Konsultantka Oriflame. Dlaczego chce mi się w to bawić i czy coś na tym zarabiam
Moja praca to, W Polsce, W stylu Wellness

Konsultantka Oriflame. Dlaczego chce mi się w to bawić i czy coś na tym zarabiam


Konsultantka Oriflame? Co? Nie po to kończyłaś studia aby kosmetyki i suplementy po ludziach sprzedawać. Lepiej znajdź sobie normalną pracę (gdyby tak się dało). Tak, znam to! Moja szwagierka w tym siedziała. Nie chce mi się w to bawić. To pewnie to samo co firma na A. Ty coś z tego masz? Czy coś na tym zarabiasz? Nie szkoda ci czasu? Małe mrówki pracują na tych, co są na górze. Nie, dziękuję. Ja tam wolę kupować w sklepie X, gdzie znajduję mój ulubiony krem. 

Tak, jestem konsultantką tej szwedzkiej firmy. Od lat używam ich kosmetyków i suplementów. Jestem z nich zadowolona. Noszę ze sobą katalogi. Pokazuję je innym. Zapraszam na biznesowe spotkania Wellness Party publikując informacje o nich na swoim Facebooku. Będąc na emigracji działam na Polskę przez Internet. Mam swoją grupę. Dostaję za to pieniądze. Co trzy tygodnie, bo tyle trwa katalog.

Przyjęło się, że jak ktoś pisze o takich firmach to pewnie tylko po to by ludzi wciągnąć. Jeśli nie jesteś zainteresowana, to spokojnie, nie będę Cię tym wpisem do niczego namawiać na siłę. Jedynie ujawniam się z tym zajęciem. Ostateczną decyzję co o tym myślisz pozostawiam Tobie.

Pragnę Ci tylko pokazać jak to wszystko wygląda od środka, rzetelnie zarówno z zaletami jak i wadami.

Chcę odejść całkowicie od dziwnych podejść jakie stosuje się w tym biznesie, które tym bardziej zniesmaczają. Przy okazji pragnę opowiedzieć co skłoniło dziewczynę, która nie umie sprzedawać, nie ma charyzmy ani kontaktów do zajęcia się właśnie tym.

Działalność w tego typu firmie nazywa się marketingiem sieciowym, w skrócie MLM, którego wiele osób jakoś się obawia. Jest to program w którym zostajesz konsumentem danej firmy. Używasz jej produktów. Jeśli są dla Ciebie dobre polecasz je innym. Dajesz im trzy możliwości. Pierwsza to, by kupowali je od Ciebie lecz po cenach katalogowych. Druga to taka, by przystępując do Klubu Oriflame zamawiali je sami dla siebie ze zniżką 20%. Natomiast trzecia to polecanie innym aby robili to samo. Wprowadzasz ich do programu. W zamian za to firma będzie Ci co katalog dawać rabat na produkty i płaciła za obrót całej Twojej grupy, ponieważ robisz jej reklamę.

Jest to legalny model sprzedaży. Wynagradzający nas za to co już robimy czyli polecenie z ust do ust. Problem w tym, że nie jest do końca rozumiany.

Działalność ta ma zagorzałych zwolenników jak i przeciwników. Przeciwnicy ostro to hejtują i ostrzegają. Podobno sami się tym rozczarowali. Być może padli ofiarą sprytnych manipulatorów, których w tej branży nie brakuje. Albo po prostu nie są zainteresowani i mają dość znajomych z lat szkolnych, którzy po 15 latach milczenia nagle się odzywają ze wspaniałą szansą życia.

Z kolei Ci, którzy w tym działają często tworzą jakiś odrębny świat. Oderwany od rzeczywistości i innych możliwości.

