Czy warto być uczciwym? Chyba jednak nie.
Samo życie, Za granicą

Czy warto być uczciwym? Chyba jednak nie.


Ksiądz podczas kazania na mszy dla dzieci i młodzieży opowiada pewną historię aby pokazać, że warto być uczciwym.

Był sobie pewien uczeń, który miał trudności w nauce. Rzadko co udało mu się dostać dobrą a co dopiero bardzo dobrą ocenę. Pewnego razu podczas oceniania jego klasówki nauczycielka pomyliła się i źle policzyła mu punkty. Omyłkowo dodała mu 1 pkt przez co wyszło mu, że dostał wyższą ocenę niż zasłużył. Napisał na 3 a dostał 4.

Bardzo się z tego ucieszył po odebraniu klasówki. Jednak gdy sam sobie policzył punkty odkrył błąd nauczycielki.

Myślał co ma zrobić. Przyznać się? A może lepiej nic nie mówić i zachować sobie dobrą ocenę? Kolega z ławki co był wtajemniczony radził: „Nie bądź głupi, nie przyznawaj się”. Podobnie kusili go inni uczniowie z sąsiednich ławek.

Postanowił jednak, że będzie uczciwy. Podszedł z klasówką do nauczycielki i na oczach całej klasy powiedział o pomyłce w punktacji. Klasa wręcz patrzyła na niego jak na naiwniaka.

Tymczasem nauczycielka na oczach wszystkich podziękowała mu, pochwaliła go, uznała za wzór postępowania. Powiedziała, że za uczciwość należy mu się nagroda. Dlatego nie obniży mu oceny ale zostawi tą lepszą.

Ta historia zdarzyła się naprawdę – powiedział ksiądz do dzieci i młodzieży i dorosłych, którzy z zachwytem poddali się refleksji. Chciał podkreślić fakt, że za uczciwość zawsze czeka Cię nagroda. Oczywiście nie tylko w niebie ale i na ziemi.

Tak słucha i słucham tego kazania i odpowiadam sobie w myślach: jasne, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Dokładnie to samo przytrafiło się mi kiedy byłam w szkole. Tyle, że… z innym zakończeniem.

Też pisałam klasówkę, w której nauczycielka przez pomyłkę doliczyła mi jeden punkt. Dostałam lepszą ocenę niż powinnam. Tak samo nie mogłam się zdecydować czy się przyznać czy milczeć. Miałam głosy kolegów i koleżanek aby broń Boże się nie przyznawać, bo tylko naiwny dobrowolnie odejmuje sobie korzyści jakie dostał.

Też ostatecznie wybrałam uczciwość i się przyznałam. Uznałam, że powinnam. Tyle, że u mnie w przeciwieństwie do historii księdza zaważyło o tym coś jeszcze co uczciwość wręcz wymusiło. Porównywaliśmy ze sobą punktację naszych klasówek i to jak je napisaliśmy. Jeden kolega miał tyle samo błędów co ja i gorszą ocenę czyli właściwą, bo nauczycielka jemu dobrze policzyła. On zwrócił mi na to uwagę.

Pokazałam swoją klasówkę nauczycielce. Niektórzy uczniowie się dziwili. Nauczycielka tylko podziękowała mi za uczciwą postawę. Ale ocenę poprawiła na gorszą jaką powinnam była dostać. Oprócz dobrego słowa nic na tej uczciwości nie zyskałam.

15 lat później…

Mieszkam już w Hiszpanii i mam pracę. Tyle, że na umowie na czas określony. Firma chcąc zaoszczędzić deklaruje, że pracuję o połowę mniej godzin niż w rzeczywistości. Zatem rozlicza się tylko z połowy mojej pensji a drugą połowę płaci na czarno. Według urzędu skarbowego zarabiam o połowę mniej niż w rzeczywistości. To nie jest mój wybór. Z braku innych perspektyw i przymusu ekonomicznego zmuszona jestem brać taką pracę jaka jest i godzić się na ich warunki.

Firma ma dwóch szefów. W organizacji panuje bałagan. Zarówno legalną oraz nielegalną część pensji wypłacają mi do ręki. Ale w innym czasie zazwyczaj każdy z szefów z osobna. Bywają opóźnienia i nie raz muszę wciąż im przypominać o zaległej zapłacie.

W planach jest aby tę legalną połowę pensji wpłacać mi na konto bankowe, które już podawałam im gdy podpisywaliśmy tę połowiczną umowę. Ponoć kadry się do tego przygotowują. Ale wciąż nic nie wiadomo i nikt mnie nie informuje kiedy to nastąpi. Mija miesiąc, potem następny i jeszcze następny a ja cały czas przyjmuję zapłatę w gotówce do ręki.

