moment pójdzie, jak będzie tam pracować i zarabiać. Wyobrażam sobie jej ogromną dumę, że wreszcie będzie robić to, do czego ma powołanie i zarabiać. Wyobrażam sobie każde jej uczucie związane z osiąganiem czegoś i tego, że jej życie zmienia się na lepsze. Wyobrażam sobie, bo też chciałabym móc kiedyś poczuć to samo.

W ten sposób życzysz tej osobie powodzenia. Niech świętuje swój sukces.

Być może Ty kiedyś będziesz świętować swój. Wcale nie musi być spektakularny, dostrzegany przez tłumy, w blasku fleszy i za grubą kasę, tylko taki po którym czujesz, że życie Twoje i innych choć odrobinę staje się lepsze.

Jeśli inni odnoszą wielkie sukcesy to niech sobie odnoszą. Ty rób swoje na ile możesz. Nie zważaj na innych tylko prowadź swoje życie w swoim środowisku, według swoich możliwości i planów. A na pewno jakieś choćby najmniejsze osiągnięcie po czasie do Ciebie przyjdzie.

Cóż więcej mogę Ci życzyć w nowym 2019 roku?


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...