Obiecują Ci, że jeśli do tego świata wejdziesz to Twoje życie odmieni się diametralnie. Masz nauczyć się marzyć a MLM zamienić w pojazd ku marzeniom. Rzucisz znienawidzoną pracę na etacie. Zwolnisz wrednego szefa. Będziesz dostawać wysoki dochód pasywny, mieć czas na rodzinę i pasje oraz będziesz się otaczał wspaniałymi ludźmi. Będziesz jeździł wypasionym samochodem, kupisz sobie jacht i cały rok spędzisz na wakacjach w tropikach sącząc drinka pod palmą. Albo będziesz móc siedząc z laptopem nad basenem radośnie pracować z każdego miejsca na ziemi. Już nigdy więcej nie zaznasz problemów, biedy, wypalenia zawodowego. W MLM czeka Cię istny raj. Tutaj wszystko zawsze się będzie układać a ogromna kasa regularnie do Ciebie płynąć.

Nic dziwnego, że dla niektórych obserwatorów ma to znamiona sekty. Wielu MLM-owców robi wszystko aby jak najwięcej ludzi przyciągnąć do swojej struktury. Wykorzystują piękne hasła z rozwoju osobistego, piszą osobiste historie o tym, że wreszcie odeszli z korpo, mają pracę marzeń i nie martwią się o emeryturę. Ich profile na Facebooku są pełne oklepanych cytatów motywacyjnych.

Jednak póki sam się nie przekonasz to nie powiedzą Ci od razu prawdy, bo inaczej tylko odstraszą.

Jeszcze okaże się, że jako Konsultantka Oriflame też trzeba ciężko pracować, tak samo lub nawet więcej jak na etacie czy w klasycznym biznesie. Okaże się, że trzeba będzie ganiać za ludźmi, wydzwaniać do nich, pisać, chodzić od drzwi do drzwi. Trzeba będzie SPRZEDAWAĆ.

Tak, kochani. To jest sprzedaż bezpośrednia, konkretnie jedna z jej gałęzi. Nawet jak mówiono Ci, że nie musisz nic sprzedawać tylko się tymi produktami… DZIELIĆ. Taaaaa!

Jak to? Dzielić się? Dzielić to znaczy rozdawać za darmo. Ktoś je przecież musi kupić. Już bardziej poprawniej bym to nazwała „dzielić się INFORMACJĄ o fajnych produktach” a nie samymi produktami. Chyba, że darmowymi próbkami.

Na pewno okaże się, że klientów a tym bardziej kandydatów na liderów jest bardzo trudno znaleźć. Większość będzie Ci odmawiać, nie odbierać telefonów, wyrzucać ze znajomych, nie przychodzić na spotkania. Okaże się, że c co już są z Tobą nie będą robić regularnych zamówień, bo wcale nie potrzebują. Mało kto w tym biznesie zostanie na długo.

Produkty okażą się droższe niż w supermarkecie. To dlatego, że muszą być dobrej jakości i naturalne oraz jak w przypadku Oriflame nie testowane na zwierzętach. Jednak dla większości klientów wciąż o zakupie decyduje cena.

Na początku gdy zaczynasz ten biznes produkt jest kosztem. Nie każdy go chce ponosić. Nie każdy może sobie pozwolić aby kupować dla siebie. Nie każdy potrafi sprzedawać.

Jeszcze okaże się, że aby zarobić przynajmniej wysokość Twojej pensji z etatu musisz mieć zrekrutowanych 100 aktywnych ludzi w strukturze. Okaże się, że sytuacja w której zapraszasz pięć poważnych osób, one rekrutują pięć, te pod nimi rekrutują kolejne pięć aż grupa Ci rośnie sama jest zbyt idealna i rzadko co się udaje.

Okaże się, że musisz cały czas być optymistą, grać przed innymi, że wszystko w tym biznesie Ci się układa, samemu nie mówiąc jak naprawdę jest. Nie przyznawać się jeśli przechodzisz kryzys, który nawet w tym „raju” Cię dopada.

Przekonasz się, że w MLM wcale nie będzie Ci lepiej. Będzie tak samo jakbyś prowadził jakikolwiek biznes, któremu musisz poświęcić czas, którego musisz pilnować by się kręcił, w który musisz inwestować i z trudem zdobywać klientów.

Tak samo będzie opierał się na sprawnym docieraniu do ludzi, którzy szukają tego co masz i wzbudzeniu zainteresowania, aby od Ciebie kupili.