Pewnego razu dostaję jedną połowę pensji na czas. Ale z drugą się spóźniają. Jak zwykle przypominam o tym szefostwu. W końcu jeden z szefów wypłaca mi ją do ręki.

Kilka dni później zauważam, że na konto ni stąd ni z owąd wpłynął mi przelew od mojego pracodawcy. Była to legalna połowa mojej pensji. Wygląda na to, że właśnie uruchomili wpłacanie na konto nie uprzedzając mnie o tym. Tymczasem ja nie wiedząc nic kiedy zaczną w ten sposób płacić domagałam się zaległej połówki od szefa. On pewnie też nie wiedział, że właśnie rusza ten sposób wypłaty więc to wyprzedził.

W ten sposób przez pomyłkę zapłacono mi całą pensję do ręki + 50% jej wartości na konto. Dostałam od nich po prostu więcej pieniędzy. Niby super. Tylko jak na to zareagować?

Mój facet poradził abym przywłaszczyła sobie tę kasę i absolutnie się szefostwu do tego nie przyznawała. Widzisz, mają bałagan w papierach i nie zorientują się. Ich błąd, że nie poinformowali o starcie wpłat na konto. Poza tym i tak już cię dymają, choćby przez zatrudnianie na pół legalnie – argumentował.

Ja jednak poczułam moralny obowiązek, że powinnam te pieniądze oddać. Nie wyobrażałam sobie bycia nieuczciwą. Mało tego – nie umiem inaczej. Po prostu względy etyczne. Taka już jestem, że nie potrafię oszukiwać i korzystać na cudzych pomyłkach.

Poszłam do szefa i powiedziałam mu o tym. Byłam gotowa oddać od zaraz. On nie okazał jakiś większych emocji. Nie był ani zaskoczony ani oburzony ani jakoś specjalnie uradowany. Jedynie podziękował za tą szczerość. Zdawało mi się tylko, że popatrzył na mnie z jakby z politowaniem.

Szef zaproponował, że po prostu zleci wyrównanie przy następnej wypłacie. Za miesiąc zapłaci mi połowę pensji. Tak też się stało.

Za uczciwość nie otrzymałam od firmy żadnego bonusu, premii, podwyżki czy prezentu. Mało tego. Wkrótce kończyła mi się umowa. Nie przedłużyli mi jej. Uznali, że już mnie nie potrzebują i zostałam zwolniona.

Na dodatek tym razem zalegali mi z połową pensji. Cały czas się o nią upominałam. Nigdy jej nie otrzymałam. A ponieważ była to ta niedeklarowana połowa to nie mogłam odwoływać się do sądu pracy.

Za uczciwość nie tylko nie dostałam żadnej nagrody ale zostałam ukarana.

Na moje miejsce wszedł pewien znany w mieście przedsiębiorca – znajomy szefa. Gość sprytny, który zbudował swoją karierę na kombinowaniu, donosicielstwie i intrygach. Już dużo wcześniej negocjował z szefami aby te zadania co robił mój dział zlecać jego firmie. Udało mu się to. Miał też udział w tym, że nie przedłużono umowy, gdyż zastosował pewien spisek przeciwko mnie wykorzystując moją ufność i brak doświadczenia. Po prostu chciał się wbić na moje miejsce i dopiął swego. Może kiedyś o tym napiszę.

Jest taki znany cytat Władysława Bartoszewskiego:

„Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym ale nie warto. „

Myślę, że przeciętny człowiek o tym wie i pragnie być uczciwym. Jednak co innego w inspirujących historiach a co innego w życiu. Jesteśmy zachwyceni historyjkami o czyjejś uczciwości i wynagrodzeniu za to. Niestety takie historie zdarzają się rzadko. Nie raz za uczciwość nie tylko nie dostajemy nic ale i jesteśmy karani.

To właśnie dlatego wiele porządnych i prawych ludzi nagle zrywa z uczciwością, zaczyna oszukiwać i czerpać korzyści z czyiś błędów i niewiedzy. Co mają robić gdy kilka razy za swą uczciwość dostali po dupie?

Po prostu przerobili tzw. bolesną lekcję od życia i następnym razem nie chcą na tym stracić. Wychodzi na to, że będąc uczciwymi ryzykują o wiele bardziej niż kłamiąc w sprawie, w której mogą wiele zyskać.

Ja bardzo chcę być uczciwa, bo uznaję to za stosowne i tylko tak potrafię. Mam w sobie dużo empatii, która sprawia, że tylko uczciwość wchodzi w grę. Jednak po takich sytuacjach jakie mnie spotkały następnym razem bardzo dobrze się zastanowię czy opłaca się i czy warto ponownie postawić na uczciwość.