A ponieważ nie jest to łatwe, to niektórzy MLM-owcy wykorzystują aspekt emocjonalny, NLP i manipulacyjne sztuczki. Są nachalni i wywołują w odbiorcach poczucie winy jeśli nie dołączą i nie kupią produktów.

Jednak to wszystko ma krótkie nogi.

Uważam, że w sieci wciąż jest za mało tekstów, które pokazałyby ten biznes ze zwyczajnej strony. Bez hejtu ale i bez tworzenia „innego świata” i ukrywania prawdy. Po prostu przekazały jako biznes taki sam jak każdy inny co ma zarówno swoje wady jak i zalety.

Jako biznes do którego jedni mają większe predyspozycje a drudzy mniejsze. Jako jedna z możliwości do wyboru ale nie coś co jest dla każdego.

Aby w nim działać skutecznie trzeba zmierzyć się z przeciwnościami, które opisałam a także mieć odpowiednie cechy charakteru i umiejętności. Na pewno trzeba być osobą wpływową, kontaktową, gotową do nauki i budzącą zaufanie i koniecznie… trzeba umieć sprzedawać. Zarówno produkt jak i plan marketingowy.

U każdego jest inaczej i to dlatego na tym samym Rynku z tym samym produktem, w takiej samej cenie jednym się udaje a drugim nie.

Jak to się stało, że w to weszłam.

Marketing sieciowy i sprzedaż bezpośrednia były moją pasją długo przed wejściem do Oriflame. Ale nie taką by się tym zajmować. Zawsze uważałam że to nie dla mnie. Interesowało mnie czytanie o tym, wszelkie nowinki, wywiady, historie osób co w tym siedzą, analizowanie całego aspektu psychologicznego i technik jakie stosują.

Czytałam wszystko co tylko znalazłam w sieci. Przeglądałam magazyny branżowe, oglądałam wiele filmów. Nie było mi obcych wiele znanych nazwisk. Wiedziałam co kto robi, w jakiej firmie działa i kto pod nim siedzi w strukturze. Na tyle co pokazali w sieci. Miałam parę takich osób na oku i śledziłam ich kariery. Wyłapywałam nie tylko ich sukcesy ale też porażki i skandale, o ile coś z tego ujawnili. Hejt na MLM i sekciarskie metody też mnie interesowały. Słynny zakazany film „Witajcie w życiu”, będący satyrą na Amwaya obejrzałam chyba z kilkadziesiąt razy.

Karierę niektórych MLM-owców obserwuję do dziś i widzę jak się zmienili. Wśród nich była pewna kobieta. Kiedyś Dyrektor Diamentowy. Obecnie znana i medialna pani coach.

Co dziwne, nie śledziłam tego wszystkiego w celu nauczenia się od praktyków. Choć to przychodziło przy okazji.

Kierowała mną zwykła ciekawość, natura badacza a nawet… nawyk, uzależnienie, przyjemność. O MLM czytałam w momentach kiedy „traciłam czas w sieci” lub na telefonie. Zasiedziałam się a potem byłam w szoku, że zajrzałam tam tylko na chwilę, po czym ocknęłam się, przyłapując na tym, że odpłynęłam na 2 godz.

I wiesz co? Od tego nałogu nie uwolniłam się do tej pory. Nawet nie potrafię zidentyfikować skąd go mam.

Oriflame i ludzie z tej firmy byli jednymi z tych, którym bacznie się przyglądałam. Więc przed przystąpieniem już co nieco o tym wiedziałam.

Poza tym moja mama często dostawała katalogi od koleżanek do przejrzenia. Czasem coś zamawiała. Ja również je oglądałam, bo bardzo mi się podobały. Konsultantka Oriflame – może to było moje przeznaczenie? 😉

Podczas jednej z moich wizyt w Polsce szukałam sposobu na problem z przebarwieniami cery. Trafiłam na konsultantkę Oriflame, która pokazała mi 4-krokowy program pielęgnacji twarzy oraz produkty Wellness mające poprawić urodę od środka.

Jak, by nie mogło być inaczej, pokazano mi też biznes. Początkowo miałam opory. Jestem pasjonatką MLM ale nie do tego, by to robić. Jednak się przekonałam i podpisałam wniosek.

Cóż tracę? Wpisowe to kilka złotych, plus pierwsze dowolne zamówienie. Jak mi nie wyjdzie to ewentualnie będę kupować dobre produkty taniej dla siebie.

Co do sprzedaży i budowy grupy postanowiłam, że zaryzykuję. Nie mam pracy, nie mam innej możliwości. Być może w tym czeka mnie szansa. Tutaj nikt nie pyta się o doświadczenie. Uczysz się w trakcie, chodzisz na szkolenia i jesteś coraz lepsza. Jak zdobędziesz tytuł Dyrektora to czekają Cię bale, wyróżnienia i czeki. Żyć nie umierać.

Przyglądałam się, co robią ludzie na wysokich pozycjach, że im się to udaje. Jedna z takich osób powiedziała mi takie zdanie:

„Potraktowałam Oriflame jak swoją PRACĘ”.

I to się zgadza. Trzeba potraktować to poważnie a nie jak zabawę. Dlatego obiekcja „nie chce mi się w to bawić” raczej nie doprowadzi do pieniędzy. Biznes to nie zabawa.

Zatem, potraktuję Oriflame jak pracę i dzięki niemu z bezrobotnej stanę się pracującą – postanowiłam. Konsultantka Oriflame to też może być zawód i pomysł na karierę.

Jednak rzeczywistość to zweryfikowała. Okazało się, że nie mam z kim pracować. Bo to nie jest biznes w pojedynkę. Stanowią go ludzie. Mimo że byłam szczerze przekonana do produktów, rzadko co ktoś z otoczenia kupował mój entuzjazm.

Mogłam robić listy znajomych i kontaktować się z nimi. Jednak ludzie nie mieli czasu na spotkania. Nie odbierali telefonów. Odmawiali. Obiecywali że przyjdą na spotkanie z nowości katalogu. Powiedzieli to na odczepnego i… nie przyszli. Zwykle grzecznie dziękowali i mówili, że nie są zainteresowani.

Jak już do spotkania sam na sam dochodziło to zmieniali temat by tylko odejść od Oriflame. Ja się na to godziłam, bo nie chciałam wyjść na nachalnego sprzedawcę.

Szanowałam odmowy, szanowałam niezdecydowanie, nie przyciskałam. Nawet nie umiałam tego zrobić – zadać konkretnego pytanie. „Tak czy nie?”

Na szczęście mój sponsor to potrafił i pomagał mi w rozmowach i rekrutacji. Dużo mnie szkolił i motywował. Jednak musiałam i tak się usamodzielnić.

Zaliczyłam też parę obciachowych i nieprzyjemnych sytuacji.

Przyprowadziłam koleżankę wraz z jej koleżanką na spotkanie ze sponsorem. W momencie gdy dowiaduje, się, że będzie mowa o Oriflame koleżanka UDAJE, że dzwoni jej telefon i że go odbiera. Oświadcza mi, że to pilna sprawa osobista i że musi natychmiast gdzieś jechać. Wymyśla pretekst byle tylko uciec ze spotkania. Na dodatek ciągnąc za sobą drugą koleżankę.

Innym razem w kawiarni, robię zaproszonej kobiecie masaż dłoni z użyciem naszych produktów. Myślałam, że mogę, bo w tym miejscu moi sponsorzy już organizowali prezentacje. Nagle podchodzi kelnerka i pali mi całe spotkanie słowami: „To nie salon kosmetyczny!”. Po takim obciachu kobieta grzecznie mi podziękowała i tyle ja widziałam.

Robiłam też na ulicy ankiety w celu zebrania kontaktów. Tzw. Prospecting. Jedna z dziewczyn, które zaczepiłam popatrzyła na mnie z litością i poradziła:

„Rozumiem Cię, bo ja w tym kiedyś byłam. Potem przejrzałam na oczy. Ale jak naprawdę chcesz to robić, to z całego serca życzę Ci powodzenia.”