Zauważyłam też, że uczciwość polegająca na tym, że odmawiasz wykorzystywania cudzych błędów czasem uznawana jest za… naiwność. Skoro szef patrzył się na mnie z politowaniem to widocznie zakładał, że przeciętny pracownik nie będzie się do czegoś podobnego przyznawał i perfidnie zawłaszczy kasę. Owszem, nie akceptuje nieuczciwości ze strony pracowników. Uznał za pozytywne moje postępowanie, bo mu to na rękę. Ale dostrzegł we mnie rzadki przypadek, który nie ma sprytu i nie potrafi korzystać na okazjach.

Nawet gdybym obiecała sobie, że następnym razem będę wykorzystywać, kombinować, intrygować to prawdopodobnie mi się to nie uda.

Aby być nieuczciwym i jeszcze uchodziło Ci to na sucho musisz mieć odpowiedni charakter i zestaw cech osobowości. Bez niego ani rusz. Bez niego na próbie nieuczciwości poniesiesz jeszcze gorszą klęskę niż osoba nieuczciwa z premedytacją, co odpowiedni charakter ma i umie grać w te klocki.

Aby być skutecznym nieuczciwym trzeba nie mieć sumienia, skrupułów, empatii, wrażliwości, za nic uznawać sprawiedliwość, uczucia i dobro innych oraz być nastawionym zdecydowanie na swój własny cel. Kłamać i manipulować otoczeniem też trzeba umieć. Czyli jednym słowem… być psychopatą.

Oglądałam kiedyś popularny serial, którego bohaterowie z uczciwością niewiele mieli wspólnego. Knuli intrygi jedna za drugą przeciwko wszystkim i umiejętnie korzystali na czyiś potknięciach i słabościach. Nie każdego z nich dopadła za to karma. Wielu wręcz dzięki swym występkom triumfowało. Robili to aby przetrwać w swym trudnym środowisku i nieuczciwość była jedyną drogą. Oczywiście mieli do tego predyspozycje i silne charaktery.

Znalazła się wśród nich postać wrażliwa, naiwna pełna empatii, która początkowo trzymała się z dala do intryg. Dlatego, że z natury nie potrafiła, knuć, oszukiwać i się maskować.

Pewnego razu zmuszona była osiągnąć jakiś ważny dla niej osobisty cel. Jedna spośród intryganckich postaci wiedziała o tym i sprytnie podpuściła ją do tego aby dla tego celu zrobiła coś nieuczciwego na czyjąś szkodę. Osoba podpuszczająca miała przede wszystkim interes, że akurat ten „pożyteczny idiota” odwali za nią brudną robotę.

Tak więc postać ta kompletnie bez predyspozycji do oszukiwania i knucia intryg oszukała i intrygę uknuła mimo wielkiego strachu, niepewności, wyrzutów sumienia i obrzydzenia tłumacząc się, że nie ma wyboru i wierząca w zapewnienia tego, który ją podpuścił. Zresztą długo obserwowała innych intrygantów więc miała zniekształcony wzór, skoro inni tak robią to znaczy, że jest to normalne i ona też może.

Oczywiście spisek szybko wyszedł na jaw właśnie przez brak odpowiedniego charakteru tej postaci. Poniosła ona upokarzające i tragiczne konsekwencje o wiele bardziej bolesne niż postacie, które były mistrzami intryg.

Historia tej postaci bardzo mnie poruszyła. Fani serialu wypowiadali się o niej, że ta postać jest głupia, ma coś z głową i… zasłużyła na to co ją spotkało skoro postąpiła tak nieuczciwie zrobiła coś bardzo złego. Co ciekawe – oni jednocześnie podziwiali i uwielbiali tych, którzy nieuczciwość i intryganctwo mieli w naturze i mieli na sumieniu o wiele. Ja oczywiście miałam inne zdanie, że ta postać była tragiczna, bo nie umiejąc oszukiwać i nie będąc twarda oszukała, do czego poniekąd została wykorzystana. To inne postacie były winne jej czynu.

Można sobie powiedzieć, że od dziś kończę z uczciwością bo za bardzo dokopano mi w tyłek. Ale gdy w naturze masz uczciwość to nie poradzisz sobie z kłamstwem i intrygami.

Są tacy, którzy maja naturalne skłonności do nieuczciwości oraz tacy, którzy stali się nieuczciwi, bo stwierdzili, że im się to opłaca. Z drugiej strony każdy z nas bez względu na swą postawę… chciałby aby to inni ludzie byli wobec nich uczciwi i prawdomówni.

Zatem co powinniśmy zrobić aby z powrotem nakręcić machinę uczciwości. Zachęcić do nich innych i samemu uczciwym się stać?

Po prostu wynagradzać nawet najmniejszą uczciwość najlepiej na ile nas stać.