Czułam się głupio na spotkaniach ze znajomymi czy nowo poznanymi ludźmi. Czaiłam się, kiedy to mogę im wspomnieć o Oriflame. Wstydziłam się zwyczajnie wyjąć i pokazać katalog. Gdy już się udało, to potem nic z tego nie wychodziło.

Jedynie raz na jakiś czas, ktoś kupił najtańszy tusz do rzęs. Przeważnie z litości, bo biedna dziewczyna się produkuje więc dobra… niech coś z tego ma.

Parę osób z rodziny się w końcu przekonało. Do biznesu włączyła się moja mama. Jednak wciąż struktura pode mną była zbyt mała. Nowe osoby się wykruszały. Na rekrutacje nowych nie było szans.

Stwierdziłam, że tylko tracę czas i postanowiłam dać sobie z tym spokój. Pozostałam jedynie przy kupowaniu produktów dla siebie, sprzedając okazyjnie.

Minęło kilka lat. Potem nastąpił przełom. Moi up-line zmienili strategię. Skupili się na produktach Wellness czyli naturalnych suplementach, koktajlach i zupach będących w ofercie.

Tych wynalezionych przez szwedzkiego kardiochirurga Stig Steena specjalnie dla pacjentów poddawanych przeszczepom narządów aby wzmocnić ich organizmy. Przeszli szkolenia ze zdrowego żywienia. Niektórzy szkolili się w Szwecji w centrum naukowym, które ten lekarz prowadził.

Zaczęto układać klientom 12-tygodniowy program utraty zbędnych kilogramów i przywrócenia organizmowi równowagi o nazwie Wellness Life +. Oparty był on na produktach Oriflame i odpowiedniemu doborowi posiłków. Zaczynał się od detoksu. Wszyscy z ich struktury ten program przeszli. Efekty przerosły ich oczekiwania i stali się żywą reklamą.

Ludzie zaczęli się do tego przekonywać, bo rzeczywiście działało. Coraz więcej dołączało do struktury. Dzięki Wellnessowi wiele osób awansowało na nowe poziomy.

Na wieść o tym obie z mamą postanowiliśmy się temu poddać. Na sobie przekonałyśmy się o skutecznym działaniu. Schudłyśmy. Po programie nabrałyśmy nowe nawyki, które pomogły nam uniknąć efektu jo-jo.

Także wzrosła nasza odporność. Mój organizm tej zimy odparł aż pięć ataków przeziębienia, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło.

O tym jak ten program przebiega napiszę w osobnym wpisie.

Zainteresowanie naturalnie wzrosło. Ludzie szukający pomocy zaczęli zgłaszać się do mnie i do mojej mamy. Natomiast wyszkolone osoby z nami współpracujące dobrały im program żywienia i monitorowały efekty. W ten sposób nasza struktura zaczęła rosnąć.

Wobec tych faktów pozostało mi nic innego jak… wrócić i znów popracować jako Konsultantka Oriflame. Także skupiając się na Wellness.

Wyniki trochę mnie ośmieliły. Wcześniej wstydziłam się mówić ludziom o możliwościach tej firmy, bo bałam się negatywnych opinii. Byłam też mniej odporna na odrzucenie. Zbytnio się czaiłam. Brakowało mi pewności siebie i wytrwałości. W tym upatrywałam przyczyny moich porażek.

Osiągnęłam poziom menadżerski 20%. Działam przez Internet i już bez obaw ogłaszam kiedy w moim mieście odbywa się Wellness Party, na którym każdy może poznać nawyki zdrowego żywienia oraz dołączyć.

Może wciąż mi daleko do mistrzyni rekrutacji. Nadal brakuje mi kontaktów i umiejętności skutecznej sprzedaży. Zdarzają mi się trudne chwile i huśtawka momentów w których raz odpuszczam a potem znów intensywnie działam.

Postanowiłam, że już nigdy nie będę ganiać za ludźmi. Będę po prostu bez wstydu pokazywać swoje efekty uzyskane dzięki produktom i biznesowi Oriflame. Skupię się na działaniach, które sprawią, że to ludzie sami będą się mnie o to pytać. Ten kto tego właśnie szuka wcześniej czy później dołączy.

Na pytanie czy coś w tym zarabiam powiem, że tak. A nawet Ci pokażę.

Oriflame zarobki marzec 2018

Oriflame zarobki marzec 2018

Może nie są to kosmiczne kwoty. Ale dla bezrobotnej każdy grosz się liczy. Oriflame zrekompensowało mi brak 500+

Przyznałam się, że zarobić kasę nie jest łatwo. Choć to zależy od smykałki danej osoby

Pomyśl co Ty zrobiłbyś z dodatkowym 1.500 zł miesięcznie gdyby jednak udało Ci się je wypracować?

Ale większość ludzi jakich spotkałam na swojej drodze jest chyba bardziej pewnych siebie i lepiej radzi sobie ze sprzedażą i przechodzeniem trudności z jakimi się spotkałam. Klucz to znaleźć lepszych od siebie a w zasadzie cały czas ich znajdować.

Drogi czytelniku? Bawię się (choć to niewłaściwe określenie) w Oriflame i trwam w tym właśnie po to by pokonać wstyd i nauczyć się sprzedaży. Bo ten, kto umie sprzedawać zawsze znajdzie pracę i nigdy nie będzie biedny. To najważniejsza umiejętność XXI w.

Ważne też aby robić etycznie i nikogo nie naciągać. Sprzedaż to wcale nie musi być wciskanie. To rozwiązywanie ludzkich problemów. Trzeba tylko dotrzeć do tych, którzy potrzebują tego co masz. Tego też się uczę.

Nie bez powodu osoba działająca w Oriflame nazywa się KONSULTANTEM. To znaczy, że doradza, podpowiada, prowadzi. Jest zawsze do Twojej dyspozycji i możesz do niej napisać lub zadzwonić. Podziwiam wiele osób, które potrafią to robić.

Wyjaśnię jeszcze problem tego, że ponoć góra zarabia na tych na dole. Często myśli się, że taki Dyrektor Klubu Oriflame może spocząć na laurach, przestać pracować i wyjechać na wakacje, bo struktura na niego robi.

Nic bardziej mylnego.

Potrzebni są klienci, którzy będą regularnie kupować produkty aby nakręcał się obrót. Do struktury muszą cały czas napływać nowi aby zastąpić tych co się wykruszyli, bo wykruszać się będą zawsze. To naturalne, że temu kto zdobył ich więcej także więcej się należy.

Plan marketingowy Oriflame jest tak skonstruowany, że nie da się zarabiać na tym, że tylko ktoś pod tobą robi a Ty nie.

Też musisz równolegle rekrutować bezpośrednio pod siebie.

Nieustannie.

Przekonasz się o tym jak wejdziesz na wyższe poziomy i zacznie Ci się naliczać zarobek.

Wielkość zarobków nie zawsze zależy od pozycji w strukturze ale od tego ile masz nowych osób co dopiero co zaczynają W PIERWSZEJ LINII pod Tobą. Wtajemniczeni wiedzą, że nazywa się to „różnicą poziomów”.

Rozwój tego biznesu tak naprawdę nigdy się nie kończy. Im więcej ludzi tym więcej do zrobienia a taki Dyrektor w Oriflame ma naprawdę ręce pełne roboty.

To nie jest nic dziwnego, bo podobny stan rzeczy spotkasz w każdej pracy. Czy to na etacie, czy to w klasycznym biznesie czy to w MLM. Także w blogowaniu gdzie stale trzeba zabiegać o nowego czytelnika. To nie raj a ciężka harówa aby sobie zapewnić dobrą pozycję na Rynku.

Tutaj i wszędzie indziej będzie trzeba się zmierzyć z przeciwnościami, z chudszymi miesiącami, z porażkami, z brakiem zrozumienia i zainteresowania, z odrzuceniem. Możesz jedynie swoje zajęcie lubić, widzieć w nim sens, który Cię w nim trzyma.

Najważniejsza jest przede wszystkim systematyczność. Ona zależy jedynie od Ciebie ale tutaj też zdarzają się trudności. Sama nie raz ją zatracałam kiedy włożony wysiłek nie przynosił efektów.