Kiedy akurat mamy szczęście i trafimy na osobę, która względem nas jest uczciwa, powie prawdę i nie skorzysta na naszej pomyłce to dajmy jej coś w zamian. Najlepiej publicznie. Po to aby upewniła się, że dobrze postąpiła i czuła się bezpiecznie przy następnych aktach uczciwości. Doceńmy ją i szczerze wynagródźmy. Nie tylko dobrym słowem – ono nie wystarczy a właściwie gówno da. Ludzie aby przyjąć konkretne postawy muszą mieć z nich namacalne korzyści.

Jeśli nauczyciel źle policzy punkty na klasówce uczniowi i da mu przez to wyższą ocenę a uczeń ten błąd zauważy i się przyzna to niech po prostu zostawi mu tę lepszą ocenę. Identycznie jak w tej historyjce księdza. W nagrodę za uczciwość, której w świecie jest tak niewiele.

Jeśli z jakiś powodów się nie da, bo ocena akurat musi być zgodna z punktami a nie innymi wartościami to znaleźć inny pomysł na realną nagrodę. Może to być lepsza ocena za sprawowanie czy specjalne wyróżnienie poprzez np. ufundowanie uczniowi jakiejś książki i uroczyste wręczenie mu jej na szkolnym apelu.

Miejsce pracy jest ogólnie największym skupiskiem intryg, kłamstw, okradania i żerowania na innych. Społeczeństwo zezwala na wszystkie chwyty w wyścigu szczurów, gdyż tam chodzi o zdobycie tego co jest nam niezbędne czyli pieniędzy. Ten kto je ma ten jest bardziej wpływowy. To już normalne, że mało kto w tym kręgu jest uczciwy. Każdy kombinuje aby kłamstwa uszły mu na sucho. Jest chora sytuacja, że aby coś zyskać ktoś musi stracić. Szefowie skarżą się na pracowników, którzy mogą podkradać pieniądze z kasy czy towar lub kombinować na inne sposoby.

Dlatego jeśli jakiś pracownik wyjątkowo okaże się uczciwy i nie wykorzysta nieuwagi szefa to potraktujmy to jako największy skarb, diament, cnotę, wzór postepowania, promyk światła w ciemności. Musi koniecznie dostać za to nagrodę. Może to być podwyżka, jakiś procent z pomyłkowej nadpłaty, którą zwrócił, zafundowanie mu jakiejś atrakcji, kupienie rzeczowego prezentu w miarę dobrej wartości. Podczas planowania restrukturyzacji uwzględnianie jego jako pracownika, który powinien zostać, gdyż z jego uczciwością firma nie straci. Pochwała i przyznanie nagrody musi być publiczne aby inni pracownicy wiedzieli, że kiedy oni będą uczciwi to nie wyjdą na zero nic na tym nie stracą.

Kiedy ktoś zgubi dużą sumę pieniędzy a ten kto je znajdzie odda to właściwe jest przyznanie mu w nagrodę jakiegoś procenta z tej sumy i nagłośnienie tego. To wszystko po to aby inni byli uczciwi i chętniej oddawali znalezioną cudzą własność.

W przypadku gdy nie da się dać żadnej konkretnej nagrody bo nie dysponujesz warunkami by jakąś skombinować, kiedy z powodu jakiś formalności nie da się odpalić procenta znalezionej sumy pieniędzy to pamiętajmy o tej osobie i zanotujmy sobie co ona dla nas zrobiła. Zróbmy jej kiedyś przysługę. Śledźmy jej dalsze losy, bo być może będzie kiedyś potrzebowała pomocy i my akurat będziemy mieli rozwiązanie na jej problem.

Kiedyś znajoma zostawiła w sklepie swój cenny przedmiot, który przydałby się każdemu lub można byłoby na nim zbić interes. Osoba, która go znalazła zrobiła wszystko aby namierzyć właścicielkę i jej go oddać. W ramach podziękowania znajoma zaoferowała jej darmowe usługi swojej firmy, bo z góry wiedziała, że za uczciwość należy się nagroda.

Należy się, bo uczciwość staje się coraz bardziej deficytowa.

Nie pozwólmy na jej zanik i małymi krokami, w swoim środowisku budujmy lepszy świat.

Jeżeli będziemy ludzi uczciwych wynagradzać a nie broń Boże ignorować czy nawet karać to ma szansę nastąpić efekt wahadła.

Wtedy coraz więcej z nas przekona się, że być uczciwym nie tylko jest warto ale także się…

OPŁACA.

Zdjęcie: pixabay.com


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, blogerka, grafik, szukająca pracy... jakiejkolwiek, choć fajnie gdyby to była praca marzeń na czas nieokreślony, konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna artystka szuka pracy".

Może Cię zainteresować...