Istnieje pewna książka. Jedna z obowiązkowych lektur dla ludzi w biznesie MLM. Polecam!

Kamila Molińska i Roman Hadasik „Etat, biznes tradycyjny, czy marketing sieciowy”.

Tak się składa, że oboje autorów mają właśnie doświadczenie w Oriflame i odnieśli tam sukcesy.

Początkowo możesz się domyślać, że pewnie prawią jak większość MLM-owców. Próbują przekonać Cię do wyższości marketingu sieciowego nad etatem i tradycyjnym biznesem.

Kiedy ją przeczytasz dotrzesz do fragmentu, w którym oni wyraźnie mówią, że nie zamierzają przekonywać co jest lepsze. Bo wszystko jest dobre. Dla każdego coś innego.

Sama wolałabym etat ale w mojej sytuacji akurat nie mam innego wyboru.

Kamila i Roman pragną jedynie pokazać marketing sieciowy jako jedną z możliwych istniejących ścieżek kariery do wyboru. Obok etatu i biznesu tradycyjnego. A skupiają się na nim tylko dlatego, że jest mniej znany, często pomijany i owiany masą stereotypów.

Apelują, aby przedstawiać MLM normalnie i na równi ze wszystkimi innymi możliwościami. Skoro, tak mówią to czemu by za tym przekazem nie iść. Nie ubarwiać, nie udziwniać.

Pozwolisz, że na tym blogu będę od czasu do czasu wspominać o działalności jako Konsultantka Oriflame. Abyś po prostu wiedział, że się tym zajmuję i jest to częścią mojego życia. Na przemian z innymi tematami i całkowicie szczerze, bez tworzenia mitów. Tak jak bloguje się o swoich ulubionych książkach, filmach, podróżach i zajęciach.

Chcę zrobić to czego wciąż brakuje w mówieniu o tym biznesie. Potraktować go NORMALNIE na równi z innymi czynnościami. Wypadałoby, skoro mówi się że w XXI w. MLM ma przed sobą świetlaną przyszłość. Tradycyjna praca upada i ludzie szukają nowych źródeł dochodu. Za to konsumentem jest i będzie każdy z nas.

Zdecydowanie ludziom z BIZNESU MLM łatwiej by było gdyby klienci kupowali coś świadomie i zaczęli myśleć w inny sposób. Na przykład tak:

Zmawiamy się, że celowo kupujemy to i to, od firmy X, bo jest w niej program, w którym za polecenie nam zapłacą.

Byłoby łatwiej gdyby społeczeństwo wyzbyło się też myśli, że to jest nie fair, jak ktoś na nas zarabia. Jeśli rozejrzą się gdzie indziej to nie tylko w MLM ktoś ma z nich profity. Zawsze i wszędzie ktoś na Tobie zarabia.

Czasem nawet warto specjalnie… dać komuś zarobić w ramach… pomocy jemu.

Możesz decydować kogo warto wspierać. Supermarket, który nie da Ci nic za to że polecisz teściowi zakupy w nim czy Twoją przyjaciółkę, kupując od niej pomadkę z katalogu? Równolegle możesz zarabiać sam na siebie.

Wtedy ludzie biznesu MLM nie musieliby desperacko walczyć o wzbudzenie zainteresowania u kogoś, by tylko wszedł do ich struktury. Mogliby jedynie przygotowywać swoje oferty i gotowość do pomocy tak aby ludzie świadomie szukający MLM dla siebie wybraliby właśnie ich spośród wielu innych.

Myślę, że tym kierunku warto zmierzać.
Co o tym myślisz?


Dorota Strzelecka

Niepoprawna Polka na styku dwóch kontynentów i trzech kultur. Na codzień mieszka na południu Hiszpanii w Granadzie pod Alhambrą skąd podróżuje do Maroka. Absolwentka kierunku artystycznego, bezrobotna, graficzka, blogerka, marząca także o pracy przy europejskich projektach z dziedziny kultury, próbująca swoich sił jako konsultantka Oriflame. Prowadzi blogi "Kropla Arganu" i "Dorota Strzelecka - Bezrobotna. Bez wymówek"

Może Cię zainteresować...